To co już za mną:

Maraton w Łasku 2017 Giga

Niedziela, 4 czerwca 2017 · Komentarze(3)
Nie chcę w tym wpisie używać zbyt przesadnych określeń co do dzisiejszej wynory, bo nie wiem jak będzie za tydzień w Świnoujściu na ultra! Choćby nie wiem też co, puchar w Świnoujściu już dostanę - za dzisiejszy maraton w Łasku :-) Tak, tak! Kriso zdobył podium dziś, wywalczył, wyrwał, przejechał, doczłapał do mety... A że nie odbierał pucharu osobiście, zgarnie go nad morzem.

Od rana pakujemy się we trzech z Sebastianem i Arturem do mondeo i obieramy kierunek Łask. Dojazd całkiem sprawny, nawet ciut za szybki, ale przynajmniej było trochę czasu na pogaduchy i wszystko wkoło... Odbieramy pakiety startowe - BOGATE pakiety startowe - koszulka, skarpety i cos tam jeszcze - szacun! Dzięki!  Idziemy się przebierać, w biurze spotkana ekipa ze Szczecina szukająca pompki - no ale kto dziewczynom nie pomoże na maratonie jak nie faceci, mnóstwo facetów... Po chwili już znaleźli się życzliwi ludzie i dopompowali wymagane minimum. Przypinamy numery na plecy, zakładamy koszulki, kaski i jedziemy się rozgrzewać, w sumie to ja i Artur bo Sebastian startuje dopiero gdzieś koło 12:00. Czas mija nieubłaganie, a na chwilę przed startem Krzysiu Łańcucki łapie gumę.. Jednak zdążył ją wymienić i stanął na linii. Ze mną w grupie jeszcze Artur, Szymon Koziatek, Tomek Łoński i Jacek Ilmer oraz kilku innych. Paulina ze Szczecina (ha! jaka rymowanka!) startuje dwie minuty przed nami z Pawłem Sojeckim i Cieślą i innymi mocarzami.. Ale o tym później. Nasza grupa ma dwa wyjścia: uciekać Bętlewskiemu albo gonić Sojeckiego i Cieśle... No to co?! Gonimy!

Od startu Artur mocno ruszył, dojechałem do niego i jedziemy krótkimi zmianami, ale już widać kto będzie tutaj nadawać tempo. Jacek szybko gdzieś się zapodział, niestety, nawet nie zdążyliśmy porozmawiać... Jacek - następny (no może nie Świnoujście) maraton siadasz na kole grupy i ciśniesz ile fabryka dała! Trzeba wyjść ze strefy komfortu! Znasz te słowa przecież! Utrzymasz ile się da :)  Krzysztof Łańcucki okazuje się, że źle założył gumę i pękła mu kolejna... Pech chciał że dość szybko po starcie:( I tak oto nasza grupa się mocno uszczupla.

Jedziemy dość mocno, do pracy jest nas sześciu - kilku ludzi wiezie się tylko na kole (przez cały dystans!!!). Ale jakoś jedziemy,mijają kolejne kilometry, chwila zawahania czy nie skręcić w prawo "bo strzałka i R" ale przecież my nie rodzina. Później cztery razy powtórzone strzałki w prawo na jakimś kolejnym skrzyżowaniu i... kraksa! Dwóch jedzie prosto, krzyczymy że w prawo... no i zaczęli hamować, jeden się mocno wypierdzielił, na szczęscie się podniósł i rzucił niecenzuralnym słowem, znaczy się wszystko ok!

Chwilę czekamy, jedziemy dalej.. Bufet.. łapię wodę.. CHwila oddechu. Zaczyna się robić dość ciepło.. Wlewam oshee z pleców do bidonu.. Jedziemy sobie, tak sobie jedziemy....a z naprzeciwka jedzie kolarz, kolarka....Paulina! I pyta się czy dobrze jedzie... xD Wyglądało to dość pociesznie, zagubiona ona... Później wróciła i wystartowała na mega - także szacun za ukończenie! My pospiesznie jedziemy dalej.. Przejazd przez metę, jest już nas może czworo + dwóch niepracujących.. Ostro się ścinamy, inni też.. gość jedzie, dociąga kilkuset metrowe przerwy, a na zmianę wyjść nie chce!

