eS - jak Superman... eeS - jak Spinning... eeeS - jak Siłownia... eeeeh - jak zmiany zmiany i jeszcze raz zmiany.
Koszulkę supermana w sumie dopiero ogarnę w środę na siłownię. Tym razem wyleciałem w Interkolowym wdzianku. Choć jak patrzę na stylówę innych siłaczy to jestem pod na prawdę wielkim i pozytywnym wrażeniem!
Najpierw godzinka / półtorej godziny machania, wyciskania i luźnych rozmów w naprawdę dobrym towarzystwie. Chyba to polubiłem. Jest zupełnie inaczej niż kiedyś i na innej siłce. Polecam FitnessK10 w Krotoszynie!
Weekend koncertowo, imprezowo, zakupowo... Po prostu luźno, miło i przyjemnie.. Tak beztrosko, tak pozytywnie... Tak jak miało być. Wszystko wyczyszczone, droga do celu obrana, dążenie do celu czas start... 100%!
Po siłowni godzina spinningu, oj lał sie pot, trzęsły się nogi i była fajna zabawa... Dawno mnie na tym nie było, dla frajdy można było się pobawić. W czwartek riplej! :)
W sumie jest dobrze, może być tylko lepiej (jak zawsze!). Stay positive!
Na rowerkach bez licznikuffff... Po co to komó ;-)
Ahh ta Miłość Miłość :)
Takie koncerty to ja lubię. Może na codzień muzyka nie słuchana przeze mnie, ale koncert Krzyśka Zalewskiego to był całkiem wporzo :)
No i taki spinning nie jest zły! Czuję się na prawdę dobrze!
Nie pamiętam statystyk, ale trenażer na obcej ziemi też daje radę. "Obca ziemia" coraz bardziej przypada mi do gustu. Charakterystyczna podłoga, belka pod przednim kołem, bez wiatraka.... Ale najważniejsze, że pokręcone! I ziemniaki z kakao... Cholera dobre!
Dzisiaj ani słowa o nikim. A kim jest Nicki ?! Nicki to sympatyczna dziewczyna, która głośno mówiła "Scusa ma ti chiamo amore!" Najlepsze, że też to słyszę. Znienacka!
Nie będzie to polityczny post, mimo wklejenia kawałka Pawła Kukiza... Nie będzie to post o miłości, mimo że tej jest aż nazbyt.... Nie będzie to post tryskający radością, mimo tego że i tak uśmiech nie znika z mojej twarzy.... Dziś jednak mniejszy niż ostatnio...
Człowiek chce dobrze, chciał dobrze... Jednak czasem czujemy się jak totalni amatorzy, którzy mimo tego że mogą to nie atakują bo się "trochę cykają"... I dojeżdżają gdzieś w środku peletonu... A czy to ma znaczenie czy dojedziemy na 5 czy 10 czy 50 miejscu? Nie... Nie wygrałeś? Przegrałeś. Komu się zdarzyło powiedzieć A, a nie powiedzieć B ?! Mniejsza... Don't go Kitty Kitty stay with me...
Dzisiaj więc "za karę" albo "na pocieszenie" pojeździłem dwie godziny, nie dałbym rady nic z nogami zrobić na siłowni dzisiaj. Boli jak cholera, ale o to chodziło. Pierwszy raz za mną więc spoko, teraz będzie lepiej.
MTB to nie moja bajka.. Ale tym razem powalczyłem, udało się dobrze wystartować i myślę, że to co dziś zdobyłem to średnio moje miejsce w lesie.
Wyścig: Startuję dość dobrze, z pierwszego rzędu. Pedały wpięte! No to lecimy! Od tego czasu wiedziałem, że będzie OK! Przed startem zapomniałem zrobić "swojego rytuału" i cały czas jechałem z myślą, że znooooowu o czymś zapomniałem. Dodatkowo bez opaski pulsometra, ale tym razem z licznikiem. Tak właśnie trochę byle jak podchodzę zawsze do wyścigów mtb.
Przemo i Michał standardowo rura do przodu, gdyby było sucho to by się za nimi kurzyło.. Standardowo wyprzedzony jeszcze przez kilku tych samych ludzi co zawsze - Grzegorz, Włodek Gilicki ( gilickibike.pl ), Maciej czy Michał Michalski.. Pierwsze kółko według pomiarów w moim wykonaniu najszybsze. Niestety przez totalny brak techniki i może trochę strachu za dużo tracę na każdym z zakrętów. Ogarnąłem to dopiero na 4 i 5 okrążeniu. Po tym jak wszyscy mnie wyprzedzili zacząłem jechać gdzieś na 13-15 pozycji. Uczestników chyba 45. Ciągle widziałem kogoś przed sobą, ciągle ktoś mnie gonił. W pewnym momencie gdy już nikt nie zyskiwał na moim marnym pokonywaniu zakrętów, zacząłem nadrabiać na prostych i górkach. Dogoniłem małą grupkę, kolegę z Interkolu i cacy, między tym wszystkim mnie również przegoniono, ale tylko chwilowo.
