To co już za mną:

Wpisy archiwalne w kategorii

Interkol

Dystans całkowity:21197.93 km (w terenie 40.43 km; 0.19%)
Czas w ruchu:662:50
Średnia prędkość:31.98 km/h
Maksymalna prędkość:90.00 km/h
Suma podjazdów:83164 m
Maks. tętno maksymalne:207 (104 %)
Maks. tętno średnie:188 (94 %)
Suma kalorii:432360 kcal
Liczba aktywności:206
Średnio na aktywność:102.90 km i 3h 13m
Więcej statystyk

Maraton w Radkowie - NIGDY Więcej !!!

Sobota, 21 maja 2016 · Komentarze(4)
TRAGEDIA przed duże "te" !!!

Jeszcze nigdy nie miałem takiej wynory na wyścigu i nie myślę tu wcale o trudności podjazdów czy braku formy...

Wybraliśmy się jednym samochodem gigowym - Ja, Artur i Kuba... 

Stanęliśmy na starcie... I rura do przodu! Dwie minuty przede mna Artur Paterek, dwie minuty za mną Kuba.. na mega ejszcze niedaleko za nami Bazyl, Grześ i Kierzol ;-)

Dwóch z naszej grupki odjechało już na samym początku nadając bardzo mocne tempo pod górę, rozmawiając razem z Arturem Baturo z FTI stwierdzamy że nie ma co gonić się już na samym początku.. Jedziemy więc swoje spokojnie - równe tempo, pasuje mi i Arturowi... Dwie Jas-Kółki jeszcze też z nami. Ogólnie odjechała kategoria, jeden z jaskółek tez jechał ze mną z mojej kategorii i ktoś tam nas doszedł.. więc walka na całego. Ale już na 10km ?! Myślę sobie nie ma co się podpalać.

Pierwszy podjazd, pierwszy długi i stromy podjazd... 15km... Widzę już Artura P. przed sobą.. doganiamy innych z grup przed nami... Jedziemy dobrze ! Dojeżdżam gdzies do kolegi z Interkolu na 50-100m i zaczynamy zjazd... tam trochę odjeżdża... ale znowu trochę "płaskiego" i takich lżejszy terenów i Artur wraca w moje pole widzenia. Po drodze widzę, że Paweł Sojecki zmienia dętkę.. Pech i mam nadzieję że mnie to nie trafi... Ale trafiło wcześniej niż myślałem... po paruset metrach.. jedziemy grupą, kilka osób przede mną, całkiem ładny asfalt a tu nagle JEB ! dwóch przede mną, ja i kolega za mną wpadlismy w wielką ostrą JAPĘ ! - to nawet dziura nie była. No i pech tak chcial, że to ja musialem zmienić dętkę bo to akurat moja się przebiła.  Koło na szczęście całe.... :/

Jak już to zrobiłem, wsiadam na rower, mija mnie Grzegorz i Kuba, po chwili dogania Bazyl... Każdy praktycznie osobno dojeżdza do bufetu, Kubie spada łańcuch, ja jade dalej.. Na peirwszym bufecie nie staję, łapię tylko banana w locie :-) Później zjazd dziurawy, wjeżdżamy do miasta, zaczyna się ostatni podjazd.. liczę że będe nadrabiał, mocno naciskam, faktycznie doganiam tych co mnie wyprzedzili podczas łatania... Garmin pierwsze kółko pokazał całkiem przyzwoite, ale bez szału. Zjazd, całkiem fajnie idzie, trochę ryzykuje, ale wszystko w granicach rozsądku, ładny asfalt!

Zaczynam drugie kółko, na sztywnym podjeździe doganiam jakiś maruderów.....jedzie się calkiem fajnie, nadrabiam ilę mogę. Garmin drugie kółko pokazał przyzwoicie, także gdyby nie było róznych ekscesów na trasie to około 7:05 - 7:15 mogło by wyjść.. Zatrzymuję się na bufecie, jem pomarancza, zalewają mi bidony, ja sikam na poboczu... Jadę dalej.. Końcowy podjazd... Jedziemy trzecie okrążenie... I katastrofa, koniec wyścigu...Co tu dużo mówić..... Teraz się modlę żeby tylko dojechać... Jadę w miarę spokojnie już, nie ma o co się ścigać, w oponie może 5-6 atm. więc kiepsko.. Nie ma już motywacji, psychika siadła... No i to co się stało na sam koniec to już przeginka zupełnie.. Na ostatnich 4 no może 5 km lapię  gumę ! No ku**a katastrofa. Przesada, klnę na siebie, że po pierwszej gumie jadąc bez zapasu w ogóle pojechałem na giga.. było zjechać na megę.. Ktoś za mną pyta się czy mam dętkę, nie mam ! ide z buta, ale po chwili rzuca na pobocze "tu masz, ja jadę dalej" - no dzięki, ale kolego! krótki wentyl.. skapłem się dopiero po zalożeniu! Więc idę z buta... Druga guma musiała być przyszczypnięta i wystarczyła jakaś mniejsza dziura by trzasnać... albo nie wiem co.. bo no.. po prostu zeszło :(

Wchodzę na metę z rowerem na ramieniu.. masakra! Katastrofa! Taka wynora, że szok. To że gdzieś mnie kryzys złapał od 150 - 170km to już mały pikuś... Puścił! Przeżyłem, ukończyłem.

