To co już za mną:

Na spokojnie z Mosiną i Carlosem...

Środa, 18 maja 2016 · Komentarze(0)
Umówiłem się z Tomkiem dzisiaj na całkiem spokojny trening, co by niepotrzebnie nie tracić już sił przed maratonem GIGA w Radkowie. Miało być spokojnie i powoli. Tomek wziął więc też Karola z Gostynia i pojechaliśmy sobie w trzech.
Dojeżdżam na miejsce zbiórki a tu jeszcze Bartek i Artur. Karol się ogarnął, jedziemy wg. założeń. Ale dwójka B.A. miała inne plany. Ogólnie odpuściłem już po dwóch kilometrach, nie to tempo, nie to tętno co miało być. Miał być spokojny trening a nie 45kmh.
Zostaję więc za grupką, ja jadę swoje wg. tego co mam jechać, a nie podpalać się średnią czy nie wiem czym.... Karol z Tomkiem zostają po jakimś czasie także :-) Nie czas na jakieś mocne treningi.

Pojechaliśmy więc we trzech, super śmiechy, dobre humory i suchary. ogólnie bardzo sympatycznie.
Zrobiliśmy jedynie trzy interwały, fajnie weszło, a zawsze jakieś małe ściganko.
Dobry znak, to w kilka sekund wzrastające tętno do najwyższych wartości bez żadnego problemu. Czyli tak jak ma być :)

cad: 85


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

I Maraton Szosowy dookoła Jeziora Miedwie

Sobota, 14 maja 2016 · Komentarze(2)
Na koniec tego tygodnia w mojej głowie pojawił się szalony plan - "a może by tak pojechać do Stargardu na maraton?!".
Chwilę pomyślałem, zobaczyłem że można się zapisać na miejscu, zapowiadali fajną pogodę.... wszystko było na TAK! Tylko w piątek nie zdążyłem zjeść ani zrobić makaronu, rodzice też w pracy, kupować się nie chce i nie ma czasu....więc jedyną opcją na wyżywienie przed startem były: dwie bułki z serem i szynką, kabanos i banan.  Tak właśnie super pożywne śniadanie.

Wyruszyłem przed 4 w stronę Jeziora Miedwie. Pełen zapału, chęci i pozytywnej energii. Dojechałem na miejsce dość szybko - płacąc dodatkowo za autostradę 25zł - nigdy więcej! Jakoś super szybciej nie przyjechałem a tylko kupa kasy w błoto....w dziury znaczy się. ;-) Później wbiłem się od Świebodzina do Szczecina na ekspresówkę i wio! Piękna, pusta praktycznie droga.. Jechało się bez żadnych problemów, jeden przystanek na siku i rozprostowanie kości i szybko wracałem testować do granic moją kochaną Mazdę 3 Diesel 1.6 :-) Ojj ma moc ma :-)

Przyjechałem na miejsce, pierwsze co rzucilo mi się w oczy - wieeeeeeeeeeeelkie jezioro. Nigdy wcześniej nie byłem w tych stronach. Bajka po prostu. Czysta woda, amfiteatr, po prostu rewelacja! Idę się zapisać, dostaję grupę 9:10, i tak nikogo nie znam więc nie wiem kto z kim jak i gdzie... Ide zjeść durgą bułę, przebieram się i idę na małą rozgrzewkę. Przyjeżdżam na start, tam ustawia się moja grupa i już wiem że może być ciężko... Ktoś tam pyta czy trzeba jechać po ścieżkach co by policja się nie czepiała - całkiem serio. Drugi mówi, że na promenadzie to jedźmy powoli ze spokojem bo nie ma co się spieszyć - no jak jedziesz na wycieczkę to i owszem.

3...2........1....start i wio. Ruszyłem od razu z kopyta.  Nie oglądając się na nikogo. Został mi na kole tylko jeden kolega, wyjeżdżamy z miasta, widzę że grupa coś tam z tyłu jedzie....czekam na nich....wychodzą na zmiany ale coś dziwnie słabe.....daję jedną zmianę i znowu kicha..nikogo ze mną... no bo nikt nie utrzymuje koła. Do 40km praktycznie jadę sam. Mówię sobie idę w trupa, nie ma co czekać aż mnie ktokolwiek dogoni. Ale doszli...niesetety też jeden z M2 o czym nawet nie wiedziałem i który to.