Zgarniamy jakiś niedobitków z trasy, czasem się ktoś doczepi do koła... Jedziemy sobie dalej, coraz bardziej zmęczeni... Zmiany coraz słabsze.. Moje to już na oparach, po wczorajszym mocnym ściganiu i uciekaniu grupie dzisiaj nie było jednak tyle sił co trzeba... Nogi bolały..

Na trzecim kółku gdzieś na bufecie zostaje kolega Łoński.. Ten co prawie...przepraszam...ten co w ogóle nie pracuje Szczęsny Stanisław z Krzepic... Nagle ozywia i nadaje mocne tempo kilka razy, jakby chciał nas zgubić... Bardzo nie fair!

Powoli dojeżdżamy do Łasku.. Wjazd do miasta dobrze zrobiony, zabezpieczenie trasy... Dobrze wchodzę w ostatni zakręt w dość dużym tłumie mini i dst rodzinnego... Udaje się wjechać na metę pierwszym z grupy, ale okazuje się później że nasz wynik daleki jest od tych najlepszych. Od kilkudziesięciu kilometrów bolało mnie prawie biodro, mięśnie były bardzo spięte i bałem się o skurcze.. ogólnie masakra :x

Przebieramy się, jemy żurek.. chwilę rozmawiamy tu i tam.. jedziemy do domu nie czekając na dekoracje. Ja zajmuje drugie miejsce w kategorii M2 oraz 9 w open. Okazuje się że byli, są i pewnie zawsze będą lepsi :)

Za tydzień ULTRA w Świnoujściu :) Oj będzie bolało...

Kat M2: 2/5
OPEN: 9/39

cad: 88

Niby na dekoracji mnie nie było...ale jednak byłem i puchar odebrałem. W takiej oto postaci :)
Dość nietypowe podium M2 szosa :D


Zadowolony Krotoszyn :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(3)

IX Koźmiński Maraton Rowerowy

Sobota, 3 czerwca 2017 · Komentarze(0)
Normalnie bym napisał "przepalenie nóżek przed", ale dzisiaj był miniMaraton w Koźminie. Miasto oddalone od Krotoszyna raptem kilkanaście kilometrów, więc wyścig ten był "u siebie". Nastawienie bojowe, w końcu bronię tytułu "Mistrza Koźmina Wlkp" :) Zrobić coś dwa razy jest niezwykle trudne. Obrona zwycięstwa open z 2016 okazało się niestety zbyt trudna.

Dzisiaj start w grupie z Robertem Kierzkiem, Przemem, Rafałem Dykcikiem i paroma innymi chłopakami. Przed nami grupa do zjedzenia.. Za nami Kuba i Adam + dwóch mocnych, reszta grup do zjedzenia... Start był dość mocny, od początku jedziemy w sześć osób... Chłopaki wydają się silni, zmiany jakoś mocno idą.. Przemek został już na starcie.....nie dlatego że jest słaby - tylko żeby jechać z Kubą i Adamem i ich do nas dociągnąć.

My jedziemy mocno po zmianach, po kilkunastu km dwóch kolegów zostaje.. Śmigamy sami... Na jednym skrzyżowaniu mylimy się i zjeżdżamy na bufet - było więc kilka sekund straty - bo trzeba zawracać i gnać co sił... Później wyjeżdża w Koźminie jedna pani i cofa na nas widocznie totalnie nie patrząc w lusterka.. Kilka skrzyżowań bardzo niepewnie, widocznie chyba nikt się nie spodziewał że my już pojedziemy... Tutaj niestety też trochę strażacy olali sprawę i leżeli czy stali pod drzewami w cieniu zamiast pilnować skrzyżowań i naszego bezpieczeństwa..

Drugie kółko zaczynamy również mocno, pierwsze przejechane ze średnią 39,6kmh... Tutaj niestety po kilku kilometrach drugiego kółlka dogania nas grupa startująca dwie minuty po nas.. To już praktycznie po zawodach i klasyfikacji OPEN. Nie da rady uciec. Praktycznie wyścig się skończył, nikt nie chciał prowadzić.. Wszyscy ożywili się dopiero w Koźminie.. Przejazd przez miasto dość sprawne, w pamięci mam tylko zakręt w lewo z zeszłego roku - no i co?! No i dobrze tam wszedłem zaraz za Przemkiem i z peletonu wygrałem sprint... Niestety ręce w górę nie wystrzeliły - powód jest prosty... nie wygrałem :) Bynajmniej nie OPEN.

AGK Koźmin Wlkp. zorganizowało kolejny raz świetny wyścig. Dobra organizacja, zabezpieczenie trasy rok temu było trochę lepsze, zakręty zamiecione, trasa o dobrej nawierzchni.

