To co już za mną:

Wpisy archiwalne w kategorii

Interkol

Dystans całkowity:21197.93 km (w terenie 40.43 km; 0.19%)
Czas w ruchu:662:50
Średnia prędkość:31.98 km/h
Maksymalna prędkość:90.00 km/h
Suma podjazdów:83164 m
Maks. tętno maksymalne:207 (104 %)
Maks. tętno średnie:188 (94 %)
Suma kalorii:432360 kcal
Liczba aktywności:206
Średnio na aktywność:102.90 km i 3h 13m
Więcej statystyk

Wygrany wyścig w Karpaczu - Liczyrzepa 2016

Sobota, 3 września 2016 · Komentarze(1)
Dzisiaj był dzień konia, wspaniały dzień, kumulacja, dzień w którym udaje się (prawie) wszystko.

https://www.strava.com/activities/699205336

Od samego rana wyjazd do Karpacza.. Wylosowane grupy, już wiadomo kto jak gdzie i o której.. Wiadomo kto mnie i kogo ja będę ścigać. Jest wielka motywacja. Idziemy odebrać pakiety, jemy ostatnie banany, szykujemy się i wuala - powoli trzeba stawać na starcie.
Ciutkę zimno, ale jedziemy na krótko....na 168 km :-)

Od startu mocne tempo, nie ma co się opieprzać, jeden teamu JasKółki z M2 startował przede mną piętnaście minut....jeden z jaskółek startował ze mną... dwóch jeszcze po mnie z M2... także trzeba gonić, uciekać i jeszcze raz uciekać Od samego początku mimo, że jakoś tak ciężko było, tak nadalismy na prawdę mocne tempo...zostało nas chyba pięciu. Jaskółka praktycznie zmian nie dawała... widziałem że przy mocniejszych zaciągach trochę zostaje... Wszyscy jakoś podjechaliśmy Sztajfę Drogą Głodu - nie targaliśmy jakoś strasznego tempa.. Później zjazdy i jakieś hopki... Na podjeździe pod Okraj trochę zaatakowałem, postanowiłem sprawdzić nogę i kto za mna pojedzie. Tempo było wręcz chwilowo spacerowe.. Chłopaki po chwili się zebrali i dojechali do mnie...

Wjazd na kółko dla mega i giga - doganiamy grupę z mega która robi całkiem dobrą robotę. Po zmianach cisniemy naprawdę niemożebnie. Kosmos.. Podjeżdżamy sztajfę drugi raz....bardzo mocne tempo gdzie strava pokazała prawie 1200VAM i zostaje kilka osób które się opieprzały podczas zmian, w tym jaskółka.. Widząc to dokręcam jeszcze mocniej, na zjeździe staram się dokręcać by czasem nikt nie dojechał... Po chwili dojechał tylko jeden chłopak który robił tez dobrą robotę na zmianach.

Nie zwalniamy tempa, pod Okraj tempo takie że aż dopytuję kiedy się kończy... Jedyne co to powoli woda.. Zjeżdżamy jednak razem, jedziemy razem... aż do sztajfy.. tam znowu mordercze tempo.. zostaję z dwoma kolegami jakieś 400-500m za grupą...no i dupa.. nie udaje się ich już dojść ani na zjazdach ani na hopkach, ani na podjazdach. Ani widu ani słychu.. Na szczęście jednak po drodze bufet, biore dwie butelki, jedna wypada...drugą wlewam do bidonu.. jem żela i jest idealnie. Pod podjazdem pod Okraj żona jednego z kolegów daje nam zimne CocaCole - poczułem się jak PROs :D A coca cola dała niezłego kopa i orzeźwienie.

Ostatnie kilometry to zjazd z Okraju, chwila prostej przez Kowary i podjazd do Karpacza... Po prostu było bosko. Ciągle w czubie, na zmianach i nadający tempo. Po prostu wszystko idealnie, wspaniały dzień.

Wpadam na metę razem z jednym kolegą, z którym już jechałem raz w Wolsztynie... Dostaję medal, okazuje się że mam całkiem dobry czas.. prawie dogoniłem grupę która startowała 10 minut przede mną. Okazało się po chwili, że w myślach jadąc po drugie miejsce, bo dla mnie faworyt w M2 był jeden, że wyniki mnie bardzo zaskoczyły... Pojechałem na czwarte miejsce open, pierwsze w swojej kategorii wiekowej... Ogólnie nigdy koledze nie dołożyłem, a tu dzisiaj aż 5 minut ! :-)

Organizacja mimo małego zamieszania w biurze zawodów i późne otwarcie bardzo dobra ! Dużo wyraźnych strzałek, bardzo dobry makaron z mięsem na mecie... Profesjonalna firma z wynikami... Ładne pucharki :-)

Podsumowując, pojechałem dla mnie wręcz niesamowicie - jestem zadowolony, pojechałem w górach tak jak nigdy :-) To efekty dobrych i odpowiednich ostatnich treningów :-) Jest super ! :-) Widzimy się za tydzień w Rewalu :-)

1 miejsce w Kategorii do lat 30 - M2 szosa
4 miejsce w OPEN Giga na 52 kolarzy :-)
cad: 81
Jest po prostu pięknie :-)


Na mecie od razu dostawałeś piękny pamiątkowy medal ;-) Od pięknej Pani ;-)


Giga Ekipa :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Maraton "Don Kichota" w Nietążkowie

Sobota, 27 sierpnia 2016 · Komentarze(6)
Maraton "Don Kichota" w Nietążkowie - czyli jak udało się prawie wszystko - nie udało się wygrać.... 49s.