Od 40km do końca jedziemy w zwartej grupie ok 8-13 kolarzy. Jedzie się w miarę fajnie choć ludzie zmyślają, nie dają zmian, albo od razu schodzą...Na koniec pierwszego kółka mocno podkręcamy tempo i maruderzy zostają. Zaczynamy drugie, łapiemy coraz więcej osób, podczepiają się mini. Ogólnie znowu aż do samej mety robi się duża grupa, która niekoniecznie sobie pomaga, a nawet czasem bardziej przeszkadza. Na 10km przed metą kilka ataków, ale wszystko się zawsze zjeżdża ktokolwiek by nie uciekał i wpadamy jedną dużą grupą na finisz. Tam się nie tnę na jakieś rywalizację wielką, jest wąsko i nie ma co ryzykować na promenadzie, jeśli i tak nie walczę o nic z nikim z tej grupy. Ale dojeżdżam chyba piąty bo akurat byłem calkiem dobrze ustawiony.

Spotykamy się na mecie, rozmawiamy, ja idę się przebrać - zjeść pysznego kurczaka z grilla na obiad i ryż oraz dowiedzieć się wyników. Jak sam siebie bardzo zaskoczylem to tylko ja wiem, ale faktycznie myślałem że będzie ciężko, a tu proszę. Pudło! :-)

Przy dekoracji, która całkiem sprawnie poszła spotykam kolegów z Gorzowa, innych ludzi bardzo sympatycznych, czy w ogóle nieznanych mi ludzi, którzy mnie czytają i śledzą wyniki - dziękuję bardzo i wszystkich serdecznie pozdrawiam ! :)

To co, kolejny start w Radkowie...powalczę o koszulkę lidera supermaratonów :-) Może się uda :D

Hmm.. Po wyścigu przepyszny grillowany filet z kurczaka, ryż i surówka ! Mnaimi! Woda free. Super obsługa, szybka i sprawna dekoracja, losowanie... Wszystko dopięte na tip top! Piękna oprawa, sceneria i widoczki. Asfalt czasem kiepski, ale dało rade "ważne że w ogóle był" ;-) Widzimy si za rok ! :)

cad: 82

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

W miarę mocno :)

Środa, 11 maja 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 50-100km
Dzisiaj w miarę mocno pojechany etap. Mało brakowało a przebiłbym magiczną granicę 2h 18min. Do tej pory nieważne jakie warunki były nie udało się przekroczyć tejże granicy. Ale nie ukrywam, że najmocniej to to dzisiaj nie było ;)

cad: 85


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Rozjazd po wyścigu - wynora z Interkolem :)

Niedziela, 8 maja 2016 · Komentarze(0)
Wczoraj wyścig, co prawda tylko 7km, ale i tak czułem się dziś zmęczony. Wczoraj pomoc 30km grupie gdzie jechali Interkolowcy, a dzisiaj potrzebowałem fajnego treningu. Miały być góry z Tomkiem, ale plany nie doszły do skutku. Nie wyjechałem się tak jak chciałem w sobotę, to dzisiaj było trzeba konkretniej pojechać. Wczorajszy wieczór - nastawiam budzik. Budzę się rano... i wio :)

Wio...ale nie za bardzo. Konkretnie wiało w twarz! Wyjechałem praktycznie równo o 9 rano z Krotoszyna.. Nogi chciałem na początku tylko delikatnie rozkręcić... Niestety. Musiałem się trochę zagiąć żeby w ogóle zdążyć na rynek i zbiórkę. Udało się dojechać, nogi gdzieś od 15-20km zaczęły całkiem normalnie kręcić. Zajeżdżam na rynek, Grzegorz oznajmia mi bezdyskusyjnie że jedziemy na Chełmce i Kalisz. No to pięknie sobie myślę, wyjadę się konkretnie. Ale czy nie tego chciałem ?! Jedynie martwiłem się o wodę.

