To co już za mną:

Rozjazd sobotkowy w niedziele

Niedziela, 6 maja 2018 · Komentarze(0)
Po wczorajszym wyścigu trzeba było rozkręcić nóżki no to padło na Sobótkę i kręcenie się dookoła tego kolarskiego światka :)

cad; 77

Rzepakowe Sefie... A Ty już masz swoje? ;)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Road Maraton Leśnica

Sobota, 5 maja 2018 · Komentarze(2)
No cóż. Kolejny pechowy wyścig za mną. Od samego rana z Grzegorzem do Leśnicy by pościgać się w Klasyku Annogórskim z Road Maratonu. Ustawiliśmy się trochę daleko od czuba i zaraz po starcie było trzeba gonić i przedzierać się do przodu.

Udało mi się praktycznie z Arkiem Tecławem fajnie podjechać w miarę blisko czołówki, jeszcze był tzw "start honorowy" i auto przed nami.... By w pewnym momencie... Peleton zaczął z przodu hamować, niestety jadąc z przodu nie uniknąłem kraksy..... wjechał we mnie z tyłu gość i uderzył w przerzutkę by wywalić się po chwili i spowodować wielką kraksę jeszcze gdzieś na piątym kilometrze wyścigu..

Zobaczyłem na tył... przerzutka jakby wykrzywiona ale działa więc jadę dalej! Przerzuciłem dwa w górę i dwa w dół i stwierdziłem że jest ok. Ale nie było...

Kiedy było trzeba zrzucić na małą tarczę i dużą zębatkę z tyłu..... tak już na 3-4 tryby przed ostatnią jedenastą koronką.... przerzutka wkręca się w szprychy, szarpie łańcuch który spada między szprychy a kasetę. Chwilę próbuję przepchnąć i zrzucić czym prędzej... ale niestety na około 15% ściance staję i.... i dupa! koniec wyścigu.. Jadąc bardzo wysoko z przodu nagle w kilka sekund / kilka minut spadam na zupełny koniec wyścigu..

Na szczęście pojawia się "wóz techniczny" - się okazuje jednej z ekip... ale zatrzymuje się pewien pan i pomaga mi! Naprostowaliśmy trochę przerzutkę, wrzuciliśmy zakleszczony łańcuch na zębatki i po jakiś dobrych 3-4 minutach zabawy na poboczu ruszam pchany przez owego "mechanika" !!! Wielkie dzięki za pomoc! Dzięki Panu (ze srebrnego dużego vana) ukończyłem ten wyścig!

Ruszyłem co sił w pogoń, a naprawdę jechało mi się całkiem dobrze.. jednak mocne grupy pojechaly daleko z przodu...

Udało mi się kilku chłopa przegonić, dogonić kilku z którymi jechałem praktycznie do mety. Fajna grupka i dobre kręcenie w miłym towarzystwie. Niestety jazda już czysto treningowa, bez szansy na dobry wynik. Na każdym podjeździe speed prawie na maxa. Pod wiatr też się nie oszczędzałem. Ale nie było już motywacji do czegokolwiek.

cad: 81

Z Grzesiem przed startem :)





Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Day 3 - last dej.

Czwartek, 3 maja 2018 · Komentarze(0)
Pomyślałem dzisiaj też pojadę... Wzięliśmy się z Czesią niekoniecznie planowo z samego rana i pojechaliśmy na południe. Pieszyce przywitały nas powoli zachodzącym za chmury słońcem, ale było bardzo ciepło. Szybkie ogarnianie i wyjazd.

Zaczyna grzmieć, zaczyna kropić....plan jest prosty: podjeżdżać, a jak zacznie się ulewa to zjeżdżać.....na chatę! Ale obyło się bez tego!

Podjazd zaczyna się, rozdzielamy się i jedziemy swoim tempem, a nagle z tyłu słyszę i widzę w sumie też Arka Tecława z kolegą.. Poczekałem za nimi, albo jechałem na tyle wolno, że dość szybko mnie doszli... Co w sumie to drugie okazało się bardziej prawdziwe. 

Arek walił jakieś interwały i ogólnie jechał dość mocno.... Na liczniku przybyło kilka oczek prędkości i tętna... Ale wszystko jeszcze sporo pod progiem. Wytrzymałęm mu koła do samego szczytu, ale tam już miałem lekką zadyszkę i się okazało pocisnąłem Personal Besta na stravie. Jechaliśmy, pogadaliśmy i nawet nas trochę zmoczyło, ale chmura "przeszła bokiem" na szczęście. 