Grupy rozlosowane w taki sposób, że od samego startu spokojnie wskazałem zwycięzców tego maratonu. Myślałem jednak że będzie przepaść między nami, a tu bardzo miłe zaskoczenie. Mnie los zestawił z Jakubem Latajką z Interkolu i dwoma w miarę znanymi mi ludźmi Henrykiem Bętlewskim i kolegami z Ambit Racing Teamu. Ja ze swojej grupy goniłem kolegów z M2, którzy startowali w najlepszej grupie.

Zaraz po starcie nadaliśmy bardzo mocne tempo, zostajemy w 4 - nasza grupa to były trzy kobiety, starszy pan i jak widać nikt więcej mocny, w sumie od startu jechaliśmy bardzo mocno we dwóch, Kuba się nie rozgrzał i go paliło w sercu, płucach i nogach, a tętno skakało ponoć zbyt wysoko, kolega który się z nami utrzymał dawał zmiany o kilka oczek niższe, więc jedynie taki pożytek że się chwilę dłużej odpoczęło. Tempo było doprawdy zawrotne, nie wiedziałem że mogę tak fajnie i długo dawać mocne zmiany :-)

Doszliśmy kilka grup które jechały przed nami, w sumie wszystkie możliwe poza grupą "faworytów". I co ? Nie zwalniamy tempa, gdy tylko doganiamy ostatnich, dajemy dalej mocną zmianę, dobrą zmianę, by tylko pojechać o open... A nóż się uda..

W pewnym momencie, Heniowi Bętlewskiemu i jego koledze Piotrkowi Chmielewskiemu ze Stargardu odbija i zaczynają wszystkich wyzywać bardzo niekulturalnie.. Że nie dajemy zmian, że te zmiany są złe, że nas roz*ebie, zahamuje i wyj*ebie, że tylko spróbojemy się ścigać na kreskę, ba....nawet zwykłych rowerzystów na trasie wyzywali żeby wypier*alać...  w takiej atmosferze jaką oni stworzyli jeszcze nie jechałem w tym naszym amatorskim peletonie. Henio później próbował uciekać, namówił kolegę żeby go nie gonić, podjeżdżał do wszystkich i mówił że on ucieka i żeby go nie gonić, bo te dwa Interkole są najgorsze, zaraza.... No to uciekł, pewnie myślał że pojadę z nim, do mety jakieś 60km... wiatr wiał... gorąco było... bez jakiejkolwiek pogoni, równym tempem, po zmianach, każdy tyle ile chciał i mógł - dojechaliśmy do niego z nóżki na nóżkę - zdaje się nikt go nie chciał słuchać :-)

Zmiany każdy dawał, inaczej też byśmy nie doszli żadnej z grup, kiedy kilku chłopkaów, w tym ja z naszego peletonu wcześniej jeszcze stanęło na bufecie - oni pojechali i zaatakowali, goniłem kawał drogi z jedną butelką w ręcę i drugą w zębach... Oni cisnęli spinę w cholerę, a my z innymi spokojnie rozmawiając się poznawaliśmy, ale dalej po zmianach pykaliśmy kilometry.

Później na kilka kilometrów przed metą odjechała nam dwójka kolegów z peletoniku... nikt za nimi nie ruszył i to był jak się okazało na mecie wielki błąd, ale o tym zaraz... Dojeżdżamy do Nietążkowa, Henryk Bętlewski wychodzi na przód i widzę że chce wjechać pierwszy na kreskę, ale jakoś tak się stało, że objechałem go i jego kolegę i wjechałem jeszcze 5s przed nimi. Kuba dojechał z nami cały i zdrowy...  Upał dawał się we znaki niemiłosiernie, bolała głowa, nie szło się nawodnić.. masakra, ciągle w pełnym słońcu :) Ale w sumie wolę to niż deszcze ;-)

Na mecie porównujemy czasy z Arturem z liczników... wychodzi na to że wszystko jest na styku, że może nawet wygrywamy open... Ale... jednak nie! brakuje 49s ! :( Wróćmy do akapitu poprzedniego gdzie odjechali nam dwaj koledzy - nadrobili nad nami 1min 40s... Więc gdybym pojechał z nimi, albo byśmy po prostu przyspieszyli i wszyscy razem pojechali tym tempem, mielibyśmy wygraną w open na tym maratonie. Ehh...A była jeszcze moc i mozliwość... Gdyby człowiek wiedział :/ No właśnie, gdyby gdyby :) Ale nie jest źle....