Ruszyliśmy początkowo pod wiatr, niekoniecznie zmiany były dawane przez kogokolwiek równo i mocno, ludzie się rozjeżdżali. Ale tak w miarę spokojnie dojechaliśmy do pierwszego i w sumie jedynego takiego podjazdu na tej trasie - pod kościół w Chełmcach. Pod wiatr, dość spore nachylenie, Błażej na zmianie. Nikt nie był w stanie mu wyjść z koła, wszyscy wręcz pospadali, ja  utrzymałem choć kosztowało mnie to dość sporo.  Przypomina mi się i przekazuje serdeczne pozdrowienia bo wcześniej nie było okazji. Czekamy za wszystkimi, jedziemy dalej. Dojeżdżamy do Kalisza niezłym tempem. Niby już z wiatrem, ale ciężko utrzymać koło i trzeba ciągle kręcić.

Po wyjeździe z Kalisza atakuje znowu Błażej. Jadę za nim, droga pofałdowana lekkie hopki, niby z wiatrem, ale cieżko się już jedzie. Błażej się ogląda, chce zmiany czy coś... ja jadę swoje bo nie da rady szybciej a Błażej dokonuje ostatecznego ataku :x Odjeżdża... Dojeżdża grupka, wspólnie gonimy, chłopaki jednak znowu nie chcą wychodzić na zmianę i gonię ja z Grzegorzem. Później po jednej mojej zmianie atakuje Bazyl i razem z Grzegorzem odjeżdżają.. Chcę skoczyć za nimi, Bartek jedzie przede mną po lewej, chce iść prawą a on zajeżdża mi drogę i wypadam z drogi, ledwo utrzymałem się w pionie, a krzyczałem PRAWA ! Wcześniej też zajeżdża Rafałowi drogę, ogólnie jeszcze musi się sporo nauczyć - no chyba że to było specjalnie.... Gonię długo sam, chłopaki trzmają koła.. Rafał daje zmiany jak puszcza go kolka.. Młody zrywa do przodu i jedzie metry przed nami... bezsens! Jeszcze w międzyczasie jakiś człowiek wyprzedza nas na milimetry! jedzie na "3ciego", zajeżdża nam drogę, walę po samochodzie ale bez reakcji.. szybko zaraz ucieka daleko do przodu.. mało nas nie zabił!

Później skręcamy kompletnie nie wiem gdzie, widzimy cały czas pierwszą grupkę bo się złączyli, Kawaleria ucieka, Grześ zostaje i czeka za nami, tu znowu tylko ja daję zmiany, później już z Grzegorzem gonimy aż do Ostrowa. Tu znowu popis daje Bartek i próbuje skoczyć czy uciekać, zajeżdża Grzesiowi drogę i ten w końcu go ustawia.... Później już niestety trochę brakło by dogonić Błażeja i Bazyla... Dojeżdżamy do Lewiatana na Pruślinie, stajemy w tym pięknym miejscu i robimy chwilę przerwy, czekamy za wwszystkimi, rozjeżdżamy się w róznych kierunkach. Rafał mi daje trochę izotoniku! dzięki :) Bazyl ratuje pepsi...Jadę przez miasto czymś ala obwodnica, wyjeżdżam koło skarbówki i na ul Krotoszyńskiej aż do domu! Powrót całkiem spoko, 35-40kmh bez większego problemu, wiatr w plecy pięknie pomógł żwawo wrócić do Krotoszyna.

Ojj dzisiaj niezła wynora była. Błażej pokazał jak zawsze kawał niezłej mocy, Bazyl też silny, Grześ standardowo nigdy nie odpuszcza... Ja się dobrze czułem, aczkolwiek brak świeżości widać dzisiaj było. Wyjechałem się nieźle, pracowałem jak wół. Chciałem zrobić i zrobiłem mocny długi i po prostu fajny trening.