Nogi mimo już zrobionych jedenastu Jugowskich przez dwa dni w miarę dobrze pracowały. Pojechałem więc w dół... W górę jeszcze tylko trzy razy. Podjeżdżało się spoko, starczyło na na prawdę dużo. Nogi mimo odczucia ciężkości pracowały zacnie. 
Zobaczymy co to będzie dalej i ile mi te kilka km przewyższenia pomoże :) 

Później z Czesiulkiem "na Wałbrzych" zwiedzanie i relaks :) 

cad: 71

Tyle zakrętów, tyle szczęścia pod górę :) 


Piękna Ona ;-) 

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Day 2 - High heels na piątkę :D

Środa, 2 maja 2018 · Komentarze(0)
Czesia do pracy, Krzysztof do pracy... Czyli mojej majówki ciąg dalszy. Dzisiaj oddzielnie, ale wieczorem razem.

Na spokojnie pokręcone po południu, spotkani znowu ci sami ludzie kręcący w górę i w dół. Nie tylko ja okazałem się napaleńcem na tę pogodę. Fajnie się udało pokręcić, tym razem jednak "tylko" pięć podjazdów, więc piąteczka! Po drodze też jedna przerwa w sklepiku po schodkach na Jugowskiej by uzupełnić pojawiające się niedobory cukru. Kręciło się całkiem zacnie. Było w porządku. 

Kilka mocnych interwałów weszło na końcówkach. Nauczyłem się tam prawie każdego zakrętu, ale nie wiem czy za tydzień Grody zaliczać. Może wpadnę pokręcić, chociaż jakieś 35km za stówkę.... drożej niż po autostradzie ;-) 

Na początku nogi już nie kręciły tak super, le z czasem się rozkręciły i nie było tragedii.

cad: 67

Bez zdjęcia nie ma treningu.... :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Day 1 - High Hills Camp :)

Wtorek, 1 maja 2018 · Komentarze(0)
Pierwszy dzień Wysokich Obcasów.....tak pewnie pomyślało kilka kobiet ;-) .... wysokich górek, podjazdów i te pe. 

Z Czesią od samiuśkiego rańca polecieliśmy mondeuszem do Pieszyc by katować podjazdy. Pogoda wyśmienita, prognozy jeszcze lepsze tylko na zjazdach ciut zimno. 

Najważniejsze jednak udało się zrealizować. Cztery razy Przeł. Jugowska, Sokolec, Walim no i na dobicie jeszcze dwa razy Jugowska. Spotkanych full ludzi na szosach. Jeszcze więcej jednak było tego dnia turystów i samochodów na poboczach. 

Podjazdy jakoś szły, pierwszy na rozgrzewkę, a kolejne już całkiem mocno.. Na tyle że dość szybko zgłodnialem mimo pysznego śniadania. Na Walimiu zatrzymaliśmy się by popić coli i zjeść grześka. Najlepsze co mogło wtedy być.... choć z pobliża zalatywało kiełbaską i ogniskiem. 

Weszło łącznie 8 konkretnych podjazdów... było super, podjeżdżało się niewiarygodnie lekko. 

cad: 69

Dawaj dziuba :D


Czesia na zakręcie :D 


Ja tam już byłem dobrych kilka lat temu formę szlifować, dobrych 3-4 lat temu. Inspiracja do zdj powyżej - poniżej :) 


Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Wspaniale:)

Niedziela, 29 kwietnia 2018 · Komentarze(3)
Czwarty dzień z rzędu na rowerze. Myślisz, że umrzesz. Słusznie myślisz. Wiesz przecież jaka ekipa stawi się na ryneczku w Ostrowie.

Do Ostrowa spokojne tempo, takie trochę pod wiatr więc nie zarywam, ale średnia i tak oscylowała koło trzydziestu na godzinę. O dziwo noga się w międzyczasie rozkręciła i jakoś to szło / jechało ;-)

Na rynku zebrało się kilkunastu chłopa. Szybko padła propozycja trasy "bo dawno nie jeżdżona"... hehe.. no tylko ja tam wczoraj jechałem i czasem tam jeźdżę, w sumie nawet często. tylko w drugą stronę :)

Ostrów - Odolanów - Domasławice - Goszcz - Krośnice - Milicz - Sulmierzyce i ja do Krotoszyna a chłopaki polecieli na Ostrów.

Do Odolanowa i w sumie do pierwszych góreczek w miarę spokojne tempo. Jedynie kilka osób upatrzyło sobie co gorszą nawierzchnię na jakieś ataki i zrywy - totalne dziury i nierówności a ci na treningu próbują zrywać. Wczoraj nawet na rajdzie Mistrz Świata zwalniał wszystkich bo jechaliśmy w sumie po tych samych dziurach na tej trasie.