I jedno sobie mówię: Krzysztofie, jeśli czytasz ten wpis w roku 2017 - NIE JEDŹ do RADKOWA na maraton!!! Szkoda sprzętu, zdrowia i pieniędzy!

Dzisiejsza jazda to był slalom gigant pomiędzy dziurami, TFU ! japami, kraterami, etc.. No nie, Nigdy więcej!

Ps. Do Gorzowa i Łasku jade na mega :-) Na giga jednak trzeba konkretnych treningów.. A ja nie mam na to sił, chęci ani czasu.

Ps.2. Szacun dla Kuby, który szedł jeszcze więcej niż ja! 8km, przebił szytkę, mial problemy żołądkowe.. Też źle skończył.
Ilość złapanych gum przez dzisiejszych maratonczyków przytłacza ;/


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(4)

Rozjazd po wyścigu - wynora z Interkolem :)

Niedziela, 8 maja 2016 · Komentarze(0)
Wczoraj wyścig, co prawda tylko 7km, ale i tak czułem się dziś zmęczony. Wczoraj pomoc 30km grupie gdzie jechali Interkolowcy, a dzisiaj potrzebowałem fajnego treningu. Miały być góry z Tomkiem, ale plany nie doszły do skutku. Nie wyjechałem się tak jak chciałem w sobotę, to dzisiaj było trzeba konkretniej pojechać. Wczorajszy wieczór - nastawiam budzik. Budzę się rano... i wio :)

Wio...ale nie za bardzo. Konkretnie wiało w twarz! Wyjechałem praktycznie równo o 9 rano z Krotoszyna.. Nogi chciałem na początku tylko delikatnie rozkręcić... Niestety. Musiałem się trochę zagiąć żeby w ogóle zdążyć na rynek i zbiórkę. Udało się dojechać, nogi gdzieś od 15-20km zaczęły całkiem normalnie kręcić. Zajeżdżam na rynek, Grzegorz oznajmia mi bezdyskusyjnie że jedziemy na Chełmce i Kalisz. No to pięknie sobie myślę, wyjadę się konkretnie. Ale czy nie tego chciałem ?! Jedynie martwiłem się o wodę.

Ruszyliśmy początkowo pod wiatr, niekoniecznie zmiany były dawane przez kogokolwiek równo i mocno, ludzie się rozjeżdżali. Ale tak w miarę spokojnie dojechaliśmy do pierwszego i w sumie jedynego takiego podjazdu na tej trasie - pod kościół w Chełmcach. Pod wiatr, dość spore nachylenie, Błażej na zmianie. Nikt nie był w stanie mu wyjść z koła, wszyscy wręcz pospadali, ja  utrzymałem choć kosztowało mnie to dość sporo.  Przypomina mi się i przekazuje serdeczne pozdrowienia bo wcześniej nie było okazji. Czekamy za wszystkimi, jedziemy dalej. Dojeżdżamy do Kalisza niezłym tempem. Niby już z wiatrem, ale ciężko utrzymać koło i trzeba ciągle kręcić.

Po wyjeździe z Kalisza atakuje znowu Błażej. Jadę za nim, droga pofałdowana lekkie hopki, niby z wiatrem, ale cieżko się już jedzie. Błażej się ogląda, chce zmiany czy coś... ja jadę swoje bo nie da rady szybciej a Błażej dokonuje ostatecznego ataku :x Odjeżdża... Dojeżdża grupka, wspólnie gonimy, chłopaki jednak znowu nie chcą wychodzić na zmianę i gonię ja z Grzegorzem. Później po jednej mojej zmianie atakuje Bazyl i razem z Grzegorzem odjeżdżają.. Chcę skoczyć za nimi, Bartek jedzie przede mną po lewej, chce iść prawą a on zajeżdża mi drogę i wypadam z drogi, ledwo utrzymałem się w pionie, a krzyczałem PRAWA ! Wcześniej też zajeżdża Rafałowi drogę, ogólnie jeszcze musi się sporo nauczyć - no chyba że to było specjalnie.... Gonię długo sam, chłopaki trzmają koła.. Rafał daje zmiany jak puszcza go kolka.. Młody zrywa do przodu i jedzie metry przed nami... bezsens! Jeszcze w międzyczasie jakiś człowiek wyprzedza nas na milimetry! jedzie na "3ciego", zajeżdża nam drogę, walę po samochodzie ale bez reakcji.. szybko zaraz ucieka daleko do przodu.. mało nas nie zabił!

Później skręcamy kompletnie nie wiem gdzie, widzimy cały czas pierwszą grupkę bo się złączyli, Kawaleria ucieka, Grześ zostaje i czeka za nami, tu znowu tylko ja daję zmiany, później już z Grzegorzem gonimy aż do Ostrowa. Tu znowu popis daje Bartek i próbuje skoczyć czy uciekać, zajeżdża Grzesiowi drogę i ten w końcu go ustawia.... Później już niestety trochę brakło by dogonić Błażeja i Bazyla... Dojeżdżamy do Lewiatana na Pruślinie, stajemy w tym pięknym miejscu i robimy chwilę przerwy, czekamy za wwszystkimi, rozjeżdżamy się w róznych kierunkach. Rafał mi daje trochę izotoniku! dzięki :) Bazyl ratuje pepsi...Jadę przez miasto czymś ala obwodnica, wyjeżdżam koło skarbówki i na ul Krotoszyńskiej aż do domu! Powrót całkiem spoko, 35-40kmh bez większego problemu, wiatr w plecy pięknie pomógł żwawo wrócić do Krotoszyna.