Kat M2: 1/5
OPEN: 5/41

cad: 88

Podium M2



Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Przepalenie nóżek przed.. :)

Czwartek, 1 czerwca 2017 · Komentarze(0)
No właśnie.. ciężki weekend się zapowiada.. równa mocna jazda... W sobotę Koźmin i minimaraton - trasa giga 75km ;-)

W niedzielę Łask i trasa giga - 222km :)

Minimaraton w Koźminie organizowany przy okazji Dni Koźmina. Bardzo fajna, kameralna impreza - dobrze zorganizowana. Niskie wpisowe (prawie za darmo!!! 20zł) i fajne pakiety, dobra lokalizacja i zabezpieczenie trasy. Byłem tam rok temu i wygrałem OPEN, zobaczymy co przyniesie 2017 rok :)

W niedzielę za to na długi dystans do Łasku, nie ma co się więc stresować niczym, trzeba się jedynie dobrze bawić! :)

cad: 85

Z maratonu w Choszcznie taka pamiątka... po pierwszy kółku na mini jeszcze... było nas tylu :) Najmocniejsi jechali tym razem chwilę za mną.. Panowie daliście czadu!

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Rozjazdowo

Poniedziałek, 29 maja 2017 · Komentarze(4)
Sympatyczna jazda po burzy.. W sumie przed wyjazdem raz miałem na sobie już kąpielówki, a raz miałem strój kolarski bo nie mogłem się zdecydować czy basen czy rower... Ale gdy przeszła chmurka i ostatnia kropla z nieba spadła... ruszyłem pokręcić powolutku. Basenik za to jutro będzie po wszystkich obowiązkach.

Nogi po maratonie w Choszcznie porządnie ubite, bolą.. Trzeba teraz odpocząć bo czeka mnie ciężki weekend i następny w sumie też..

cad: 77

Różowy jest ten świat :)


No siema :)


I po burzy :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(4)

Maraton w Choszcznie 2017

Sobota, 27 maja 2017 · Komentarze(1)
Już w piątek wieczorem pojawiłem się w Choszcznie aby wziąć udział w XII edycji maratonu. Czesia z mamą już były w szkole, gdzie była baza maratonu i po raz pierwszy w mojej maratonowej karierze - nocleg na hali sportowej. Poszedłem się zarejestrować, odebrać pakiet startowy i pomarudzić na grupę startową.. Na hali było już kilkanaście osób, wielu znajomych także przyjechało odebrać pakiety i tyle... Pogadali, pośmiali i rozeszli się później wszyscy. Na mnie jeszcze czekała pizza przepyszna i tyle na dziś... Rozłożyłem się na moim materacu....a obok jakiś miś, niedźwiadek... niedźwiedź ryczący ku**a w nocy jak odkurzacza, odrzutowiec.... WTF ?! Kładziemy się po 22 spać, a ja leżę z otwartymi oczami przez prawie 2h i nie mogę zasnąć. Nie chcę być chamski i gościa nie budzę, inni jakoś śpią. Wziąłem więc swój materac i poszedłem spać....pod prysznice... nikt tam nie właził, nikt się nie kręcił. Uff! Wyspałem się nawet..

STRAVA: https://www.strava.com/activities/1009671105

Od rana pobudka jeszcze przed budzikiem bo ludzie zaczęli się kręcić, głośno rozmawiać i wchodzić do mojej sypialni. Czas było się więc umyć, najeść (półtora bułki, parówka, rogal i banan)... Odprawa, nikt się do mojej 5osobowej grupy nie dopisał, została ona więc rozłożona - dwie panie trafiły do pierwszej a ja i kolega do ostatniej. Wystartowałem więc z Remikiem Ornowskim, Krzysiem Łańcuckim, Pawłem Sojeckim... Sześć minut przed nami jechali Bętlewski i Cieśla... Trzy minuty były do S.Dołmata... Trzeba gonić!

Zaraz po starcie całkiem dobre tempo, ale nie za mocne, nie było ono nie wiadomo jakie.. Krzysztof Łańcucki trzymał nasz peletonik w ryzach.. Nie było szarpania, równa, mocna i dobra jazda.. Pierwsze kółko i nadrabiamy trochę do wszystkich, na początku drugiego doganiamy grupę przed nami.. odpoczywamy trochę i jedziemy na kole....

