To co już za mną:

Okno pogodowe :-)

Środa, 1 czerwca 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 50-100km
Dzisiaj razem z Tomkiem pojechaliśmy na małą przejażdżkę... udało się przejechać na sucho. Trochę pokropiło ale nic szczególnego :-)
Fajna jazda, powoli, spokojnie, zawsze z wiatrem :-) Rozmowy, żarty i motywacja na weekend ! :-)

cad: 86

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Użądlony w deszczu...

Niedziela, 29 maja 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 0-50km
Od rana umawialiśmy się z Bartkiem i Tomkiem na trening......ale padało, więc poszedłem spać dalej.
Chłopaki w końcu pojechali, trochę a nawet bardzo zmokli, ja postanowiłem poczekać i wyszedłem około 13:00 gdy bylo już w miarę sucho.

W planach jednak mało ambitna jazda - w te i nazad na trasie Krotoszyn - Zduny. Chciałem porobić sobie fajne interwały, ale po drugim zaczęło padać... Idealnie więc się sprawdziła moja myśl treningowa aby jeździć blisko miasta.... wróciłem, nie zmokłem za bardzo - bo po chwili od powrotu się rozpoczęła ulewa.. Zrobiłem więc tylko 20km, bardzo mało jak na niedzielę, ale też dało radę. W sumie 4 dni i prawie 300km w nogach zostaje... Teraz odpoczynek :-)

A co najgorsze tuż przed domem po powrocie użądliła mnie pszczoła... jakoś znalazła się pod koszulką i mnie bzzzzykła ;-)
cad: 76

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Siodło w dół, nogom lżej :-)

Sobota, 28 maja 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj w planach był dłuższy trening, ale odechciało mi się po pewnym czasie.. Jazda nie z planem, a zgodnie z własnym samopoczuciem jest po prostu najlepszą metodą treningową.

Przed wyjazdem obniżyłem jeszcze trochę siodełko zgodnie z Bazylową radą... Kolana nie bolą, jedzie się też dobrze, faktycznie stopa układa się trochę inaczej.. i chyba jest trochę wygodniej.. :-)

Pojechałem dzisiaj trochę siłowych interwałów, fajny trening który szybko minął.. Po powrocie do Krotoszyna zawracam i chcę jechać drugie kółko, ale.. spotykam Tomka, gadamy chwilę i ten postój uświadamia mi jak bardzo nie chce mi się jechać dalej. Wracam więc do Krotoszyna i tyle. Jutro też jest dzień :-) Aby tylko jutro nie padało go prognoza średnia.

Po wykresach tętna, prędkości i kadencji widać dokładnie kiedy bolało :-)

https://www.strava.com/activities/590484268

cad: 79

Ostatnia zmiana?! Nie mówię, że ostatnia...bo każda poprzednia miała taką być ;-)
Zmiana tylnej przerzutki na krótki wózek i nowy łańcuch :-)

Serwis i zakupy w Kaliszu sklep: GilickiBike !!! :-) Dziękuję serdecznie za miłą, kulturalną i sprawną obsługę, świetny kontakt i .... no i dobre ceny ;-) Polecam !

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Z górki na pazurki :-)

Piątek, 27 maja 2016 · Komentarze(0)
Kategoria 100-150km
Dzisiaj wybrałem się na spokojny trening po górkach na których starałem się mocno podziałać :-)

Wczoraj była mała wynora, dzisiaj raczej samotny i spokojny trening.  Górek sztywnych aż miło, wróciłem na starą pętlę, fajne dzisiaj było :-)

cad: 83

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Interkololowo - Pierwszy na tablice ! :-)

Czwartek, 26 maja 2016 · Komentarze(1)
Równo stówka ;-) Ideał dzisiaj.

Z rana lekka mżawka, później wcale nie było lepiej. Popadywało od początku do końca, ale nie wróciłem.
Do Ostrowa z palcem w nosie pedałując jedną nogą dojechalem bardzo szybko ze względu na wiejący w plecy wiatr.