Ojj dzisiaj niezła wynora była. Błażej pokazał jak zawsze kawał niezłej mocy, Bazyl też silny, Grześ standardowo nigdy nie odpuszcza... Ja się dobrze czułem, aczkolwiek brak świeżości widać dzisiaj było. Wyjechałem się nieźle, pracowałem jak wół. Chciałem zrobić i zrobiłem mocny długi i po prostu fajny trening.

KOM on Parczew - Wtórek - zrobiłem KOMa jakiegoś :-)

https://www.strava.com/activities/569426191

cad: 82

Wczorajszy ostatni finałowy podjazd :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

X Trzebnicki Maraton Żądło Szerszenia 2016

Sobota, 30 kwietnia 2016 · Komentarze(2)
Od samego rana przyjeżdża po mnie Prezes Interkolu Grzegorz Bogdajewicz ;-) Lecimy w dobrych humorach do Trzebnicy na maraton. Jest moc, fajnie się gada, śmieje i w ogóle luźno - no jak to Grześ. Dojeżdżamy na miejsce, odbieramy numery startowe i lecimy na parking. Jemy banany, makaron i zaczynamy się przebierać. Na parkingu koło nas Kuba Latajka, kolega Kajser z Ostrzeszowa i Robert Kierzek. Robimy co trzeba i lecimy na start. Grześ startuje chwilę wcześniej....ja czekam, zbiera się nasza grupa... przychodzi czas.. No i lecimy z Trzebnicy na start ostry. Tam już jakieś harpagany się ścigają, stajemy na starcie....ostatnie siku....3.2...1.....start :-)

Mocno pociągnąłem, ale chłopakom się od startu nie spiszy ;-) Mówią, że wolniej... no ale daliśmy kilka zmian i trzeba trochę podkręcić tempo - z naszej grupy zostajemy w 5os. Lecimy równo po zmianach, widzę że niektórzy się nie wysilają to stwierdzam że zajeżdżać się też nie będę, ale zmiany są równe i nikt nie ma pretensji - każdy daje od siebie ile może ;-) Po peirwszych 50km średnią mamy 42 km/h co myślę robi wrażenie... chociaż na pierwszym pomiarze czasu po wynikach patrząc moja grupa traci już 4 minuty do zwycięzcy...
Jazda w sumie równa, po zmianach, bez historii....prawdziwe ściganie zaczynało się dopiero gdzieś od 100km...

Po drodze jeszcze jednak był podjazd "Joanna" niedaleko Milicza... tam jedziemy równo, nie za mocno....z rezerwą - 75km...jeszcze drugie tyle przed nami. Później zjeżdżamy, przejazd przez "główną" i kilka ostrych zakrętów... tam w jednym kraksa z autem... na szczęście nie ja...pechowo że ktokolwiek :/ Skręcamy ostro w prawo, duża prędkość....jadę jako trzeci i z naprzeciwka leci samochód jakiś van. ledwo wyrobiłem się w zakręcie żeby nie trzasnąć w auto - niestety ale jeden kolega i kilku z tyłu jechało dużo szerzej i wylądowali pod prawie stojącym samochodem. Zwalniamy mocno, kolega się jakoś zbiera - żyje, jedziemy dalej!

Tutaj jem pierwszego żela. Kolejne hopki przed nami, tam Artur trochę zrywa do przodu jak praktycznie każdą swoją zmianę jakieś 50m przed grupą. Odpadają nam ludzie z koła, z "Wieży Obserwacyjnej Gęślicy" lecimy w lewo, Prababka coraz bliżej! :-)
Trasa pięknie oznakowana, nie można pobłądzić, super obstawiona przed policję i straż, jest bezpiecznie przez całe 150km. Dalej lecimy, zbliża się bufet...tutaj małe zamieszanie i śmierć w moich oczach.. no może śmierć to przesada, ale niezła kraksa... sięgam i łapię wodę, a tu nagle kolega z lewej przede mną dojeżdża i wysięga rękę po wodę..... pani z bufetu robi krok w przód i wjeżdżam w nią całym impetem! Z całego serca przepraszam - cieszę się że nam nic się nie stało, ani mi ani Pani! - woda się rozlewa na mnie, moje koło ląduje między jej nogami...lewa ręka trzymała wodę, ledwo się utrzymałem w pionie, koło całe....hamulce całe... można jechać dalej!

Zaczynaja się hopki, coraz ciężej się jedzie, ale i coraz fajniej. Czuję się nieźle, ale widzę też że trochę do kolegi Michała Wojtyło mi brakuje, zdecydowanie najsilniejszy chłopak z naszej grupy. Ale i nerwowy, opierdziela Artura nieparlamentarnymi słowami za sposób dawania zmian, no ale... emocje i wszystko jasne... chcemy dojechać najdalej jak się da - razem. Zostajemy we trzech! Tu jednak po zmianie troche nam Michał odjeżdża.. Artur nie daje zmiany, ja nie czuję się na siłach żeby dojechać. Odpuszczam, jadę swoje!
Skręt w lewo już praktycznie na Prababkę... Zaczynają się pierwsze hopy po 6-7% i tutaj widzę, że przyciskając dojeżdżam do Michała, Artur zostaje parę metrów... Jadę swoje. Nie czuję się źle.