Gdy zaczęło się drugie kółko mnie powoli zaczęło odcinać..Miałem na szczęście butelkę izotoniku w kieszonce i picia nie brakło.. jedzenie też było... Ale nie odpocząłem przed tym maratonem prawie wcale.. Mocne treningi w tym tygodniu zrobiły swoje i nogi były ubite.. Na mega zaczęły się hopki dość konkretne.. Ten kto myślał, że to płaski maraton to się przeliczył.. W pewnej chwili mijamy się z wracającym Cieślą... powoli doganiamy odpadających z perwszej grupy kolarzy... Niestety gubimy Krzysia Łańcuckiego i zaczynają się jakieś skoki, jakieś czarowanie...szarpanie... bez sensu... bo do mety jeszcze prawie 100km... Po jakimś czasie jednak udało się ułożyć nam w grupie i jechaliśmy równo... Najmocniejsze zmiany Remika dawały się we znaki... Zatrzymujemy się na punkcie żywieniowym w Drawsku i tankujemy wodę, banany i lecimy dalej...Po jakimś czasie doganiamy z pierwszych grup wszystkich! A nie, jednak nie... To tylko Artur i kolega Sierant.. Henryk Bętlewski im uciekłl i pojechał.. Nasze zmiany trochę krótsze i słabsze... mi na ostatnich tych 30km wróciły siły... Ale Henryka już nie dogoniliśmy.... Gdy dojeżdżaliśmy do Choszczna czułem, że on mógł jeszcze nam dołożyć.... po czym szybka kalkulacja że z naszej grupy - Ja, Paweł i Remik - powalczymy o pudło open na finiszu... Ale jeden z nas będzie czwarty... Remik trochę ściął zakręt, ja ledwo wyrobiłem żeby się nie przewrócić i tym zyskał chwilę przewagi..ale rura za nim i udało się przyjechać drugim z grupy czyli trzecie miejsce OPEN!

Na mecie standardowo fotki i pogaduchy... Szybki prysznic, jedzenie i idziemy nad jezioro... Kiełbaska, piwkowanie i dalsze rozmowy.. W drodze powrotnej do bazy przychodzi SMS od Czesi że ona już jest... hello?! Dziewczyno, mówiłaś że pojedziesz prawie 11h, a tu się uwinęłaś w niecałe dziesięć - brawo! :) Chwilę później dekoracje, puchary... medale :) Siedzimy dalej, jemy kolejne obiadki, idziemy nad jezioro... :)

Cały maraton w Choszcznie na wielki plus! Nocleg spoko, ino ludzie chrapią... Trasa oznakowana bardzo dobrze, ale jedynie przejazd przez miasto fatalny przy dużym ruchu... Punkty żywieniowe dość sprawne, zakończenie również bez żadnych wpadek... Przyjaźni ludzie, mili orgowie, polecam ten maraton w przyszłych latach :)

Forma daleka od najlepszej, ale też nie odpocząłem zbytnio przed maratonem.. Nogi bolały.. Na szczęście moja grupa została rozbita. Jadąc w tej co miałem dostałbym w tyłek z godzinę, albo coś koło tego. Szacun dla orgów za dobre decyzje i trzeźwe myślenie! :)

cad:87

OPEN: 3/56
Kat. M2: 1/4

Podium giga open!


Giga M2


Giganci na mecie :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Przed maratonem

Czwartek, 25 maja 2017 · Komentarze(3)
Kategoria 50-100km
Nie znam statów bo zapomniałem z wczoraj zresetować treningu i się połączyły z dzisiejszym. Ale dzisiaj spokojna jazda, bez większych szaleństw.

W sobotę maraton, na tę chwilę jestem załamany grupą startową... startują najpierw giga - 4 grupy po 10 os.. po czym startuje piąta  grupa  6os. w tym dwie kobiety i trzech facetów co nigdy powyżej 29km/h średniej nie wykręcili... Przede mną grupa bardzo silna, a trzech minut sam raczej (na pewno) nie będę w stanie odrobić choćby nie wiem co.. Jak nie stracę godziny do pierwszego to będzie cud!

Na dziś morale mocno w dół...

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(3)

Trening ehh

Wtorek, 23 maja 2017 · Komentarze(0)
No i co zrobisz jak nic nie zrobisz... Była piękna pogoda, prawie zerowy wiatr i piękne słońce...