Na rynku Grzegorz, Kuba Latajka, Adam Bartoszek, Piotr Kowalczyk, Michał Michalski i Rafał Wasilewski.
Obraliśmy odpowiedni kierunek, na Raszków i Dobrzyce, sporo kilometrów pod wiatr, ale po równych i fajnych zmianach dojechaliśmy bez problemu do samej Dobrzycy. W międzyczasie rozmawiając i śmiejąc się, dzisiaj były same dobre zmiany, mocne zmiany. Nikt nie odpuszczał, no prawie bo kilku się woziło ;-)

Od Dobrzycy tak myślałem, że będą wariacje...Z bocznym ale sprzyjającym wiatrem była niezła wynora.  Zaczął Grzegorz, kilka razy skoczył, później ja poprawiłem kilka razy, Rafał także...ale nikt nikogo nie puścił...ale na jakieś 500-700m do "mety" tablicy Krotoszyn... wszystko znowu się zjechało, ludy zwolniły a ja wypaliłem co  sił i dojechałem pierwszy, a chłopakom został sprint o drugie miejsce ;-)

Później że było mi mało dojechałem z nimi do Biadek i wróciłem sobie na spokojnie.
Super trening, jutro jakiś ripley :-)

cad: 86


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Pitu pitu :-)

Wtorek, 24 maja 2016 · Komentarze(0)
Powolutku z nóżki na nóżkę :-)

Fajnie się pojechało jeden segment....ale po raz 3-ci wyrównałem swój rekord....na razie magiczna granica nie do przekroczenia :-)
cAD: 84


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Kryterium Trzebnica

Niedziela, 22 maja 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj z samego rana wybrałem się na kryterium do Trzebnicy. Mała rodzinna wycieczka z siostrą i chrześniakiem.
Trzeba w młodym zaszczepić rowerowego bakcyla ;-) Sam zapisałem się na 3 kółka, pięciu mi się kompletnie nie chciało przez te wczorajsze dwieście kaemów.

Przed wyścigiem kilka rozgrzewkowych kółek.... Równo o 12:00 start... Noga świetna, rozgrzana, rozkręcona.. Ale już na pierwszej prostej odjeżdza pierwsza grupka, praktycznie na pierwszych metrach.. Ja stałem gdzieś w środku peletonu i od razu poszli do przodu - praktycznie nie do dogonienia.

Mi uformowała się 5-10 os grupka, na ul Mostowej najdłuższy i najbardziej stromy odcinek - z małej tarczy - tam na drugim kółku widzimy że pierwsza powoli konczy, a my zaczynamy dopiero ten podjazd.. No ale nie dało się przejść mimo zagięcia.

Trzecie kółko przejechane bez historii, po prostu przejechane. Podium zgarnęli ci którzy utrzymali się w pierwszej grupce. Ja wpadłem na metę 5-ty. Jechałem dla zabawy i "rozrkęcenia nóżek". Wszystko ok, gdyby nie to tętno ;-) Było fajnie, mocno i szybko. Na takich trasach czuję się w miarę dobrze, krótkie i sztywne hopki.

No, to wyścigowy weekend w 100%... Zmęczony, wynorany, ale zadowolony. Wczoraj 4-ty. Dzisiaj 5-ty.
A teraz piwko i odpoczynek :-) Enjoy ! :)

Ogólnie wielki szacun dla organizatorów klubu KKS Trzebnica i Burmistrza Długozimy. Fajny pomysł, świetna trasa, zamknięty ruch! Mega mega mega! :-) Rodzinna atmosfera, sami swoi. Świetnie :-)

Po drodze widzę trenującego Rafała Wiatraka z Milicza, pogadaliśmy chwilę, trzasnął dzisiaj 200!

cad: 83

Z orgami siostrą i chrześniakiem :)


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Maraton w Radkowie - NIGDY Więcej !!!

Sobota, 21 maja 2016 · Komentarze(4)
TRAGEDIA przed duże "te" !!!

Jeszcze nigdy nie miałem takiej wynory na wyścigu i nie myślę tu wcale o trudności podjazdów czy braku formy...

Wybraliśmy się jednym samochodem gigowym - Ja, Artur i Kuba... 

Stanęliśmy na starcie... I rura do przodu! Dwie minuty przede mna Artur Paterek, dwie minuty za mną Kuba.. na mega ejszcze niedaleko za nami Bazyl, Grześ i Kierzol ;-)

Dwóch z naszej grupki odjechało już na samym początku nadając bardzo mocne tempo pod górę, rozmawiając razem z Arturem Baturo z FTI stwierdzamy że nie ma co gonić się już na samym początku.. Jedziemy więc swoje spokojnie - równe tempo, pasuje mi i Arturowi... Dwie Jas-Kółki jeszcze też z nami. Ogólnie odjechała kategoria, jeden z jaskółek tez jechał ze mną z mojej kategorii i ktoś tam nas doszedł.. więc walka na całego. Ale już na 10km ?! Myślę sobie nie ma co się podpalać.