Ale większość się zjechała przed Krośnicami, tam już zaczęły się prawdziwe i w miarę normalne harce "bo pierwsze górki". Grupka nam się rozciągnęła dość mocno, starałem się trzymać w "czubie" standardowo ;-) No i się udało. niby straciłem po kilku atakach parę metrów, ale sporo osób szybko na podjeździe pod kościółek zgasło. Później dojazd do Milicza to też praktycznie kilka kilometrów "płyta oś" i non stop sprintu.... ale zaczyna mi brakować przy takiej jeździe przełożeń. Chwila odpoczynku i dolewki wody i życiodajnej coca coli w sklepie i jedziemy dalej.

Jedziemy na Sulmierzyce, ale najpierw cholernie nierówna kostka. Tam praktycznie te same osoby atakują, rozwalony przejazd kolejowy, co normalniejszy zwalnia bo szkoda kół, tak po prostu. Później niektórzy chcą zrywać i wielce gonić, uspokajamy, wyrównujemy oddechy i tempo... wielkiej gonitwy nie było bo jak kto tak atakuje jak reszta spokojnie jedzie po dziurach to bez sensu. 15km przejechanych w dobrym i równym tempie po fajnych zmianach. Ja skaczę przed Sulmierzycami kawałek ale mi siadło, a po chwili siedli na kole koledzy.. jednak tyllko na sekundkę i zaczęły się sprinty na tablicę.

Chłopaki polecieli na Ostrów, a ja na Krotoszyn. Wjazd jeszcze na Orlen po cocacolę i jedziemy dalej. Już zupełnie spokojnie, przyjemnie, 10km rozjazdu wyszło do domu. Ale zanim do domu tak jeszcze na chwilę relaksu na naszym rynku. Lody i chłodzenie nóg w tryskającej fontannie. Po drodze jeszcze kupione najbardziej z męskich piw - reddsik i desperados. mniami! A co, należy mi się :)

cad: 82

Jeszcze z wczoraj :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(3)

Rajd z Mistrzem do Mistrza :)

Sobota, 28 kwietnia 2018 · Komentarze(0)
Dzisiaj wyruszyłem na trening z myślą zrobienia sobie spokojnej i długiej trasy. Przecież i przed i wczoraj dałem sobie w kość.

Wyjazd z Kroto dość spokojny, bez szaleństw - pod wiatr. Jakoś to przeleciało aż do czasu wjazdu na prostą za Miliczem w kierunku na hopki - Krośnice. Przy wjeździe do miejscowości zauważyłem zbieraninę rowerzystów i innych kolarzy.. To mi się przypomniało o dzisiejszym Rajdzie Szlakiem Ryszarda Szurkowskiego! Zawróciłem więc i postanowiłem uścisnąć rękę Mistrza, przyjaznych znajomych i pogadać nawet z nieznajomymi :)

Ruszyłem razem z chłopakami, w sumie razem z innymi 850 rowerzystami... Okazało się, że rajd ten, ze startem i metą, ale bez nagród, pucharów i laurów, przekształcił się w regularny krótki wyścig. Chłopaki z Milicza pociskali co chwilę ataki, to żem spawał, sam uciekał i wogóle... Miałem skończyć szybciej, ale po tym jakie tempo się zrobiło - postanowiłem przejechać całą 35km rundkę z Mistrzem. Każde przepalenie nogi w dobrym tempie jest świetnym treningiem.

Po chwili pogaduch wyruszyłem sobie w dalszą drogę. Zrobiło się już wręcz gorąco, mega przyjemnie! Dojechałem aż do Ostrowa do Zbigiego na "kawę" w postaci zimnego napoju! i by odebrać moją tunikę... tfu.. długą bluzę wiosenno/jesienną po przeróbkach od samego producenta. Pogadaliśmy i pojechałem do domu.

Po drodze jeszcze nie mogłem sobie odmówić zimnej coli co dodając mi trochę sił pozwoliło na żwawsze dreptanie do domu.

Wszedł fajny trening, zobaczę z ciekawością jak po konkretnym odpoczynku ostatnio moje ciało się zregeneruje do jutra i jak się będzie kręciło z ryneczku w Ostrowie z chłopakami :)

cad: 81

Z Ryszardem Szurkowskim :)


Takie zdjęcie od kolegi VUKI: http://vuki.bikestats.pl/

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Moja ukochana

Czwartek, 26 kwietnia 2018 · Komentarze(0)
Kategoria 50-100km
Dzisiaj moja pętelka numer dwa. Nie tak od razu po pracy - bo deszcz... Ale chwilę później za to... Siedziałem już na szosie :)

Krotoszyn Milicz Sulmierzyce Krotoszyn

Udało się nie zmoknąć, jechać całkiem równo i średnio mocno... Pod wiatr była niezła wynora. Na koniec musiałem pocisnąć bo goniła mnie niezła chmura, z której 10 minut po moim przyjeździe spadł konkretny deszcz.

cad: 83

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)