Moje plany musiały zostać zmodyfikowane. Miałem wyjść od razu po pracy na rower, a tu nagle bylo trzeba polatać pilnie po mieście samochodem. Wyszedłem później, wróciłem później, pokręciłem więc mniej. Jutro w planach też trening, ale stoi pod wielkim znakiem zapytania: po prostu ma padać deszcz.

Dzisiaj kilka podjazdów, kilka rundek i sztajfa pod kościółek. I tu znowu musiałem zmienić plany bo za Miliczem zablokowana droga bo.... 15 minut przed moim dojazdem był wypadek śmiertelny.. No cóż... ponoć na prostej się zderzyły auta...

Jechało się całkiem przyjemnie... Nogi rozkręcone już po Radkowie.. Ale znowu nie ma co przesadzać bo.....bo teraz tydzień w tydzień wyścigi... :)

I chyba za mocno ubiłem nogę bo mnie kolano zabolało...

caD: 79

Zjeżdżamy na Klasyku Radkowskim z Karłowa :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Górski trening rozjazdowy

Niedziela, 21 maja 2017 · Komentarze(0)
Dzisiaj postanowiłem pokręcić od rana. Zrobiłem sobie trening. Zostaliśmy do niedzieli więc dziewczyny poszły pozwiedzać Wambierzyce, a ja poleciałem na rower. W planach po prostu Karłów i powrót. Ciepełko, nogi po kilkunastu minutach zaczęły kręcić.

Ogólnie bardzo sympatycznie dzisiaj wyszło. Podjechałem, zjechałem do Kudowy i wjechałem....prawie do Karłowa, ale po drodze wstąpiłem na widoczki z Błędnych Skał. Błędne Skały są obłędne. Fajny podjazd, sztywny, jeszcze wyżej.. Zjazd do Radkowa i jeszcze raz do Karłowa.. Zjazd i do auta, pakowanko i kierunek dom!

Tak oto wyszedl dobry górski trening.. Bo mi na ambicje wjechał wczorajszy wyścig i te 15 minut jazdy dłużej niż planowany... :)

caD: 69

Punkt widokowy :)


Tak ładnie! :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Klasyk Radkowski 2017

Sobota, 20 maja 2017 · Komentarze(4)
Już w piątek pojawiłem się w Radkowie w celu przejechania sobotniego supermaratonu górskiego VIII Pętla Stołowogórska. Dojechałem do Czesi i jej mamy, rozpakowałem się, zjadłem obiad i poszliśmy na piątkową odprawę oraz odebraliśmy pakiety startowe. Jak ja już dawno nie czułem aż tak atmosfery samego maratonu. Spotkanie i biesiada oraz mnóstwo pozytywnej energii od orgów - głownego orga Andrzeja Smalca! Pogadaliśmy, pośmialiśmy się i odebraliśmy numery startowe. Pakiet?! Batoniki energetyczne, lizaki...ba! Nawet pizzą częstowali ;-)  Wróciliśmy do domu, kąpiel i spać!

Rano pobudka, śniadanie zamówione na 6:30, wpadła jajecznica i bułka i trochę dżemiku....ponoć śliwkowy :-) Później sprawne szykowanie i lecimy na starty bo Czesia jedzie równo o 8:00, a ja i jej mama osiem minut później. Dojeżdżamy na start a tam mnóstwo ludzi, kolarzy i kobiet... Fajna atmosfera, pogoda niepewna - trochę się chmurzy, lekki chłodek... Ale ja jadę na krótko!

Czesia pojechała, ja czekam na swój start... Wybiła 8:08, fajna grupa - Bętlewski i Cieśla i Pikuła ze mną... przede mną Kukla, Arturo i paru innych.. Myślę - dogonię z palcem w nosie... No.. Wystartowaliśmy całkiem żwawo, fajne zmiany, dobre tempo.. Pierwsze hopki pokonane w dobrym tempie... Ale przyszła pierwsza, długa i stroma ściana - podjazd dziurawy trochę pod Batorów 5,5km i jakieś 6% średnie nachylenie.. Chłopaki wystrzelili jak z procy.. Na początku pomyślałem, że jadę z nimi... Po chwili jednak stwierdziłem, że odpuszczam bo się zajadę na pierwszym podjeździe - po prostu nie moja prędkość. Tyle co ich widziałem to była chwila... Po drodze minąłem kilku maruderów... Wcześniej jeszcze minąłem Czesię, która jak na start topornym i ciężkim góralem jechała pod górę całkiem żwawo jak sarenka...