Pierwszy podjazd, pierwszy długi i stromy podjazd... 15km... Widzę już Artura P. przed sobą.. doganiamy innych z grup przed nami... Jedziemy dobrze ! Dojeżdżam gdzies do kolegi z Interkolu na 50-100m i zaczynamy zjazd... tam trochę odjeżdża... ale znowu trochę "płaskiego" i takich lżejszy terenów i Artur wraca w moje pole widzenia. Po drodze widzę, że Paweł Sojecki zmienia dętkę.. Pech i mam nadzieję że mnie to nie trafi... Ale trafiło wcześniej niż myślałem... po paruset metrach.. jedziemy grupą, kilka osób przede mną, całkiem ładny asfalt a tu nagle JEB ! dwóch przede mną, ja i kolega za mną wpadlismy w wielką ostrą JAPĘ ! - to nawet dziura nie była. No i pech tak chcial, że to ja musialem zmienić dętkę bo to akurat moja się przebiła.  Koło na szczęście całe.... :/

Jak już to zrobiłem, wsiadam na rower, mija mnie Grzegorz i Kuba, po chwili dogania Bazyl... Każdy praktycznie osobno dojeżdza do bufetu, Kubie spada łańcuch, ja jade dalej.. Na peirwszym bufecie nie staję, łapię tylko banana w locie :-) Później zjazd dziurawy, wjeżdżamy do miasta, zaczyna się ostatni podjazd.. liczę że będe nadrabiał, mocno naciskam, faktycznie doganiam tych co mnie wyprzedzili podczas łatania... Garmin pierwsze kółko pokazał całkiem przyzwoite, ale bez szału. Zjazd, całkiem fajnie idzie, trochę ryzykuje, ale wszystko w granicach rozsądku, ładny asfalt!

Zaczynam drugie kółko, na sztywnym podjeździe doganiam jakiś maruderów.....jedzie się calkiem fajnie, nadrabiam ilę mogę. Garmin drugie kółko pokazał przyzwoicie, także gdyby nie było róznych ekscesów na trasie to około 7:05 - 7:15 mogło by wyjść.. Zatrzymuję się na bufecie, jem pomarancza, zalewają mi bidony, ja sikam na poboczu... Jadę dalej.. Końcowy podjazd... Jedziemy trzecie okrążenie... I katastrofa, koniec wyścigu...Co tu dużo mówić..... Teraz się modlę żeby tylko dojechać... Jadę w miarę spokojnie już, nie ma o co się ścigać, w oponie może 5-6 atm. więc kiepsko.. Nie ma już motywacji, psychika siadła... No i to co się stało na sam koniec to już przeginka zupełnie.. Na ostatnich 4 no może 5 km lapię  gumę ! No ku**a katastrofa. Przesada, klnę na siebie, że po pierwszej gumie jadąc bez zapasu w ogóle pojechałem na giga.. było zjechać na megę.. Ktoś za mną pyta się czy mam dętkę, nie mam ! ide z buta, ale po chwili rzuca na pobocze "tu masz, ja jadę dalej" - no dzięki, ale kolego! krótki wentyl.. skapłem się dopiero po zalożeniu! Więc idę z buta... Druga guma musiała być przyszczypnięta i wystarczyła jakaś mniejsza dziura by trzasnać... albo nie wiem co.. bo no.. po prostu zeszło :(

Wchodzę na metę z rowerem na ramieniu.. masakra! Katastrofa! Taka wynora, że szok. To że gdzieś mnie kryzys złapał od 150 - 170km to już mały pikuś... Puścił! Przeżyłem, ukończyłem.

I jedno sobie mówię: Krzysztofie, jeśli czytasz ten wpis w roku 2017 - NIE JEDŹ do RADKOWA na maraton!!! Szkoda sprzętu, zdrowia i pieniędzy!

Dzisiejsza jazda to był slalom gigant pomiędzy dziurami, TFU ! japami, kraterami, etc.. No nie, Nigdy więcej!

Ps. Do Gorzowa i Łasku jade na mega :-) Na giga jednak trzeba konkretnych treningów.. A ja nie mam na to sił, chęci ani czasu.

Ps.2. Szacun dla Kuby, który szedł jeszcze więcej niż ja! 8km, przebił szytkę, mial problemy żołądkowe.. Też źle skończył.
Ilość złapanych gum przez dzisiejszych maratonczyków przytłacza ;/


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(4)