KOM on Parczew - Wtórek - zrobiłem KOMa jakiegoś :-)

https://www.strava.com/activities/569426191

cad: 82

Wczorajszy ostatni finałowy podjazd :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Pechowy wyścig....

Sobota, 7 maja 2016 · Komentarze(0)
Defekt, guma, dętka, pana, psss, ku*** :-)

No co ?! Mój drugi start na tym wyścigu i zaraz po starcie kolejna guma jak rok temu... Na 7km dokładnie skończył się dla mnie wyścig, ostre hamowanie, szorowanie po piasku i kamieniach...i po chwili pssssss z mojej tylnej dętki.. No i co ?! Nic. Jechałem w samym czubie peletonu, jechało się fajnie i ze spokojem.. Może bym powalczył, wygrać pewnie by się nie udało, ale może i bym dojechał z grupą.. Gdybać można, ale po co ?!

Połatałem dętkę, poczekałem na grupę żeby zrobić jakiś wspólny trening, a nie lecieć samemu jeszcze 73km bo to bez sensu... Dojechała mnie najpierw jakaś ucieczka...dałem dwie mocne zmiany i odpuściłem... Dojechała mnie pierwsza grupa, podjechałem z nimi pod Górę Anny i na zjazdach poczekałem za drugą grupą bo ciągle nie widziałem Interkolowców..

Byli w drugiej - zostało jakieś 30km do mety...dojechali mnie... Paweł Sz. na zmianie... podjeżdżam i daje swoją bo już nic mi nie zostało jak tylko zabawa... za mną jedzie kolega z Interkolu więc super sprawa, mogę być gregario dzisiaj ;-) I tak w sumie moja zmiana trwała praktycznie 30km.. Skręt w lewo, ostatnie 3km podjazdu... narzucam ciągle dość mocne tempo, ale tu atakują pojedyncze osoby o np. 73 miejsce :) Fajnie, zabawa do końca... Ale dojeżdżam co sił, doprowadzam grupę i odbijam, a raczej wszyscy dalej skaczą... Ogólnie DNF czy tam DNS , ale zabawa od kolejnego po gumie kółka bardzo fajna. Nie wiedziałem, że mam tyle pary w nogach.

Czułem się dzisiaj świetnie, mógłbym coś fajnie pojechać - ale guma :x Wyszedl z tego sympatyczny trening. Ehh..

caD: 81

Nasza Ekipa w Leśnicy

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Mocno :)

Poniedziałek, 2 maja 2016 · Komentarze(0)
Albo i słabo. Noga dzis nie kręciła jak miała, na początku fajnie się jechało z wiatrem... Nosiło mnie aż miło. Czułem że noga kręci, ale po nawrocie i gdy zaczęły się hopki to te jakoś latałem, ale pod wiatr była mordercza walka o przetrwanie :)

caD: 82

Na wycieczce rowerowej w piątek obstawa była fajna i konkretna :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Rozjazd po Żądle :-)

Niedziela, 1 maja 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj bardzo krótki rozjazd po Żądle Szerszenia. Nogi rozkręconne, jutro można więc pokatować się i we wtorek na ustawkę z Interkolem na rynku o ile pogoda pozwoli ;-) Pitu pitu :-)

caD: 80

Finisz wczorajszego wyścigu :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

X Trzebnicki Maraton Żądło Szerszenia 2016

Sobota, 30 kwietnia 2016 · Komentarze(2)
Od samego rana przyjeżdża po mnie Prezes Interkolu Grzegorz Bogdajewicz ;-) Lecimy w dobrych humorach do Trzebnicy na maraton. Jest moc, fajnie się gada, śmieje i w ogóle luźno - no jak to Grześ. Dojeżdżamy na miejsce, odbieramy numery startowe i lecimy na parking. Jemy banany, makaron i zaczynamy się przebierać. Na parkingu koło nas Kuba Latajka, kolega Kajser z Ostrzeszowa i Robert Kierzek. Robimy co trzeba i lecimy na start. Grześ startuje chwilę wcześniej....ja czekam, zbiera się nasza grupa... przychodzi czas.. No i lecimy z Trzebnicy na start ostry. Tam już jakieś harpagany się ścigają, stajemy na starcie....ostatnie siku....3.2...1.....start :-)