2 miejsce w kategorii wiekowej M2
6/47 miejsce OPEN

cad: 85

Jak zawsze uśmiechnięty, zadowolony i w ogóle chyba faktycznie w dobrej formie :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(6)

Niespodziewanki :)

Sobota, 20 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj miało być spokojnie i było... Taki luzacki trening, dystans około 70-80km  w planach... I tak było..*

Do Milicza pod mocny wiatr, nie zamierzałem się dzisiaj katować. To już nie czas żeby się nie wiadomo jak bardzo katować.
Ostatnie tygodnie to były dość ciężkie i długie treningi, przynajmniej jak na mnie... Zobaczymy co z tego wyjdzie teraz w praniu..
Już za tydzień wyścig / maraton w Nietążkowie.. Fajna trasa, niby płaska ale z jakimiś hopkami..

No to dzisiaj moja pętelka miała być, dwa razy....ale te moje plany zostały zweryfikowane, bo spanie od trzeciej rana nie mogło się skończyć inaczej niż też późną pobudką.. Mecz Polaków obejrzany w ręczną, niestety jednym punktem w dupsko.. Ale ściskamy kciuki za Majkę...Włoszczowską :-)

Po drodze spotkany Interkol - Artur, Kuba i Damian... pojechali na Prababkę  i spotkaliśmy się na Joannie..
* - przez to też nie wyszło do osiemdziesięciu kilometrów tylko trochę więcej, tyle ile widać :-)
Jak miło, że ten blog jest tak poczytny, a to co się tu pisze idzie w świat... Takie to... Całkiem łechcące ego ;-)

Później przez Groblę do Sulmierzyc. Tam dałem jakieś mocniejsze zmiany, na tablicę w Sulmierzycach to już mnie piekło, ale nie tyle w nogach co w płucach.. Stamtąd HRmax. W sumie OK, że tak łatwo wbijać się mi na wysokie tętna. Później na spokojnie do Krotoszyna.

cad: 82

Takie foto z wczoraj z Ostrowa Wlkp. ;-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

ITT Górska Mikstat

Niedziela, 7 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Zawody ITT czasowka górska w Mikstacie. 15.5 km. Dwie górki. Mocny wiatr. Czas. 25min 8sek. 5 miejsce w kategorii.

Dałem z siebie wszystko. Czas lepszy od tego roku temu o pięć sekund. Ale to za mało by dziś stanąć na podium. Mimo wszystko jestem zadowolony. Jak zawsze pozytywnie z wariatami


2012: 24:54,84
2013: 26:41,26
2014: 25:23,76
2015: 25:13,00
2016: 25:08;xx

cad: 82

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Francja - Tour de France - Mont Ventoux

Niedziela, 17 lipca 2016 · Komentarze(6)
Nadszedł czas na małe podsumowanie wycieczki do Francji, wycieczka bardzo udana, pełna emocji, wzruszeń i bardzo wielu wrażeń.

Do Francji ruszyliśmy we wtorek. Małym busem. Rowery zostały zamocowane na tylny bagażnik, pakunki do środka Renault Trafic. Przód dwa siedzenia, z tyłu jedno... Reszta to torby, pakunki, lodówka, leżanka na karimacie co by kierowcy mogli się choć trochę przespać. Wyjeżdżamy około 20-21 z Krotoszyna i czeka nas jakieś 14-15 godzin drogi. Zmieniamy się co 3-4h za kierownicą. Robimy postoje na siku i chwilę rozprostowania kości.. Raz stajemy już we Francji w McDonald's żeby zjeść coś ciepłego i zarazem znanego naszym żołądkom. Ani żaby ani ślimaki nie wchodziły w grę ;-)

Dzień pierwszy (środa)

Kiedy dojeżdżamy do docelowego miejsca - Carpentras i hotelu Prato Plage kawałek za miastem - wyłania się góra... wielka potężna monumentalna góra, która od tak sobie wyrosła w Prowansji. Jedna jedyna. Idziemy się zameldować, ale tu uwaga! kto jeszcze nie był we Francji, niech sobie przygotuje rozmówki jakieś, bo rzadko który z nich po angielsku mówi. Z panią recepcjonistką trzeba się kontaktować na migi, z innymi z resztą też. Moje oczy przykuwa nieduży basen i leżaczki, bardzo ładny hotel w ciekawym stylu, na uboczu. Rozpakowujemy się i idziemy na rekonesans tego co czeka nas jutro. Przebieranki, szybkie poprawki w rowerach i e wuala.  Wcześniej jeszcze od kolegi z Francji dostaję info, że skrócono etap.

Wjeżdżamy do miasta, jadąc pierwszy prowadzę kompletnie nieznaną mi drogą, na czuja.... Jak się okazało, wszystko szło dobrze, ale również na migi postanowiłem zapytać o drogę do Bedoin pewnego młodego Francuza. "A gosz"... "A wła"... i jedziemy dalej. Wiemy już gdzie. Po drodze mijam Niemców, zagaduje, jadą razem ze mną aż prawie do samego podjazdu. Mijamy też sympatycznego Belga z synami, ktory zdaje się zagadać i chwilę rozmawiamy.