Na Prababce poszedłem dość żwawo, dojechałem i prześcignąłem Michała, mocno depnąłem. Później kostka pod górę kolejne 7%. Widzę, że Michał do mnie dojeżdża i smigamy razem we dwóch. Dojeżdżamy do płyt, tam mijam Interkolowca, jedzie się fajnie, przyspieszamy, hopki skaczemy fajnie i żwawo. Przejeżdżamy w Boleścinie koło mojego ulubionego sklepu - serdeczne pozdrowienia dla Pana Sprzedawcy który akurat był na zwenątrz :-)

Czuję, że Michał ma więcej pary....i tak się staje że na jakieś 7-8km przed metą mi odjeżdża dając po prostu bardzo mocną zmianę i nie odpuszczając pod górę. To było już dla mnie zbyt dużo i powoli zebrał trochę ponad minutę. do samej mety. Ale jadę dość żwawo, czuję się jak u siebie :-) Malownicza trasa, czuję już że dojeżdżam do mety, zjazd do miasta w asyscie samochodów. Później przebijam się przez miasto, pod prąd na rondzie. Raz dwa trzy i meta....siadam na trawce, Tomasz i Bartek śmieją się ze mnie że pierwszy raz widzą mnie w stanie totalnego wyjechania (chyba tylko Tomek mnie w Zieleńcu widział raz w gorszym stanie).... trzeba odsapnąć... Dostaję medal, idę się przebrać, wracam... jem zupkę, ciasto, pomarancze...rozmawiamy i razem z Prezesem jedziemy :)

Tu muszę podkreślić, że grupa nie trafiła się najgorsza....ale to nie były takie konie rodem ze stajni z Janowa :D czyli że tak brzydko po nazwisku: Jurkowlańce, Gucwy i inne mocne chłopaki. Pojechałem na miarę swoich obecnych możliwości i jestem zadowolony. Tak jak jednak myślałem wygrał ten który wygrać miał, pierwszą dziesiątke open praktycznie wytypowałem w 75%.

I teraz uwaga! Szacun dla Rafała Olesia za 3 miejsce OPEN i 1 w kategorii na mega ;-) Jesteś koń, masz moc! Zazdro!
Szacun dla Zbigiego, który mimo wielu przeciwności i kontuzji jedzie dalej i zdobył 3 miejsce w kategorii na mini! Pięknie Interkol!
Grzegorz włożył mi dwie minuty, Kierzol nie pojechał zbyt dobrze jak na swoje możliwości, Artur został pod Prababkę i na mecie ponad 3 minuty.... Tomek super na Mini, Sebastian także! Jak kogoś pominąłem to soooorrry! :-)

Ogólnie maraton na wielki plus ! Pogoda dopisała, nie było można zabłądzić, bufety na bogato, Prababka rządzi! i  żądli! Obstawa na skrzyżowaniach dobra... Tylko nawierzchnia czasem słaba, ale na to wpływu nikt nie ma :-)

Graty dla Szerszeni! Super Interkol! Nieźle Kriso....trzeba doszliwować jeszcze formę. By było jeszcze lepiej :) Bo na razie jest przeciętnie :)

cad: 85

M2s: 8/19
Open: 33/232
Rowerowy Krotoszyn ! Coraz silniejszy, coraz liczniejszy, coraz fajniejszy! :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Maraton w Obornikach - Supermaraton Trzech Rzek.

Sobota, 16 kwietnia 2016 · Komentarze(7)
Był ogień ! Ale od początku :-)

Wyjeżdżamy chwilę po 05:00 rano w kierunku Obornik Wlkp. i gdy dojeżdżamy są jeszcze puste miejsca na parkingu. Z chwili na chwilę robi się jednak coraz gęściej, tu widzę Rafała Wiatraka z Milicza, tu Pawła "Schlecka" z Wrocławia to innych kolegów ze stolicy Dolnego Śląska. Idziemy się zarejestrować, zrobić ostatnie ważne posiedzenia i wracamy do auta się przebierać. Po chwili przygotowań i ostatniego makaronu ruszamy na start. Na kresce małe zamieszanie, rozgadany startujący ludzi pan prowadzący puścił nas kilka(naście) sekund po czasie bo...się zagadał. No ale ruszyliśmy!

Chwila jazdy, mocny start, tętno rośnie......Grupy nie ma :( Został tylko jeden kolega ubrany w strój BDC - Paweł Sojecki. Praktycznie do ok. 50km jedziemy sami we dwóch. Od startu podejmuję ryzyko, jedziemy jak najmocniej, może nie w trupa, ale bardzo mocne tempo - we dwóch wykręciliśmy średnio 40km/h. Niestety nie udaje się złapać dwie minuty wcześniej startującego Rafała na tyle szybko żeby uciekać przed goniącymi mnie kolegami z kategorii M2. No właśnie. To wlaśnie 4 osobowa grupa złapała nas ok 50km i już byłem co najwyżej 3 na mecie, ale wiedziałem że razem z Arturem Kozalem, który trafił z grupą - wystartował jeden dobry kolarz z M2. No cóż....spadam na 4-te miejsce. Ale walczymy, gonimy i jedziemy. Rafała i jego grupę doganiamy gdzieś około 75km. Grupa się zwiększa, tempo niekoniecznie. Ja ciutkę odpoczywam, jem chlebek, wcinam żela, jem batoniki.....
W pewnym momencie przejeżdżamy przez tory.. tak tam przejechałem, że jak pieprzło w obręcz tylną to myślałem że koło pekło albo przynajmniej dziura w oponie... Udało się, na szczęście nie! Jedziemy dalej.

