To co już za mną:

Użądlony !

Wtorek, 16 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Chciałem pojechać mocno. I pojechałem.
Chciałem pojeździć po hopkach. I pojeździłem.
Chciałem żeby bolało. I bolało...........i to podwójnie.

Od samego rana miałem wielką ochotę na to żeby pojechać moją pętelkę. Już tam jechałem podczas księgowania kolejnych faktur.
No i po wyjściu z pracy, szybkie przebieranie, skubnięty obiad i w trasę. Nie ma na co czekać. Jakoś tak chłodno. Nieprzyjemnie wieje, ale na początek całkiem korzystnie w plecy.

Dojeżdzając na początek swojej pętelki włączam na nowym liczniku "lap" i sobie teraz patrzę jak się jechało po moich górkach, bo przy wyjeździe drugie "lap" i tak oto dowiedziałem się z tego, że górki całkiem spoko tylko jazda pod wiatr mnie znorała :D

Na sam koniec wchodząc do domu coś zaczyna mnie swędzieć na głowie to się drapię. A tu pod kaskiem, pod bandamką z tyłu głowy wlazła mi jakaś pszczoła i gdy tylko dołożylem tam palucha......użarło mnie w głowę. Szybko strzepnąłem coś z głowy i biegusiem żeby zobaczyć czy coś tam nie zostało.  Boli do teraz. :/

cad: 84

Bzzzzzzzzz.... Dziab!

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Niedzielny dystans :)

Niedziela, 14 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Postanowiłem się dzisiaj wybrać na trening do Ostrowa. Bardzo dawno mnie tam nie było, a to ze względu na wyścigi / studia / działalność polityczną. Tak bywa, że czasem nie ma czasu :)

Pojechałem zobaczyłem i wróciłem. Po ponad miesiącu przerwy zobaczyłem na rynku sporo nowych osób. Nieznanych mi osób. Ale żeby ich wszystkich zobaczyć, musialem najpierw 30km przejechać. Dojechałem o ok 30 minut za wcześnie. Tak dobrze mi się z wiatrem jechało, że nawet nie zauważyłem a byłem już w Ostrowie :)

Po chwili siedzenia w słoneczku zaczęli się zjeżdżać kolarze. Niestety dla mnie "wygrała" propozycja Bazyla na trasę treningu. Okazała się być dla mnie nie do zrealizowania bo wyszło by mi około 180km - paranoja, nie do przejechania dzisiaj, nie do zrobienia. Dojechałem więc z grupą ok 20km do Czarnegolasu i zawróciłem do domu. Pojechałem na Odolanów, Sulmierzyce i tam na Milicz i Krotoszyn.

Do samego Milicza ostro pod wiatr, nieźle się znorałem, bolało bardzo, ale zrobiłem sobie trochę wytrzymałości siłowej dzięki tymże podmuchom. Po nawrocie w kierunku Krotoszyna wiatr wiał bocznie sprzyjająco i tak oto ani się nie zorientowałem i przeskoczyłem przez hopki, pokonałem długie proste i byłem w domu. Na wyjeździe jeszcze z Milicza wstąpiłem na stacje by dokupić Oshee... Tak się pić chciało. :) Tak było gorąco :)

Starym zwyczajem polansowałem się jeszcze przez miasto, pojechałem przez rynek i skorzystałem z tryskającej z ziemi fontanny i tak sobie ochłodziłem trochę glowę :)

Później dom, kąpiel, obiad i piffko :) Orzeźwiony, najedzony i ciutkę zregenerowany siedzę teraz i oglądam Douphine Liebere :)

Garmin Edge 500 gra i buczy :) Hula aż miło ! :D

caD: 82

Mniami ! :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Garmin Edge 500 - pierwsza jazda :)

Sobota, 13 czerwca 2015 · Komentarze(5)
Pierwsza jazda z GARMINEM Edge 500 za mną :)

Mega fajna zabawka, droga zabawka, ale warta kupna ;-)

Licznik przyszedł wczoraj, siedziałem sobie nad nim (+ profil na stronie) i bawiłem się ok 3h. Wszystko poustawiałem pod swoje widzi mi się :) Ze swojej strony mogę powiedzieć tylko tyle, że "nie wylata" jak sigma :D Trzeba się trochę bardziej postarać żeby go "wykopnąć".

