Wilkiem będę ja, Sobótka za to lasem... Zabrakło aby tym razem dziewczyny w czerwonej pelerynie.
W sobotę Sobótka jest spoko! Od rana dość szybka pobudka i wio. Pogoda zapowiadała się w kratkę, ale wyjechałem póki nie padało. Bo gdy zaczyna padać już na trasie to trudno, ale tak o wychodzić w deszczu? Kurde no nie!
Ruszyłem najprostszą drogą na południe od Wrocławia.. na południowy zachód nawet bardziej gdzie Sobóka leży i piętrzy się Ślęża.. Pętla Ślężańskiego Mnicha wiadomo, że zawsze kusi... No to hop, najpierw bardzo ruchliwą drogą nr.5 a później "35"... bardzo ruchliwie było praktycznie tylko do mniej więcej wysokości magazynów amazona. Później już w miarę luźno, zbliżony ruch do tego który znam z moich okolic.
Za magazynami zaczęło mi padać, później wyszło słońce... Na pierwszym kółku znowu padało, później przestało... Później znowu zaczęło i nie padało już przez całe trzecie kółko.... Aż znowu zaczęło padać na powrocie....
Trzy pętle mnicha, później jeszcze początkowy podjazd i do domu..
Było zimno, mokro, brudno, wietrznie... Ale bardzo fajnie :)
No i co zrobisz jak nic nie zrobisz.. Jesień przyszła, taka na całego.. Od razu ta w takim najgorszym wydaniu: zimno, wietrznie, mokro... Nie było lata, nie ma i na razie złotej polskiej jesieni... jedyne czego bym chciał to żeby też nie było zimy w tym roku...nie bo nie!
Dzisiaj standardowe ostatnie pięćdziesiątpięć. Krótko, szybko(wolno!) i na temat.. Najważniejsze to czerpać przyjemność z tego... Chociaż ta w tych warunkach jest jakaś taka wątpliwa..
Dookoła wszyscy już kaszlą i smarkają... Mnie niestety też coś bierze, ale staram się nie dać! Teraz chyba dwa dni wolnego znowu bo ma padać.. Także człowiek choć trochę oddychnie.. Ale na odpoczynek przyjdzie jeszcze pora...
W sobotę, ostatniego dnia września, wyruszyliśmy z Czesiulkiem na trening/wycieczkę... Dla niej trening, dla mnie... no cóż :) Sympatyczna jazda we dwoje. Ale jako, że sezon się praktycznie kończy, właściwie ścigancko już nawet na pewno, definitywnie / ostatecznie.. to można bylo pojechać :) Ale żeby forma wzrosła jej, to można będzie można parę razy się mocno razem przepalić ;-)
To tak, koło południa jakoś ruszyliśmy na Sobótkę, bezdrożami, praktycznie nie było czuć klimatu wielkiego miasta... Jedyny akcent to praktycznie tylko jazda przy autostradzie... Oczywiście zakorkowanej A4 w stronę Kato...
Coś tam pod wiatr, z bocznym... wiało i głowę urwać chciało.. No ale, daliśmy radę dojechać pod Ślężę... co najlepsze to że na treningu prawie 200km od domu spotykasz dobrego kumpla z Dzierżoniowa Mariana w koszulce lidera! Robimy z Czesią kółko "mnicha" i kierujemy się do domu... by znów minąć się, ale teraz i stanąc i chwilę porozmawiać z Marianem :)
Droga do domu to także foteczki, pogaduchy i jak to bywa mnóstwo śmiechu :) Ale Czesiulek daje radę, jeździ coraz szybciej i w ogóle jest moc! :)
Miła fajna i przyjemna jazda :) O to właśnie w tym chodzi przecież... Tak ma być! :) I czy 25km/h czy 40km/h dalej ma być mile fajnie i przyjemnie :) Jedyny interwał to podjazd pod metę i Strzegomiany :)
Pomyślałeś już, że coś się zacięło? Nic takiego! Ostatnio ciągle po pracy ta sama trasa w samotności (o tego mi bylo trzeba!). Na nic innego powoli czasu nie starcza, niestety ściemnia się coraz szybciej. Niedługo zakładam lampkę i śmigam dalej :)
W weekend będzie zdecydowanie ciekawiej, zobaczycie co! Będzie niezła bomba! :D