W pewnym momencie zauważam że jest nas za dużo, w tym kilku dodatkowych rywali M2 i Mateusz Sobański.... Hmm... Mała górka, lekki wiatr... malutka dziurka w peletonie... wszyscy rywale z M2 na tyłach grupy... No to jedyne co mi przeszło przez myśl - mocny zaciąg ! No to jedziemy! Dziura robi się w chwilę bardzo duża, odjeżdża czoło peletonu i ciśniemy, niestety dwóch kolegów z M2 dojechało, reszta została gdzieś tam daleko z tyłu. Jedziemy jednak dalej mocno po zmianach.

Nie mam nic do stracenia - myślę sobie. Co mi tam, obmyślam że od 150km do mety będę rwał, będę skakał tak długo aż się nie porwie - w myślach z nadzieją, że wystarczy aby raz bo widzę niektórzy jadą na oparach - co niestety okazało sie chyba tylko złudzeniem i to bardzo wyolbrzymionym. No to gdy nadszedł odpowiedni kilometr, wcinam ostatniego żela, popijam izotonikiem....i do roboty. To co że pod wiatr, to co że boli a w nogach zaczyna piec i zaczynają łapać jakieś mini skurcze... wszystko albo nic.

Skaczę raz, drugi....piąty.....dziesiąty.... Cholera w różnych kombinacjach bo różni kolarze z grupy próbowali ze mną, ale nikt niczego nie puścił. Niestety. I tak dojechaliśmy do mety, gdzie okazało się faktycznie zgodnie z przewidywaniami że jestem 4-ty w kategorii wiekowej przez ustawkę zwycięskiej grupy "ołpen" :( Ehh.. Gdybym startował 4 minuty wcześniej, albo dwie minuty później.... byłby pucharek :(

Dojechaliśmy do mety, koledzy szczęśliwi, podajemy sobie rękę za fajną i porządna walkę. Gratulujemy i tyle. Sport.

No, to by było na tyle. Nie wiem skąd miałem tyle mocy dzisiaj... Albo i nie miałem jej wystarczająco żeby samotnie uciec pod wiatr... Ale nie, stosunkowo mało kilometrów przejechanych, to mój najdłuższy dystans w tym roku....a tu dało radę bez problemu go przejechać, zrobić świetny wynik, uciekać, skakać i szarpać... Jestem w pozytywnym szoku mimo braku wyniku. Mam nadzieję, że w kolejnych startach dopisze mi w końcu trochę więcej szczęścia.

OPEN: 8/105
Kat. M2: 4/7

No i mój największy skarb z tego wyścigu :-) Zdjęcie z Sonią: blogerką piszacą o zdrowiu i sporcie: http://zdrowoiisportowo.blogspot.com/

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(7)

Etap 3: Ściganie z Interkolem :-)

Poniedziałek, 28 marca 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj kolejny dzień z rzędu na rowerze, myślę więc że wytrzymałość podszlifowana i zaległości już nie ma i nie będzie ;-)
Pojechałem znowu do Ostrowa - w lany poniedziałek, na szczęście okazał się być suchy i w miarę bezwietrzny.
https://www.strava.com/activities/528907553
https://www.endomondo.com/users/1796231/workouts/6...

Na rynku jakieś 30 chłopa, w tym Ci którzy są i bywają mocni przez praktycznie cały sezon. Wiadomym było, że spokojnie to to nie będzie. Wyjeżdżamy jednak z założeniem "pierwsze 30km spokojnie" w celu wspólnej jazdy ze wszystkimi. Do tego umowa, że czekamy w Miliczu i Krotoszynie co by jakby kogoś nogi świerzbiły i chciał uciekać. Fajny i duży peleton dzisiaj pozwolił na to że nie było trzeba się ujeżdżać na zmianach, a przy niektórych tempo mimowolnie rosło. Trasa ustalona stosunkowo krótka, na Odolanów - Sulmierzyce i Milicz, aż do Krotoszyna. Do Milicza płasko, a później małe hopki.

Do Milicza praktycznie spokojnie, mijamy się z Bartkiem Karolewskim na MTB, po drodze dołącza do nas trójka kolarzy... Na kilka kilometrów przed Miliczem skacze Adam z Kawalerii i zyskuje coś przewagi, nikt jednak jakoś mocno nie goni, dopiero zaczyna się rwać gdy Błażej W. skacze i mocniej depta....i tak oto rozegrał się finisz na tablicę z grupy....wygrać nie wygrałem ale tradycyjnie byłem w czubie.

Mieliśmy czekać, jednak tak mocno się porwało, że chłopaki postanawiają jechać dalej bez reszty... Pierwsza grupka się uformowała z 4 kawalerzystów, Artura P. i jeszcze jednego Interkolowca. Później jechałem spokojnie ja z Kubą L. i Piotrkiem Sucheckim....gonimy....ale widzę że chłopaki już są chyba ujechani i nie ma co liczyć że wspólnie dojdziemy a tracimy kilkaset metrów.. Spiąłem więc tyłek i sam doskoczyłem do "uciekinierów"... Wymagało to trochę wysiłku, a przed nami hopy i praktycznie czeka mnie jazda z jednymi z mocniejszych w peletonie.... A nogi już nie te po 3 długich i mocnych treningach..