Dokładnie prawie 3 lata temu zainwestowałem w Sigmę Rox 8.0, czytając komentarze pod moim wpisem gdzie zachwycałem się nad zaletami sigmy, komentarze były typu "i tak kiedyś zmienisz na garmina" etc. ;) No i stało się. Praktycznie w tym samym okresie :)
Czarę goryczy przelała sytuacja na ostatnim wyścigu, gdzie to właśnie licznik pozbawił mnie drugiego miejsca na podium.

A teraz jest i będzie garmin, może kiedyś pomiar mocy :) Chociaż o mocy na razie nic nie wiem, więc najpierw edukacja żeby umieć z tego skorzystać :) Sam licznik Garmin Edge 500 jest bardzo ładnym urządzeniem. Kolorystycznie pięknie komponuje się z moim rowerem. W zestawie dostałem dwie podstawki, więc i nie będzie problemu żeby zabierać go również na leśne przygody jesienno - zimowe :) Jedynymi minusami wg mnie są: mały wyświetlacz jak na wielkość całości urządzenia oraz to że będzie trzeba pamiętać żeby go naładować. Ale myślę że to się przeżyje bo sigma byla jeszcze mniejsza a i bateryjki nie wiadomo było kiedy zdechną.

Dzisiaj więc wybrałem się na moją pętlę +3x podjazd Joanny. Jechało się dzisiaj strasznie. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz tak bardzo cierpiałem, wcale nie jadąc szybko. Po prostu 90% trasy wiało w twarz, z boku niesprzyjająco. Wiatr dzisiaj kręcił niemiłosiernie.
Nie ukrywam też, że sporo gapiłem się w Garmina, a nie skupiałem się na jeździe ;) Dodatkowo przetestowałem "okrażenia" no i teraz mam fajne, dokładne i ze wszystkimi parametrami każde kolejne podjechanie podjazdu. Bardzo przydatne do analizy.

Po Joannie już spokojnie do domu, nieźle zamulone nogi, podjazdy dały się we znaki, ale po drodze i na Krotoszyn sprinty co by się trochę rozruszać z tego mlucenia ;)

Będąc już w Krotoszynie wybrałem się na rynek, ochłodziłem się przejeżdżając przez fontannę ( woda lecąca z kostki brukowej ) i rundka przez miasto.

Trening bardzo udany, bardzo fajnie się jechało. Garmin dał radę, przez cały trening zjadł chyba 13% baterii. Nie jest źle, starczy więc to myślę na 3-4 treningi jedno ładowanie, albo i 4-5 w zależności od długości ;)


cad: 83

Nowa zabawka Garmin Edge 500 :)




Żeby nie było, licznik sam nie jechał i prędkości mi nie dodał :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(5)

Rozjazd po wyścigu :)

Poniedziałek, 8 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Tego mi zdecydowanie dzisiaj bylo trzeba. Od rana i wczoraj prognozy pogody nie były zbyt łaskawe. Na szczęście udało się przejechać cały dystans bez deszczu. Razem z Tomkiem wybraliśmy się na nasza pętlę i w spokojnym tempie przejechaliśmy cały dystans. Zdarzyły się może 3-4 mocniejsze szarpnięcia dla przepalenia nóżek i frajdy na etapie.

Ogólnie jazda bez większych emocji, oprócz zgubionej połowy batonika, śmiechu, rozmów i mini ścigania ;) Ale nie dłuzy się tak jak nawet najszybszy etap w samotności :D Wiało, było chłodno, ale bardzo pozytywnie :)


cad: 82

Taki Kris, taki ja, zadowolony na sto dwa :)


Powyścigowe rozmowy na szczycie :)


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Maraton Jastrzębi Łaskich 2015

Niedziela, 7 czerwca 2015 · Komentarze(3)
W ogóle nieplanowany start na Maratonie w Łasku przypadał właśnie na dzisiaj. Okazało się, że wczoraj nie mogłem startować nigdzie ze względu na przesunięty egzamin z prawa. Pojechałem na uczelnię więc, a nie się ścigać. Można powiedzieć, że Łask uratował mi ścigancki weekend.

Razem z rodzinką Zbigiego wybraliśmy się więc z samego rana do Łasku by wziąć udział w organizowanym tam maratonie. Dystans mega, pogoda mega, wiatr mega, asfalty mega....ogólnie wszystko świetnie.