Ja z plecakiem pełnym gadżetów i sprayów ruszam do góry - im wyżej tym zimniej i bardziej wieje, a to nie sprzyja za bardzo o tej porze(18-19:00). W głowie już sobie układam: do góry nie wjadę bo się nie da... skrócony etap więc trzeba zrobić napisy odpowiednio niżej. Wyszło 700m przed ostateczną metą. Dojeżdżam do góry, zostawiam rower przy sympatycznych Holendrach, rozmawiamy, jemy kiełbaskę świeżo usmażoną z ich grilla, popijamy sobie izotonikiem i wracam się w dół trzesąc się z zimna niemiłosiernie.

Wjeżdżam do Carpentras, trochę błądzę.. Nie mogę jechać jak wtedy gdyż są to drogi jednokierunkowe.. staram się jechać na czuja, ale średnio to wychodzi.. Przejeżdżam przez jakąś przeraźliwą muzułmańską dzielnicę, wracam do miasta, pytam o drogę i jakoś docieram do hotelu. Robię filmik: https://www.youtube.com/watch?v=wBiGhhLrIwQ i idę spać.

Dzień drugi (czwartek)

Wstaję, jem tosty, ubieram się i czekam na sympatycznego kolegę Francuza... Umówiliśmy się na wspólne kibicowanie etapowi TdF pod Mont Ventoux. Zadziwiająco przyjechał na rowerze do ITT, nic w tym złego gdyby nie to że jego przełożenia to były max 39x23... Stajemy więc kilka razy przy najcięższych momentach aby odpocząć, bo te przełożenia to go zabiły.

Podjeżdżamy sobie w tłumie kibiców, rowerzystów i kolarzy... Podjeżdżamy z dopingiem, oklaskami i wieloma pozdrowieniami... Dojeżdżamy do naszego miejsca docelowego - 700m przed metą, mój napis przetrwał noc, koledzy z Holandii dopilnowali aby nic moim malunkom się nie stało. Jesteśmy częstowani jedzeniem, izotonikami i innymi mocniejszymi izotonikami... atmosfera jest coraz fajniejsza. Odkładamy rowery za barierki pod namioty kolegów. Ja ściągam buty, mavicowskie do stania, chodzenia i kibicowania nie nadają się....coś niewygodne.. Biorę kamerkę na rękę i nagrywam filmiki, z czego wyszło to: https://www.youtube.com/watch?v=3bfBQkt7tb0 . Jedzie najpierw "caravane" z wieloma suvenirami, tańce, głośna muzyka, śmiechy, jedna wielka kolarska brać - bardzo pozytywna, międzynarodowa.. W naszej grupce byli też Australijczycy.. Świetni ludzie...

Nadjeżdża peloton... Emocje sięgają zenitu, żandarmeria całkiem spokojna, żartują razem z nami, ale pilnują porządku. Jest ich całkiem sporo więc nikt nic nie wywija złego.. Dojeżdża ucieczka, kolega z Australii startuje z kamerką w jakimś stroju czarnym, taranuje mnie, kilka innych osób i leci za kolarzami... Po chwili nadjeżdża Froome, Porte, Quintana... Jest bardzo ciasno.. Na zakręcie kibice nie ustępują motocyklowi miejsca ile trzeba i ten gwałtownie hamuje... 100m nade mną Porte wjeżdża w motocykl... chwilę po nim wpadają na nich kolarze Sky... Quintana, który jechał parę metrów za nimi przejeżdża obok mnie i mocno przyspiesza omijając całe zameiszanie... Ludzie tam u góry robią miejsce i można jechać.. Przede mną staje motocykl z kamerą, widać więc mój plakat, (o zgrozo!) biegnę przy motocyklu wzdłuż drogi i chwilę mnie widać w obiektywie.. Po czasie żałuję, że nie pomogłem jednemu czy drugiemu a biegłem do kamery.. Ale czasu już nie cofnę.. Tam jednak na miejscu totalnie nic się nie stało.. Po chwili jadą kolejne grupki, w tym Rafał Majka który serdecznie uśmiecha się słysząc doping dla niego....a to krzyczeli ze mną Francuzi i Holendrzy, których zaraziłem dopingowaniem polskiego kolarza. Po Rafale jadą jeszcze pojedynczy kolarze, wszyscy wszystkich popychają, kolarze sami "domagają się" dopingu róznymi gestami, śmieją się do nas i przybijają piątki.. Bardzo luzacko.