Pierwszy skacze Bazyl, gubimy Interkolowców... Długo jedziemy razem we 4, ale kolejne ataki sprawiły że porwało się i najpierw dwójka wjechała do Krotoszyna, a później dwójka = ja i Bazyl. Próbowałem gonić, ale Bazyl coś nie był w nastroju do pogoni. Wjechaliśmy przed "główna grupą", która zjechała się w międzyczasie. Było blisko, może gdyby gdzieś tam noga nie odpuściła przy kolejnym z rzędu ataku na hopce tak bym dojechał z pierwszymi...ale się już nie dało w tamtej chwili. Później jeszcze na spokojnie do Biadek i z powrotem do Krotoszyna główną..

Wyszło dzisiaj fajnie, najpierw spokojnie trochę, a później mega fajne ściganie i znowu ataki i kasowanie wszystkiego, dochodzenie do grupki i pogoń aż do Krotoszyna. Noga dzisiaj dalej kręciła, co jest wielkim zaskoczeniem. 3 dni i grubo ponad trzysta kilometrów na rowerze. Jestem zadowolony z nogi, jeździ się świetnie. Myślę, że porównując się z chłopakami to moge być z siebie zadowolony :)

Teraz czas na dalszą część świątecznego obżarstwa oraz zasłużony odpoczynek :-)

Do tego dalsze rozmyślania. Walczę dalej, nie poddaje się! Ciągle chcę, nie znudziło mi się. Ona jest tego warta.

cad: 80

Dzisiaj selfie z rynku pstryknął Grześ ;-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Świątecznie z Interkolem, riplej :)

Niedziela, 27 marca 2016 · Komentarze(3)
Dzisiaj miało byc ciepło - i było.
Dzisiaj miało być trochę ludzi na rynku - i było.
Dzisiaj miało być fajnie - i było.
Dzisiaj miało być rozmaicie - i było.
Dzisiaj miało być spokojnie - i nie było...

Kolejny dzień na szosie, jeszcze jutro i przerwa, odpoczynek :)
Dzisiaj wiatr wiał w zupełnie przeciwną stronę, najpierw więc do Ostrowa na rynek pod wiatr, ale za to powrót na luzaku kręcąc raz jedną a raz drugą nogą utrzymujac wysokie tempo.

Z rynku przez miasto przejeżdżając koło Lewiatana...pierwszy raz zwróciłem uwagę że na Pruślinie są takie piękne nazwy ulic drzewne bardzo jakieś Dębowe, Świerkowe, Lipowe i Jarzębinowa bez asfaltu... :D Pojechaliśmy tą samą trasą co wczoraj ja z Kubą. Ale jako że na rynku pojawiło się nas 8 chlopa to nie obyło się bez ścigania pod Kotłów oraz na Ostrzeszów i tablicę w Odolanowie. Niby 3 razy wjeżdżam pierwszy, ale ciągle Zbigi blisko na kole praktycznie. Niby było fajnie, ale jestem ciekawy porównania się z najlepszymi, a to już pewnie tak różowo nie będzie ;)

Na Kotłów pierwszy atak, ale Zbigi z Bartkiem dojechali, później po chwili ponowiłem i został już tylko Zbigi, trzeci po kilku metrach już dał oczekiwany skutek... Na Ostrzeszów kolegów łatwiej zgubiliśmy, bo po moim ataku został tylko Zbigi, później jeszcze dwa razy, depnąłem ale bez skutku, aż na koniec depnął Zbigi którego koła utrzymałem i poprawiłem.... Na Odolanów tempo jakoś samo wzrosło z powodu wiatru w plecy - tam na jakiś kilometr jestem 3 na zmianie, po chwili kolega jeden schodzi...drugi już widze się ogląda żeby też zejść to pozostało mi zaatakować bo później z pierwszego miejsca było by trudniej. Dojechałem, Zbigi zaraz za mną :) Nogi jak z waty, jutro będzie ciężko )

Wczoraj sobie chłopaki zrobili jakieś tajemne ściganie w Namysłowie, poinformowani tylko wybrani ludzie. Dziwne, szkoda, bo chciałem sprawdzić nogę, a tak inauguracja ścigania odbędzie się dopiero za tydzień.

Ogólnie jeszcze stwierdzam, że od około 100km jedzie mi się ciężko, nie ma tej wytrzymałości co rok temu. Ale za to żadna hopka czy milion ataków nie są mi straszne :)

W zeszłym tygodniu słyszę jeszcze że walczy i się nie podda....później cisza...i dalej, w dalszym ciągu olewanie niczym jutro z wiadra wodą... Ja bym dalej chciał, jednak na chęciach się kończy, bo nie na wszystko mam wpływ... i te boskie pytania starszyzny  "A Ty już do ... nie jeździsz?" No nie, no bywa, nie zanosi się na zmiany..."Mi się jeszcze nie znudziło" no ale.. . No chyba że zmiana miejsca moich wyjazdów...

cad: 81

Ze Zbigim na rynku w Osw :)


Foto z zającem było wręcz obowiązkowe :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(3)

Spokojnie świątecznie, a wiatr głowy urywa :)

Sobota, 26 marca 2016 · Komentarze(0)
Wczorajsza sesja zdjęciowa jak zawsze z ludźmi z Interkolu udana, śmieszna, fajna i sympatyczna (smutna) :-)
Większość ekipy się pojawiła, fajne zdjęcia wyjdą na pewno :) Ja z Robertem Kierzkiem wzięliśmy też swoje fury, zrobilismy sobie indywidualne zdjęcia i na pewno je sobie wywołamy :D Mam nadzieję, że fajne wyjdą. Fajni ludzie, fajne rowery i fajna atmosfera więc i zdjęcia będą pewnie profi :D Ciekawe jak wyjdzie mój Scottcik :)