Po dojeździe na miejsce parkujemy auto, odbieramy numery startowe, robimy siku, przebieramy się :) Razem ze Zbigim lecimy na rozgrzewkę. Dwa kółeczka w centrum miasta i już, chwila do startu, ostatnie poprawki i lecimy. Nie zapowiada mi się jakiś super wynik, nie znam ludzi z którymi mam startować.. Zaraz po starcie chłopaki coś się nie spieszą, ale dojeżdżają do mnie. Ktoś spiął dupsko i doprowadził grupę do mnie, bo nie ukrywam, że wystrzeliłem jak z procy. No cóż, dobre samopoczucie i zwyżkowa forma idą w parze :)

Lecimy po zmianach, dościgamy maruderów z grup MTB mega. Dwóch z nich podłącza się do nas i przejeżdża z nami resztę trasy dodatkowo dając całkiem sensowne i mocne zmiany. Wielki szacun! Pierwsze kilometry w dół i z wiatrem, średnia po ok. 30km była chyba w granicach 43kmh. Równe zmiany, mocne zmiany, okazało się że dobrzy pomocnicy razem ze mną wystartowali. Tylko przez ich mniejsze doświadczenie zastanawiałem się, na ile starczy im sił ?!

No, a na 30km mniej więcej pojawia się hopka, znak ustąp pierwszeństwa za 150m, ostry zakręt w prawo po zjeździe.. i tu tak na prawdę mogłem skończyć nieszczęśliwie swój maraton. Zamiast lekko zwolnić i spokojnie przejechać owy zakręt, puszczam hamulce i próbuję się złożyć do zakrętu........szczęście w nieszczęściu, że dość szybko zrozumialem, jak głupi byl to pomysl i jak bardzo on nie ma prawa bytu. Chcąc przy tej prędkości wejść w zakręt nie miałem szans by wyrobić. Szybko wypinam lewego buta, dupa z tyłu siodła, hamuję jak najbezpieczniej się da by koło nie uciekło, lewym blokiem szoruję asfalt, wylatuję z drogi i lecę do rowu....prawie...kończę na piasku, nie wywracam się, jadę dalej :D Cieszę się że żyję :)

Później już tylko równe zmiany. Dobre zmiany. Ciężkie zmiany. Pod wiatr, sporo hopek, w upale. Było ciężko.

Na pierwszym orkażeniu łapię wodę, dolewam do bidonów, jest gitara. W międzyczasie jem żelki i batoniki. Czuję się świetnie.

Drugie okrążenie jest jeszcze cięższe. Zmiany wszystkich jakby słabsze. Co chwile odpada z naszej ok 10os grupki jakaś osoba.

Niestety na 15km do mety podbija mnie na jakiejś nierówności, kolanem znooooooooooowu wybijam licznik, szybko się wracam. Próbuję gonić. No szkoda, nie udało się, chłopaki pojechali. Przez chwilę wkrada się nerwówka, bo zdaje soibie sprawę że wynik jest na prawdę na pewno świetny, że szkoda byłoby to stracić przez jakąś głupotę.
Ja tym samym tracę o kilka sekund 2-gie miejsce. Dojechałem chwilę po nich na szczęście na metę :)

Na mecie własnie dowiaduje się o swoim wyniku, jestem bardzo zadowolony, przebieram się, idziemy jeść. Później lecimy na lody, dekoracja i losowanie sporo się przedłuża. Ale w końcu dostajemy pucharki, jedziemy do domu :)

Zbigi także 3m w swojej kategorii i 25 open.
P. Ewa 3m w kategorii i Monika 4 miejsce w kategorii + wylosowane okulary w loterii :D

Sam maraton ?! Baza w bardzo dobrym miejscu, dużo parkingów, sporo toi-toiów, dodatkowo w szkole prysznice, toalety, baza maratonu. Świetny plecaczek na pamiątkę. Loteria z ciekawymi nagrodami. Co najważniejsze, przepiękne asfalty na całej trasie. Świetna pogoda, trochę dokuczał wiatr, no ale za to org już nic nie może ;) Po maratonie kiełbaska i dobra zupka, możliwośc zakupu piffka. Dokładka kiełbasy. Jedynie przedłużona ceremonia dekoracji i loterii. Dekoracja trochę w chaosie. Ale wszyscy wszystko dostali. Pucharek ładny. Maraton na 4 z wielkim plusem ! Było super, ale kilka rzeczy do poprawy odnośnie wyników i dekoracji :)