Wracamy do hotelu, droga przez mękę - zimno, zaczyna nawet coś kropić, pogoda się bardzo popsuła w jednej chwili.. Dojeżdżamy jednak bez problemów, kolega się pakuje do auta, wraca do domu a ja idę do pokoju... Otwieram internety, a tam hejt... hejt za "kibicowanie, bieganie i wstyd" ... Dowiaduję się jak skomentował to komentator na eurosporcie... Jestem tej myśli, że gdyby on nie użył takiej czy innej frazy, całej tej "oprawy" samego wydarzenia by nie było.. Ale stało się, co zostało zobaczone to się nie odzobaczy, co zostało usłyszane to się nie odsłyszy i tak dalej.. Mleko rozlane, trzeba wziąć wszystko na klatę i żyć dalej wyciągając odpowiednie wnioski oraz bardzo wnikliwie analizując swoją listę (bliskich) kolegów, koleżanek czy przyjaciół. Bywa.. życie toczy się dalej. Przeprosiłem za to że nie pobiegłem pomóc kolarzom a pobiegłem lansować się z flagą - faktycznie źle to zostało odebrane, nie taki był zamiar, więcej niestety zrobić nie mogę.

Dzień trzeci (piątek)

Wstajemy dość żwawo, dzisiaj "rest day" więc jedziemy autkiem zwiedzać Bedoin. Francuzi mają długi weekend ze względu na to że 14.07.2016 było święto narodowe "Bastille day" i w Avignion dodatkowo obchody teatralne... W miasteczku wiele pięknych uliczek, wąskich i starych, kościółek na górze, z której pięknie jest widać szczyt Mont Ventoux - cudownie. Wchodzimy do czegoś wyglądającego na "muzeum" kolarstwa, a tam faktycznie pełno starych rowerów, koszulek, historycznych gazet itd. Wybieramy także kierunek sklepy, restauracje, pamiątki... W jednej z restauracji wciągam pizzę, średnio taka, bez użycia słownika zamawiam coś z pieczarkami i oliwkami czyli rzeczami, które niekoniecznie lubię. Ale zjadam, nie najadam się za bardzo, ale ważne że coś tam na ruszt wrzucone. Wchodzę do sklepu jednego, wybieram pamiątki, na koniec słyszę że pani ekspedientka jest z Polski i od 30 lat siedzi tutaj we Francji, pochodzi z Zakopanego... Bardzo długo czekała żeby odezwać się po "naszemu". Wracamy do hotelu, odpoczywamy.... chillout.

Dzień czwarty (sobota)

Wstawanko jeszcze szybsze, lecimy do Bedoin żeby zrobić podjazd, bo w koncu jest ładna pogoda, co najważniejsze to po prostu nie wieje. Wjeżdżam w czasie niecałych 1h 40min - http://kris91.bikestats.pl/1490063,Podjazd-Mont-Ve... Do poczytania o podjeździe całym tutaj w oddzielnym wpisie :-) Wracamy do hotelu, pakujemy się i jedziemy do domu. GPS przypadkiem nas prowadzi przez centrum Lyonu...jedziemy chwilę w korkach...dużych korkach nawet na autostradzie.. Tam też na panelach wyświetlali antyterrorystyczne "Solidarni z Niceą"... Wracamy do Polski, kontrola graniczna, sympatycznie choć chwilę stresu przeżyłem.... możemy jechać dalej.

........................................

Podsumowując to z całego wyjazdu jestem bardzo szczęśliwy i zadowolony. Francuzi to baaaaaaardzo otwarty naród, wyluzowany, życzliwy i w ogóle przyjazny..  Ludzie na podjeździe mega sympatyczni, wszyscy wyluzowani, piknikowali... Wszyscy biegali, robili sobie jaja... Kolarze też na wyciągnięcie ręki... Pierwszy raz zaznałem Europy (Francji) na własne oczy, na własnej skórze doświadczyłem... Może na wyrost... choć mnie też na wyrost oceniono, niesprawiedliwie hejtowano i opluwano, ale stwierdzam, że Polska to dziwny kraj... tutaj ludzie sobie wilkiem... jak się komuś noga powinie to reszta się cieszy... Jak to kolega napisał "pier... frajernie" , niestety mój klub nagle też się "odcina", niby kumple z zazdrości bycia tam pokazują swoje prawdziwe "ja", lokalne gazety szaleją, wciągane są oczywiście dodatkowo sprawy niezwiązane z moim "wygłupem"... A kto mnie dobrze zna, wie... że "ten typ tak ma". No cóż, nauczka na przyszłość że "jeśli nie potrafisz nie pchaj się na afisz" to prawda, ale czasem jak tutaj kamera sama cię szuka, bo akurat przypadkiem idealnie na twoich napisach wywracają się najwięksi kolarze świata i lecą biegiem na metę... koszmar ? pech czy szczęście ? Nie wiem, stało się i już.

Moje pamiątki z Francji i Mt. Ventoux :-) Upijam sie winem prosto z Prowansji :-)


Nasza kibicowska ekipa ! :-)  Holandia, Australia, Francja i Polska :-)



Po zjeździe z Mont Ventoux w koszulce pamiatowej ;-) Coffee break po dobrej wspinaczce :-)


Po tym  wielkim osiągnięciu żadna góra nie będzie mi straszna :-)


Jeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeest Mont Ventoux ;-)

Chillout ;-)


Pomnik zmarlego Toma Simpsona na Mont Ventoux podczas jednego z etapów..