I właśnie podczas sesji umówilismy się na dzisiaj koło Lewiatana na Pruślinie w Ostrowie Wlkp. o 11:00. Wielu chętnych, jednak pojawiło się faktycznie aż dwóch: Ja i Kuba Latajka. Rano wstałem po 8:00 i lał deszcz. Zastanawiałem się czy w ogóle wychodzić, wypucowany rower, szkoda się brudzić i męczyć oraz co dopiero moczyć w deszczu. Jednak nie zlękłem się, zaufałem prognozom że od 10 ma być pięknie....i pojechałem....już bez deszczu, w słońcu... a wiejący przeokropnie wiatr szybko wysuszył asfalty.

Do Ostrowa świetna jazda, lekkie kręcenie i tętno a prędkość około 40kmh. Później pod Lewiego, a tam tylko Kuba L. Pojechalismy więc sobie wspólnie obok siebie dyskutując o .... no jak myślisz, o czym ja z Kubą mogłem rozmawiać ? O kolarstwie i polityce :) Było fajnie wymieniac się poglądami i spokojnym spojrzeniem na władze. Do tego później po nawrocie lecieliśmy pod wiatr po zmianach. W Odolanowie rozjeżdżamy się do domów, ja powoli z wmordewindem na Krotoszyn a Kuba do Ostrowa.. Była to .Nowoczesna jazda połączona z Prawą i Sprawiedliwą anegdotką tu i ówdzie :)

Fajna jazda, potrzebne kilometry przed maratonem w Obornikach gdzie będzie 180km do przejechania. Za tydzień Sobótka :) Się doczekać nie mogę już pierwszych startów by sprawdzić nogę :) Czuję niedosyt jeżdżenia. Teraz już przestawiamy zegarki o godzinę, wiec po pracy na luzaku pojeżdżę :)

cad: 86
https://www.strava.com/activities/527125089

Jest super :) 




Z wczorajszej sesji :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Ustawka w Krotoszynie

Niedziela, 20 marca 2016 · Komentarze(1)
Może za dużo to jest napisane, może nieadekwatnie do stylu jazdy, może niezbyt dużo jakiegoś ścigania było ( o ile w ogóle ) - ale tak - niedziela, rynek w Krotoszynie, godz. 11:00 - zaczęło coś się dziać. I wcale nie mam tutaj na myśli jakiegokolwiek innego wydarzenia.

5 dzień z rzędu na rowerze... Trochę czuję już nogi... Teraz odpoczywamy przed wyścigiem w Sobótce :)

Choć tak się złożyło, że na naszą ustawkę przyszło multum ludzi - na pieszo odwiedzając kiermasz wielkanocny. Była grochówa, scena, występy, budy z ozdobami... fajnie.

Chwilę po 11 przyjechał Tomek Mosiński, Bartek Karolewski i Arttur Paterek. Chwila pogaduch, ruszamy w kierunku Trzebicka i Milicza.
Tam jakieś hopki, kkrótkie KOMy... Zdobyłbym jednego ale nie wiedziałem dokąd jest i tak oto odpuszczając za wcześnie nie udało się popawić najlepszego wyniku.

Później do Milicza, na Wzgórze Joanny i przez Wierzchowice UpHill do Krotoszyna już prosto i spokojnie.
Ogólnie trening dla mnie spoko. Bartek na MTB dał radę, aż strach się bać co to będzie niedlugo bo kupuje szose :-)
Tomasz coraz mocniejszy i idzie się już pościgać. Dla mnie to był fajny rozjazd z kilkoma interwałami, po wczoraj idealny "ENTER".
Myslę, że uda się wypracować jakiś kompromis by wszyscy/większość była zadowolona co niedzielę.

Lekko kilka razy pokropiło. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów wziąłem pelerynkę, załozyłem w pewnej chwili ale stwierdzam że niepotrzebnie zupełnie :-)

Wczoraj usłyszałem przykre rzeczy, chyba nawet gorsze niż zgłoszenie "trefnego KOMa" na Stravie przez zazdrośników... Strava pozwoliła kliknąć "Trust Me...It;s ok". Niestety nie działa to zawsze w życiu. Bywa i tak, na rower raz w tygodniu to byłoby zabójstwo. Dla związku także. A po kilku tygodniach w kolarstwie trzeba by zaczynać praktycznie od nowa, ale w zyciu nie zawsze się wszystko pozbiera do kupy. Życie.. Lajf. Przyjmuje na klatę i jadę dalej ;-)

cad: 78

Ryneczek w Krotoszynie :)


I takich czterech muszkietererów :-) Bo normalne miny....były by zbyt normalne i nudne :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Ogień, ściganie, trening Interkol...