Skończył się pierwszy podjazd, wjechaliśmy tam razem z Pikułą... pierwszy zjazd i modlę się aby nie złapać kapcia... Rok temu trzy! Teraz na szczęscie przejechałem bez żadnego defektu... Później jakieś hopki, krótsze podjazdy... Doganiamy Krzysztofa Łańcuckiego, ten staje na bufecie. Ścianka pod bufet i zjazd do "drogi stu zakrętów" czyli podjazdu pod Karłów. Bardzo fajny podjazd, łagodny i równy, dobry asfalt. Doganiam Pawła Sojeckiego, który startował 2 minuty przede mna. No i co?! Zjazd, tutaj odjeżdżam wszystkim co jechali ze mną, wcale jakoś szybko nie jechałem, nie ryzykowałem a i tak okazało się to szybciej niż innych... Dojeżdżają nas jacyś megowcy, na chwilę po hopkach przez Wambierzyce etc. jedzie się całkiem sprawnie ale przyszła znowu ścianka i pojechali.. Pierwsze okrążenie wyszło całkiem fajnie, klikałem LAPy na garminie i pokazało 2h 16min.

Podjazd jadę dalej po swojemu... nie jedzie się źle. Ale...na około 90-100km łapie mnie kryzys, na szczęście inni nie jadą wcale szybciej i mi nie odjeżdżają.. Ale dogania nas Paweł Sojecki.. Dojeżdżamy do Jarosława Piekarza, i tak od tej pory.... ja jadę swoje, Paweł trochę odjeżdża, Jarek zostaje na zjazdach... Później Dojeżdżam do Pawła, Jarek dojeżdża do mnie i na kole ciągle kolega Pikuła... Zaczynamy trzecie kółko.. Tu już widzę, że czasie że jest o 10 minut gorsze od pierwszego... Kryzys jakoś przeżyłem, ale siły wcale jakieś super nie wróciły...

Zjadam kawałek drożdżówki, żelka i batonika... Siły pojawiły się niespodziewanie na pierwszej ściance pod Batorów, Jerzy Pikuła zostaje, my w trójkę jedziemy dalej. Co chwilę ktoś na kilkaset metrów zostaje i odjeżdża.. Praktycznie wspólnie dojeżdżamy z Pawłem do ostatniego bufetu. Jemy banana i popijamy kilka łyków pepsi... Ten kto pomyślał o pepsi dla gigowców powinien dostać medal!!!

Jedziemy dalej, Paweł zostaje na drodze stu zakrętów pod Karłow. Szybki zjazd, trochę zimno już i wjazd na metę. Dzięki Bogu nie złapałem żadnej gumy!  Chwilę później na metę wpada Jarek Piekarz, Paweł i reszta.... Trzecie okrążenie się okazuje.... Jeszcze wolniejsze.. Jechało się lepiej, ale wyszło gorzej.. No cóż.. Po prostu nie dało rady jechać szybciej a z okrążenia na okrążenie było słabiej...

Ogólnie cały klasyk na wielki plus! NIe miałem żadnego defektu, drogi były lepsze!!! połatane największe dziury, może nie jakoś super równo, ale dało radę jechać! Pogoda dopisała i nie padało a było calkiem ciepło, choć na drugim okrążeniu zrobiło się chłodniej.

Mija dużo czasu aż przyjeżdża na metę Czesia. Ja się zdążyłem wykąpać i zjeść pyszny ryż z potrawką na mecie i to kilka dokładek.
Zaczynamy dekoracje, na swoją praktycznie wjeżdża mama Czesi. Super atmosfera, siedzimy i gadamy z chłopakami gigantami.

Maraton na wielki plus! Jedzenie pyszne na mecie! Wyniki od razu! Fajne puchary! Dobrze zabezpieczona trasa. Chyba w tym roku nie mam się do czego przyczepić.. Było po prostu bombowo! :)

Wynik sam z siebie o takie 15-20 minut za duży.. Planowałem zmieścić się w 7 godzinach. Nie pykło. Pierwsze kółko bombowe, ale kolejne coś siadło niestety. Zabrakło wytrzymałości?! Trudno mi powiedzieć. Po prostu "szybciej nie mogłem" :-)

cad: 83

OPEN: 7/41
kat.M2: 3/3

Podium kategorii M2 na giga. Pierwszy pojechał do domu.


Paczka gigantów :) Artur, Paweł, Jarek i ja :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(4)