Bedoin, piękna wioska :-)




Podjazd do Mont Ventoux od drugiej strony :-) I Alpy w tle :-)


"Expo" w Bedoin :-)





Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(6)

Szosowy Klasyk 2016 Szklarska Poręba

Niedziela, 10 lipca 2016 · Komentarze(0)
Edit:  https://youtu.be/MZb_j-BQIbw film  z wyścigu :-) 

Dzisiaj uczestniczyłem w Szosowym Klasyku w Szklarskiej Porębie. Po wczorajszych prawie trzystu kilometrach wziąłem ze sobą kamerkę i nagrywałem nasze zmagania, zupełnie odpuszczając ściganie.

Jazda na samym początku w czubie peletonu na zjeździe do startu ostrego. Później chwila szajby i zabawa w ucieczkę, ale jak mnie chłopaki dojechali, to już nie było co zbierać. Później poczekałem za chłopakami z Interkolu i wspólnie jadąc i dopingując do mocniejszej jazdy dojechaliśmy prawie wspólnie do mety.

Etap nie był wcale taki ciężki, kilka ścianek stosunkowo krótkich, dłuższe podjazdy miały mniejsze nachylenie.
Ciepełko, pogoda bardzo dopisała. Fajnie dzisiaj było. Dobra atmosfera, fajne jedzenie na mecie..

Perfekcyjna organizacja, sprawne dekoracje, na bogato i na tip top! :-)

Fajna zabawa dzisiaj wyszła, choć nogi mega zamulone, to jakos się jechało i mogło się pomóc :-)

cad: 82

Idę robić filmik z zawodów :-)  Link wkleję / dokleję niedługo :-)

Meta :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Wolsztyn - maraton 270km - podium

Sobota, 9 lipca 2016 · Komentarze(1)
Ogólnie nie wiem co napisać ! Życiówka ! Rekord ! I to jeszcze drugie miejsce w kategorii na Giga :-)

Link do Dzisiejszej Stravy: https://www.strava.com/activities/635553812

Od rana o 4:00 wyjeżdzamy do Wolsztyna z Arturem. Po drodze spotykamy wesołe autko Kuby Latajki i chlopaków z Ostrowa.
Rejestrujemy się, przebieramy, szykujemy.... i czas na start. Stoimy którąś minutę i nic się nie dzieje, jakieś motocykle nie dojechały. Start honorowy. Dojeżdżamy na start ostry a panowie mowią do nas "jedzcie już sobie" - bo grupa przed wami pojechała już jakieś 7 minut temu.. a miało być co 3 minuty.

Jedziemy równo, po chwili zostajemy we 4 osoby. Dwa razy przez jednego i tego samego kolegę mijamy się z prawidłową drogą, ale za każdym razem staję na posterunku. Po kilkudziesięciu kilometrach doganiają nas Arek Robak i Artur Paterek ze swoją grupą, ciśniemy dalej mocno....ale koło 100km dogania nas reszta grup giga. Kategorie mam pozamiataną, bo ktoś mnie właśnie dogonił o 6 minut.. ale wiem że jestem już drugi, może być.

Szczerze mówiąc że od złapania przez nasz peleton pierwszej grupki  - nic się nie działo.

Znaczy się tak: byłoby kilka kraks przez kilku ludzi, co chwilę ktoś robił dziurę w grupie i było trzeba szarpać się i spawać.

Jedynie co to ostatnie 30km było już szybkie i konkretne. Mocne zmiany całego peletonu (większości), i finisz na kreskę na którą wjechałem jako pierwszy z grupy, ale oficjalnie w wynikach:
Open: 14
Kat. M2: 2

Myślałem że będą skurcze, ale obyło się bez. Super rozmowy z ludzmi podczas jazdy, to nie wyścig...to maraton. Ogólnie luz pod tym względem. Można spokojnie zjeść i wypić. Żaden problem. Chłopacy jedynie nie pozwolili się wysikać, a od 90km jechałem z totalnie pełnym pęcherzem. Uwierzcie, że o niczym innym nie myślałem tylko jak się wysikać. Ale niestety nie było jak i kiedy. Zjadłem dwie kanapeczki z serem i szynką, które były świetną alternatywą dla batoników żeli i bananów.  Świetna pogoda - w sensie wiatr wkurzający, ale nie aż tak dokuczliwy jakby mógł być, lekko czasem pokropiło, słonce za chmurami... nie wiem czy przy 30*C bym dał radę. Dziś było idealnie.

Jutro czeka mnie wyścig w Szklarskiej Porębie - który chce tylko przejechać.

A dzisiaj organizacyjnie kompletna klapa. Kilka niewidocznych strzałek na drodze, pucharki tylko dla zwycięzców, przerwana dekoracja przez zamieszanie z wynikami - odwołana dekoracja mega i giga bo nie moga dojść do ładu z czasami. Mała obstawa na trasie. Ohydna gzika z pyrami na mecie, jedyny plus za chlebek ze smalcem.