Niedziela, 13 marca 2016 · Komentarze(2)
Założenie na dzisiaj: bez "1" z przodu nie wracam, więc po pierwszym i dziewiętnastym kilometrze pozostało zrobić ponad sto :)

Budzik przed 8 rano, śniadanie: chlebek z serem szynką..płatki owsiane, banan.. Ubieranie, jak zwykle ostatnio, wieje, zimno....myślisz czy nie wziąć pelerynki przeciwdeszczowej choćby w kieszeń.. Wygrywa jednak po trochu wygoda i zaufanie do prognozy, że padać dziś nie powinno... Z myślą może nawet o prześwitującym spod chmur słońcu :)

Dojechałem sprawnie na rynek gdzie czekał już Grzegorz...dojechali jeszcze po chwili Mati Szukowski, Krzysiek L. i dwóch świeżaków :)

Propozycja padła by jechać na Raszków i Dobrzycę, a później przez Rozdrażew do Krotoszyna. No to wio. Wiatr ciutkę utrudniał pierwszy odcinek trasy, jechaliśmy równo ładnie po zmianach.. Na Dobrzycę zainicjowalem pierwszy atak jakieś 2km przed tablicą... Niestety chłopaki okazali się bezlitośnie skuteczni w gonieniu i jakieś 200m przed tablicą zostałem zjedzony.

Przejazd przez miasto.. chwila na jedzenie, wicher w plecy ! wio! Do Rozdrażewa w miarę spokój, aby Mati na chwilę podkręcił tempo by po chwili odpuścić... Na jakieś 8km do Krotoszyna postanowiłem zaatakować i spróbować swoich sił kolejny raz.. na liczniku 51km/h...widzę że z tyłu chlopacy zaczynają podkręcać, dogonili mnie po jakimś czasie....ale po kilku chwilach postanowiłem skoczyć drugi raz.... gdy kolejny raz doszedł mnie Grzegorz......postanowiłem przed samą tablicą uciec już ostatecznie, ale jednak Grzegorz był bezlitosny dzisiejszego dnia i wjechałem drugi do miasta ;) Grzegorz niesiony dyskiem miał całkiem dobrą nogę, mi uciekało się też dość sympatycznie, mimo tego że za każdym razem byłem złapany.

Najlepsze jak pierwszy raz najdłużej uciekałem na Krotoszyn z Rozdrażewa to akurat jechało auto...długo nie wyprzedzało zrównując się ze mną i jadąc kilkaset metrów obok... Jak spojrzałem w bok, to aż się zacząłem śmiać :) Jacyś młodzi ludzie pokazują kciuki do góry, auto zapełnione i widzę jak mi kibicują! Świetna sprawa, a jaka motywacja do kręcenia  :)

Później trochę luźniej pojechaliśmy do Sulmierzyc, gdzie ostatni raz skoczyłem sobie mocnym interwałem na tablicę...
Zawracam, wracam, jadę przez Chachalnię i do Krotoszyna już w miarę spokojnie rozkręcając nóżki :)

Jednym słowem było dzisiaj po prostu PIĘKNIE ! :) Czuję się mega świeżo, może nie ma jeszcze najlepszej formy, ale to dopiero marzec, najważniejsze że nie czuję się przemęczony. Jest ok. Wróciło trochę pozytywnego myślenia po dzisiejszym treningu :)

cad: 83

https://www.strava.com/activities/515735686


Zdjęcie jeszcze z poprzedniego treningu :) Niektórzy grzeją dupska w ciepłych krajach a my tutaj w Sralpe Polska kręcimy lecimy pośród błota i śniegu :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Pierwsza seta 2016 !

Niedziela, 14 lutego 2016 · Komentarze(0)
Co to się dzisiaj działo, to właśnie tego mi brakowało. Szkoda, że nie mogę mieć takich treningów codziennie.. Na pewno to się znudzić nie może więc przyjąłbym więcej czasu z wielką chęcią.

Postanowiłem już wczoraj, że dzisiaj od rana jadę do Ostrowa na trening! Tak też zrobiłem. Patrząc na prognozy trudno było się odpowiednio ubrać - od rana 1 stopień na plusie by później maksymalnie garmin pokazał 11*C. Ale ubrałem się dość dobrze, chociaż do samego Ostrowa było dość trudno - niestety pod mocny wiatr, który wyziębił mnie jeszcze bardziej. Gdy dojechałem, na rynku widzę jedynie Grzesia - po chwili dojeżdżają inni i wio! Propozycja trasy na Kotłów, Mikstat, Ostrzeszów i Odolanów zaakceptowana to jedziemy. Najpierw dwójkami pod ten sam męczący wiatr.

Chłopacy są nieźle w gazie, ja nieraz musiałem się trochę zagiąć żeby nie zostać, ale dałem radę. Hopki nie stanowią problemu, ale tempo z którym niektórzy je pokonują to już niestety tak.. Później chwila oddechu, lecimy już z Ostrzeszowa na Odolanów - wiatr w plecy, 40-45km/h na liczniku. Jest ogień... Najbardziej aktywny Błażej, który parę kilometów do Odolanowa zainicjował pierwszy skok na tablicę.. Ale okazało się, że jak każdy próbował poprawić tak nikt nikogo nie odpuścił. MNie również nie.. Ale jako, że zaatakowałem jakieś 500m do tablicy to już później nie było z czego pociągnąć jak mi chłopacy wyszli z koła i wszystko rozegrali sobie na kresce.

Dalej to już samotny powrót do Krotoszyna przez Sulmierzyce. Wiaterek w plecy na szczęście był całkiem pożyteczny i dodawał otuchy i prędkości :) Dość szybko wróciłem do domu. Pierwszy dystans w tym roku, niezłe tempo, fajne skoki, może jednak nie będzie tak najgorzej ? :) Jedno cieszy - wysoki maX :) Może inaczej niż zwykle wejdę w sezon. Głowa do góry i jadę dalej ! :)

cad: 82


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)