Mocno pociągnąłem, ale chłopakom się od startu nie spiszy ;-) Mówią, że wolniej... no ale daliśmy kilka zmian i trzeba trochę podkręcić tempo - z naszej grupy zostajemy w 5os. Lecimy równo po zmianach, widzę że niektórzy się nie wysilają to stwierdzam że zajeżdżać się też nie będę, ale zmiany są równe i nikt nie ma pretensji - każdy daje od siebie ile może ;-) Po peirwszych 50km średnią mamy 42 km/h co myślę robi wrażenie... chociaż na pierwszym pomiarze czasu po wynikach patrząc moja grupa traci już 4 minuty do zwycięzcy...
Jazda w sumie równa, po zmianach, bez historii....prawdziwe ściganie zaczynało się dopiero gdzieś od 100km...

Po drodze jeszcze jednak był podjazd "Joanna" niedaleko Milicza... tam jedziemy równo, nie za mocno....z rezerwą - 75km...jeszcze drugie tyle przed nami. Później zjeżdżamy, przejazd przez "główną" i kilka ostrych zakrętów... tam w jednym kraksa z autem... na szczęście nie ja...pechowo że ktokolwiek :/ Skręcamy ostro w prawo, duża prędkość....jadę jako trzeci i z naprzeciwka leci samochód jakiś van. ledwo wyrobiłem się w zakręcie żeby nie trzasnąć w auto - niestety ale jeden kolega i kilku z tyłu jechało dużo szerzej i wylądowali pod prawie stojącym samochodem. Zwalniamy mocno, kolega się jakoś zbiera - żyje, jedziemy dalej!

Tutaj jem pierwszego żela. Kolejne hopki przed nami, tam Artur trochę zrywa do przodu jak praktycznie każdą swoją zmianę jakieś 50m przed grupą. Odpadają nam ludzie z koła, z "Wieży Obserwacyjnej Gęślicy" lecimy w lewo, Prababka coraz bliżej! :-)
Trasa pięknie oznakowana, nie można pobłądzić, super obstawiona przed policję i straż, jest bezpiecznie przez całe 150km. Dalej lecimy, zbliża się bufet...tutaj małe zamieszanie i śmierć w moich oczach.. no może śmierć to przesada, ale niezła kraksa... sięgam i łapię wodę, a tu nagle kolega z lewej przede mną dojeżdża i wysięga rękę po wodę..... pani z bufetu robi krok w przód i wjeżdżam w nią całym impetem! Z całego serca przepraszam - cieszę się że nam nic się nie stało, ani mi ani Pani! - woda się rozlewa na mnie, moje koło ląduje między jej nogami...lewa ręka trzymała wodę, ledwo się utrzymałem w pionie, koło całe....hamulce całe... można jechać dalej!

Zaczynaja się hopki, coraz ciężej się jedzie, ale i coraz fajniej. Czuję się nieźle, ale widzę też że trochę do kolegi Michała Wojtyło mi brakuje, zdecydowanie najsilniejszy chłopak z naszej grupy. Ale i nerwowy, opierdziela Artura nieparlamentarnymi słowami za sposób dawania zmian, no ale... emocje i wszystko jasne... chcemy dojechać najdalej jak się da - razem. Zostajemy we trzech! Tu jednak po zmianie troche nam Michał odjeżdża.. Artur nie daje zmiany, ja nie czuję się na siłach żeby dojechać. Odpuszczam, jadę swoje!
Skręt w lewo już praktycznie na Prababkę... Zaczynają się pierwsze hopy po 6-7% i tutaj widzę, że przyciskając dojeżdżam do Michała, Artur zostaje parę metrów... Jadę swoje. Nie czuję się źle.