Dzisiaj Interkol pojechał rewelacyjnie:
Zbigi podium na MINI - 3 miejsce kategoria
Ewa podium na MINI - 2 miejsce kategoria
Piotrek podium na MINI - 3 miejsce kategoria
KRIS podium na GIGA - 2 miejsce kategoria
Kuba podium na GIGA - 1 miejsce kategoria
Artur podium na GIGA - 3 miejsce kategoria
No i we wtorek jadę na Tour de France do Francji na etap Mont Ventoux (szczyt, meta) - będziemy widoczni na pewno :-)

cad: 85

Część naszego peletonu na giga :-)


Po wszystkim chociaż dla własnej satysfakcji zrobiłem sobie foto :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Ustawka z Interkolem

Niedziela, 3 lipca 2016 · Komentarze(0)
Pojechałem dzisiaj do Ostrowa Wlkp. na ryneczek żeby pojeździć z Interkolem. Dawno mnie tam nie było, albo wyjazdy, albo wystąpienia, albo wyścigi czy górskie treningi i tak nie było wcześniej okazji....

https://www.strava.com/activities/628533091

No to wstaję dzisiaj o 8 rano.....po trzech godzinach snu, niezłym ognisku i fajnej zabawie do 3:30 rano... było fajnie, ale postawiłem sobie cel wczoraj, który chciałem bezwzględnie wykonać.. Ciężko się wstawało, w głowie krążyły myśli "a weź idź spać dalej"... ale z drugiej strony najzwyczajniej w świecie było mi żal czasu, pogody i samego treningu wspólnego.

Na szczęście do Ostrowa było z mocnym wiatrem, więc dojazd nie stanowił problemu. Jazda na czczo - tak, nic mi nie weszło prócz bananów na trasie - nie jest najlepszym pomysłem, ale najważniejsze że jakoś się dojechało. Na rynku już czekali ludzie gotowy na "wolny i spokojny, krótki trening". Jak się okazało Piter miał faktycznie rację, tutaj znaczenia tych słów się po prostu nie zna... Plany: 60km do Odolanowa i Sulmierzyc... No to spoko.. Tempo nie było zawrotne, w Sulmierzycach mijamy Bartka z Krotoszyna który zawraca i jedzie z nami pierwszy raz.  Moje plany też się zmieniają, rozmawiamy żeby jechać jeszcze dalej do Raszkowa, bo Bartek ma dopiero kilka kilometrów.  Ścigamy się trochę na tablicę w Krotoszynie, czekamy chwilę za tymi co odpadli.

Kierunek Raszków, miało być spokojnie, a tam znowu tempo pod 50kmh i skoki, ataki i ranty.  Ostatecznie Kokoś dojechał pierwszy, drugi ja po sprincie na tablicę z Grzesiem. Tam znowu chwilę czekamy, rozmawiamy bla bla bla. Dostaję pozdrowienia z Wisły, ktoś tam się o mnie pytał.. miło i sympatycznie że o mnie i tam pamiętają :-)

Gdy po chwili znowu ruszamy, rozstajemy się z grupą, jedziemy koło domu naszego skarbnika klubowego Roberta, na Łąkociny, i główną do domu. Nie dojadłem, a pod wiatr już jechało się bardzo ciężko. Dobrze, że był Bartek bo bym psychicznie się chyba załamał i zsiadł. Głodny, zmęczony, niewyspany......ale szczęsliwy bo na rowerze :-)  Dojeżdżamy do Krotoszyna, żegnamy się i jedziemy w swoje strony.
W domu rosołek :-)

Ogólnie super! Nie spodziewałem się że moje tłuszczowe odłogi są tak spore, że mogę tyle pokolarzować, ścigać się i uciekać nawet na czczo. Ale więcej się tak żyłować nie będę, bynajmniej nie celowo ;-)

cad: 83

Zwiedzamy ryneczki w pobliskich powiatach :-) Ostrów Wielkopolski ;-)


Było nas trochę dzisiaj :-)


Dzisiaj idealną motywacją był poniższy filmik:
https://www.youtube.com/watch?v=O2MMqTRYhGo&featur...


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Wygrana OPEN na Koźmińskim Maratonie Rowerowym !

Niedziela, 12 czerwca 2016 · Komentarze(2)
Dzisiaj razem z chłopakami z Krotoszyna i Interkolowcami wzięliśmy udział w zawodach: VII Koźminski Maraton Rowerowy - czyli po prostu wyścig niedaleko mnie. Można się było pokazać u siebie, bo tak się czułem :-)

Umówilismy się na orlenie i pojechaliśmy wspólnie  na 4 samochody. Gdy dojechaliśmy od razu wzięliśmy się za rejestrację i przygotowania. Ja zjadłem banana, chlebek z dżemem i poszliśmy na małą rozgrzewkę. Poczułem się fajnie, okazało się że ludzie w okolicy czytają moje wypociny tutaj, ktoś mnie zna, inni życzą powodzenia. Bardzo sympatycznie, dziękuję.

Stajemy na starcie, chłopaki z Krotoszyna ruszają i Karol również.....nasz sympatyczny kolega z Gostynia :-) W sumie nasz Ci on.
Ja startuję po 4 minutach po chłopakach. Nasza grupa wydaje się być silna. Razem z Mikołajem Kordusem, Piotrkiem Sucheckim oraz Jakubem Stawowym dajemy bardzo mocne zmiany. Reszta widać, że się oszczędza. Jedzie mi się świetnie.