Przede mną na 4 kółku była mała 3 osobowa grupka z Krzysiem L. kilkaset dobrych metrów. Stwierdziłem,że co ma się stać to i tak się stanie, zacząłem mniej hamować na krętych odcinkach i było mnie stać na lekkie podkręcenie tempa. Dochodziłem chłopaków powoli... Na ostatnim kółku złapałem całą trójkę na długiej prostej i się zaczepiłem by chwilę odpocząć bo już nikt nas nie gonił. Jadąc przez lasy trzymałem ich tempo po zakrętach.. Na jedynej ostatniej prostej dwójka poza Interkolem wyprzedziła Krzysia to ja stwierdziłem, że nie ma na co czekać i na tym błocie też muszę! Szybkie hamowanie i skręt w prawo na górkę... Tam utrzymałem pozycję i zjazd w lewo....Skręt w prawo - przycisnąłem jak tylko mogłem i udało się kolegę wyprzedzić i wjechać na metę gdzieś na 10 czy 11 miejscu chyba. Okazuje się, że i nawet na 3 miejscu w kategorii! :D
Później się idziemy przebierać i na kiełbaski. Lekkie zamieszanie z wynikami w kategorii i....bardzo pomocna okazuje się kamerka którą razem z Piotrem Kowalczykiem zamontowaliśmy na drzewie by nagrywać przede wszystkim finisz. Następnym razem będzie bliżej mety gdyż nie widać numerków, ale jesteśmy się w stanie w tym towarzystwie poznać. Impreza jak zawsze super i na najwyższym poziomie! Wspaniali pozytywni ludzie! Kocham to towarzystwo! :) HALA Interkol! :)
cad: ?! xD
Krissss na podium! Super zakończenie sezonu 2017 :)
Kraina, w której chciałbym zamieszkać. Czyli każdy z każdego o wszystko.. Z grubych i chudych, z łysych i włochatych, z kobiet i z ludzi.. Się okazuje, że kocur ma pazur... Ale dziś nic więcej. Dziś chcę pospać. Innym razem... Każdym kolejnym razem. Aczkolwiek już nie tym razem.
Kom Kom Kiti Kiti... Kom Kom... Na trenażerze? Nie mam żadnego.. W sumie juz się stęskniłem za gonieniem... No w lesie to nie to samo. Zresztą kom'a tam nigdzie nie zrobię... Wszystko się dobrze układa... Podoba mi się ten stan. Przypominam sobie ten czas już któryś raz... Ale.. Livestrong.. Po prostu.
Na niedziele zapowiada się ostatnie tegoroczne ściganie.. No więc co? Więc przejadę trasę z uśmiechem na ustach ;) Standard :D
Nie wiem dlaczego ostatnio wkręciła mi się Avril... Dawno nie słuchałem tych piosenek, na tyle dawno że jej nowe stały się totalnie zaskakujące i ..... nowe?!
Piję herbatę imbirową i jest mi dobrze. Kończę ten wpis bo chcę poczytać książkę, no więc to by było na tyle.
See You... Today was our english day second time, but only a few hours. My conversation partner had an lasy day in this matter. Have a nice long weekend! (But not me! :x)
Coś się popsuło i nie było mnie słychać?! Znajome?! Tak! Znaczy nie, nic się nie popsuło. Wszystko zgodnie z planem, ale trochę modyfikowanym w trakcie tego całego zamieszania.
Niby wszystko jest ułożone, niby się dopiero układa... Niby jest dobrze, niby może być lepiej.. Niby - landia!
4x4 tym razem - dla zabawy, cztery dni, dla formy i wygranych... W sumie okazuje się że nie dwa a cztery... Że nie po staremu a jest nowe... Że nie dla zabawy... Że stary rower poszedł w odstawkę i teraz mam nowy... Czy lepszy czy podobny to się dowiem jak więcej pojeżdżę... Bo tak to jest, że przed powiedzeniem opinii muszę naprawdę dobrze wypróbować nowe..
Dzisiaj tętno wyższe, kilka razy serducho zabiło szybciej, tego mi ostatnio brakowało więc zdaje się wszystko po mojej myśli. Później mały trening siłowy... No bo tak. Tak miało być.. For Form. Snują się nowe plany na przyszłość. Trudne to wszystko jest do ogarnięcia.. Okazuje się, że nie tylko w kolarstwie stawiam sobie maksymalnie wyśrubowane cele... Jutro ważny dzień. Za tydzień riplej. I tak jak wyścigów... Życia nie da się powtórzyć... Trzeba więc podejmować często w ułamkach sekund najlepsze maksymalne decyzje!
O treningu? Słów kilka? Dwie takie tabaty że głowa mała... Chwila z muzyką, chwila z Lancem i Albercikiem... Carpe diem!