Na Prababce poszedłem dość żwawo, dojechałem i prześcignąłem Michała, mocno depnąłem. Później kostka pod górę kolejne 7%. Widzę, że Michał do mnie dojeżdża i smigamy razem we dwóch. Dojeżdżamy do płyt, tam mijam Interkolowca, jedzie się fajnie, przyspieszamy, hopki skaczemy fajnie i żwawo. Przejeżdżamy w Boleścinie koło mojego ulubionego sklepu - serdeczne pozdrowienia dla Pana Sprzedawcy który akurat był na zwenątrz :-)

Czuję, że Michał ma więcej pary....i tak się staje że na jakieś 7-8km przed metą mi odjeżdża dając po prostu bardzo mocną zmianę i nie odpuszczając pod górę. To było już dla mnie zbyt dużo i powoli zebrał trochę ponad minutę. do samej mety. Ale jadę dość żwawo, czuję się jak u siebie :-) Malownicza trasa, czuję już że dojeżdżam do mety, zjazd do miasta w asyscie samochodów. Później przebijam się przez miasto, pod prąd na rondzie. Raz dwa trzy i meta....siadam na trawce, Tomasz i Bartek śmieją się ze mnie że pierwszy raz widzą mnie w stanie totalnego wyjechania (chyba tylko Tomek mnie w Zieleńcu widział raz w gorszym stanie).... trzeba odsapnąć... Dostaję medal, idę się przebrać, wracam... jem zupkę, ciasto, pomarancze...rozmawiamy i razem z Prezesem jedziemy :)

Tu muszę podkreślić, że grupa nie trafiła się najgorsza....ale to nie były takie konie rodem ze stajni z Janowa :D czyli że tak brzydko po nazwisku: Jurkowlańce, Gucwy i inne mocne chłopaki. Pojechałem na miarę swoich obecnych możliwości i jestem zadowolony. Tak jak jednak myślałem wygrał ten który wygrać miał, pierwszą dziesiątke open praktycznie wytypowałem w 75%.

I teraz uwaga! Szacun dla Rafała Olesia za 3 miejsce OPEN i 1 w kategorii na mega ;-) Jesteś koń, masz moc! Zazdro!
Szacun dla Zbigiego, który mimo wielu przeciwności i kontuzji jedzie dalej i zdobył 3 miejsce w kategorii na mini! Pięknie Interkol!
Grzegorz włożył mi dwie minuty, Kierzol nie pojechał zbyt dobrze jak na swoje możliwości, Artur został pod Prababkę i na mecie ponad 3 minuty.... Tomek super na Mini, Sebastian także! Jak kogoś pominąłem to soooorrry! :-)

Ogólnie maraton na wielki plus ! Pogoda dopisała, nie było można zabłądzić, bufety na bogato, Prababka rządzi! i  żądli! Obstawa na skrzyżowaniach dobra... Tylko nawierzchnia czasem słaba, ale na to wpływu nikt nie ma :-)

Graty dla Szerszeni! Super Interkol! Nieźle Kriso....trzeba doszliwować jeszcze formę. By było jeszcze lepiej :) Bo na razie jest przeciętnie :)

cad: 85

M2s: 8/19
Open: 33/232
Rowerowy Krotoszyn ! Coraz silniejszy, coraz liczniejszy, coraz fajniejszy! :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Maraton Wyścig Żądło Szerszenia w Trzebnicy 2016 - przepalenie nóżek przed.

Piątek, 29 kwietnia 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj razem z Tomkiem zrobiliśmy przepalenie przed jutrzejszym startem. Grupy - nie komentuję co by nikt sie nie obraził. Ale na kartce wypisałem sobie pierwszą 10 open jaką typuję po ułożonych grupach. Ciekawe czy się sprawdzi :) Dziwne przypadki niczym w Obornikach Wlkp. no cóż. Będę walczył :-) Będzie gdzie się szarpać po górkach :-)

Po tym naszym treningu pojechałem na rynek bo było wydarzenie rowerowe :-) Mała wycieczka z obstawą policji :-)


cad: 83

Ze Strażą Miejską  zawsze spoko :-) Pozytywna energia udziela się wszystkim :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)