Brawo Jastrzębie :)

cad: 86

Ogólnie jestem bardzo zadowolony ze swojej formy. Jest bardzo dobrze. Ani jednego kryzysu na trasie, a na koncu dałem z siebie jeszcze 110% przy pogoni. Forma rośnie, ale obecnie trzeba się stopować niestety. Jestem zmuszony zająć się nauką na obronę pracy magisterskiej w lipcu.

http://www.strava.com/activities/320641006/

Kriso na podium :) uff ! :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(3)

Lekka przebieżka :)

Piątek, 5 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Na spokojnie z Tomkiem dzisiaj lekko się przejechaliśmy jego trasą, pokazał mi fajną górkę i to całkiem niedaleko od Krotoszyna.

Zrobiliśmy sobie 3-4 mocniejsze szarpnięcia i voila. Wyszlo bardzo sympatycznie, takie pitu pitu w gorącej atmosferze i pięknym słoncu Czemu taka pogoda nie może być 365 dni w roku ? ::) Jutro Tomasz startuje w Lesznie, ja w niedzielę w Łasku :)

Oj będzie się działo

caD: 82

I jeszcze jedno foto z 3-cim na mecie Ukraińcem podczas biegu krotosa na 10km :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Kolejna guma!

Wtorek, 2 czerwca 2015 · Komentarze(0)
Na spokojnie z nóżki na nóżkę. Najpierw 23 pod wiatr. Później znów pod wiatr, do domu też pod wiatr.

No i najgorsze to moje popędzanie Tomka że mu tak ciężko i wolno idzie, a jemu powietrze uciekało z opony i w Sulmierzycach wymienialiśmy dętkę. Coś ostatnio moje jazdy pechowo się kończą :D Zaraza łapania gum zaczyna pzechodzić na innych ( na szczęście :p )

caD: 76


No Tomek dobrze sobie poradził. A jego mini pompka dała radę wyśmienicie :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Bieg Krotosa 2015 :)

Niedziela, 31 maja 2015 · Komentarze(1)
Od samego rana umówiony razem z Tomaszem ruszyłem na miejsce zbiórki, standardowo koło Dino na Zdunowskiej :) Chwila rozmowy i ruszamy, do Milicza pod wiatr, ale z fajną średnią a w miare lekkim tętnie. Nogi dość świeże, jak na wczorajszy wyścig.

Skręt na Sulmierzyce, wiatr trochę w plecy, dłuższy czas rozmawiamy sobie na luzie, dopiero po paru kilometrach bierzemy się do pracy i wracamy na odpowiednie obroty, by przed Sulmierzycami skakać na tablicę :) 55km/h :)

Do Krotoszyna już luuuuz... Rozkręcenie nóżek, ostatni interwał na tablicę Krotoszyn i koniec treningu.

Tomek wraca do domu, ja śmigam na krotoszyński stadion, gdzie zaraz mają startować biegacze z okazji zawodów "Bieg Krotosa 2015"

Świetna i duża impreza zorganizowana przez miasto i starostwo. Drogi zamknięte, fajna oprawa, wielu ludzi na bloniach, stadionie i na trasie dopinguje wszystkich zawodników. Ja startuję za nimi jak ostatni wybiega ze stadionu. Powoli mijam wszystkich mocno dopingując. Na rowerze na szczęście jest dużo łatwiej - przynajmniej dla mnie :)

Później gonię czołówkę, która zdecydowanie zostawiła wszystkich w tyle. Dwóch Kenijczyków, a za nimi dokładnie 20s ok 100metrów Ukrainiec, którego dopingowałem z całych sił, któremu dałem się napić z bidonu swojego izotonika i bardzo chciałem żeby dogonił "czarnych". No ale, przybiegł na metę trzeci :) Po wyścigu pozdrowienia, ja jadę pod prąd pozdrawiając i poznając w "peletonie" swoich znajomych. Chwila rozmowy z Bartkiem, który wybiera się z żoną na rybkę do Milicza i przez rynek kierunek dom :)

Ogólnie dzień bardzo pozytywny - bardzo ciekawie się jeszcze zapowiada bo mam zaraz jechać pierwszy raz w życiu na stadion Lecha Poznan i oglądać mecz z Pogonią Szczecin :)

cad: 81
Z

Zawodnicy Biegu Krotosa 2015 ustawiają się na starcie na stadionie :)
https://twitter.com/Krzysztof_Kubik/status/6049552...

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)