Dojeżdżamy około 15-20 osobową grupę ludzi którzy startowali przed nami, chłopaki nieoczekiwanie bardzo zwolnili ja jadę dalej. Po chwili dojeżdżają, ale jest nas zbyt dużo. Zdecydowanie za dużo na płaską trasę i płaski finisz. No to z Mikołajem się umawiamy, że rozrywamy... Po chwili jednym gestem robimy mocny zryw... i znowu zostajemy sami. Super ! Widać, że tył próbuje gonić, ale nic z tego..  Jedziemy jeszcze mocniej. Dojeżdżamy kolejnych kolarzy i tak się staje że wszystkich mamy.  Od tego troche jazda bez historii no bo szybko po zmianach jedziemy do mety...

Zostają ostatnie 3-5 kilometrów.... Mikołaj mocno atakuje, jedziemy we trzech...Jeszcze Błażej Świątek. Próbujemy uciekać, ale wszystko się zjeżdża bo Błażej nie daje zmiany... No cóż.. Wracamy do grupki.

Powoli wjeżdżamy do miasta... Przede mną Błażej i Piotrek tylko... Chwilę wcześniej rozmawialiśmy z Piotrkiem Sucheckim, że mi pomoże.. No to gitara ! Mówię żeby dowalił... No to jak dał zmianę to sam ledwo sie utrzymałem, ale kurde jednak za wcześnie.. Kręto po mieście, było trzeba zwolnić i się wszyscy zjechali.. Po chwili znowu się rozpędzamy, Piotrek pierwszy - ja sobie puszczam koło.. no co, mój ci on, Interkol... niech inni gonią, ja jestem zbyt wysoko na finisz.. Dwójka kolarzy dociągnęła resztę, zaraz skręt w lewo do mety! Ja się wciskam za nimi, ale nagle wszyscy zwalniają bardzo do zakrętu... ja idę lewą i mocno ryzykuję, ledwo się mieszczę w zakręcie, śmierć w oczach....ale wyrobiłem ! Mocno naciskam na pedały, wstaję, finiszuję.... zwycięstwo ! Wjechałem sam na kreskę. Ten zakręt był decydujący! Dobre wejście w niego pozwoliło mi wygrać ! Piotrek - dziękuję również !

Ryzyko się opłaciło.. Mega mocna jazda, wypracowana wygrana :-) Jestem szczęśliwy :-) Jestem mocny, przynajmniej tak się czuję :-) aaaaa !!!! :-)

Gratulacje dla Tomka Mosińskiego który zajął 2 miejsce w swojej kategorii wiekowej oraz dla Sebastiana Wojtysiaka z Biadek który zajął 3 miejsce ! Brawo za dobry wynik dla Carlosa i Bartka, brawa dla Piotrka Sucheckiego :-)  Świetna wspólpraca! Pojechaliśmy drużynowo :-)

Brawa dla Organizatorów! Wielki szacun! Świetne asfalty, ciekawa trasa, dobre oznakowanie i obstawa.. Świetny placek! Super wszystko dopięte na 102! Gratulacje :-)

caD: 89

Podium :-) Gratulacje dla wszystkich :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Interkololowo - Pierwszy na tablice ! :-)

Czwartek, 26 maja 2016 · Komentarze(1)
Równo stówka ;-) Ideał dzisiaj.

Z rana lekka mżawka, później wcale nie było lepiej. Popadywało od początku do końca, ale nie wróciłem.
Do Ostrowa z palcem w nosie pedałując jedną nogą dojechalem bardzo szybko ze względu na wiejący w plecy wiatr.

Na rynku Grzegorz, Kuba Latajka, Adam Bartoszek, Piotr Kowalczyk, Michał Michalski i Rafał Wasilewski.
Obraliśmy odpowiedni kierunek, na Raszków i Dobrzyce, sporo kilometrów pod wiatr, ale po równych i fajnych zmianach dojechaliśmy bez problemu do samej Dobrzycy. W międzyczasie rozmawiając i śmiejąc się, dzisiaj były same dobre zmiany, mocne zmiany. Nikt nie odpuszczał, no prawie bo kilku się woziło ;-)

Od Dobrzycy tak myślałem, że będą wariacje...Z bocznym ale sprzyjającym wiatrem była niezła wynora.  Zaczął Grzegorz, kilka razy skoczył, później ja poprawiłem kilka razy, Rafał także...ale nikt nikogo nie puścił...ale na jakieś 500-700m do "mety" tablicy Krotoszyn... wszystko znowu się zjechało, ludy zwolniły a ja wypaliłem co  sił i dojechałem pierwszy, a chłopakom został sprint o drugie miejsce ;-)

Później że było mi mało dojechałem z nimi do Biadek i wróciłem sobie na spokojnie.
Super trening, jutro jakiś ripley :-)

cad: 86


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)