To co już za mną:

Dwa szerszenie. Dwa razy jeden podjazd. Dwa problemy.

Sobota, 28 lutego 2009 · Komentarze(5)
Dzisiejszym sponsorem mojego wyjazdu jest liczba DWA.
Wszystko zaczęło się o 10. Wstałem i zobaczyłem piękną pogodę.. To trzeba wykorzystać-pomyślałem. Szybko się uszykowałem i w drogę. Jazda z wiatrem dodawała mi chęci do mocniejszego pedałowania ,ale myśl o powrocie była koszmarem ,jak i dobrą zjawą. Wiatr to dobry trening ,dobry przeciwnik do pokonania. Jadę jak zawsze na Milicz. Skręcam w lewo na Krośnice i [razem już] po ok 30km. pierwszy wiekszy podjazd w Wierzchowicach. Daję mu radę bez problemu. Później zaczynają się także wieksze i mniejsze hopki.. Dojeżdżam do Twardogóry i zawracam. Teraz zaczyna się mordercza walka z wmordewindem.
Jedzie się ciężko ,ale dzięki lżejszemu przełożeniu daję radę. Będąc już znowu w Wierzchowicach mijają mnie z przeciwka dwa szerszenie. Wymieniliśmy spojrzenia i oczywiście nie obyło się bez podniesionej ręki. Ja człapałem się lekko pod górę ,a oni z pełną parą zjeżdżali w dół. Wjeżdżając powoli do góry w ogole sie nie zmeczyłem. Jechałem jakies 20km/h. Pomyślałem: "Nie zdobyłeś tego podjazdu... Wracaj i bierz go jeszcze raz" A to także przecież będzie trasa maratonu trzebnickiego ,wiec dobry trening tu się przyda. Zjechałem na dół i znowu przede mną ten sam podjazd.. Wziąłem go raz dwa na stojaka.. Wtedy zobaczyłem ,że moje tętno biło maksa.. 202 uderzeń na minute !!! W ogóle dzisiaj miałem niewiarygodnie duże tętno.. Może to spowodowane ponad 2-tygodniową przerwa od rowera..
Po pokonaniu tego podjazdu drugi raz... Moje nogi zaczęły prosić o chwilę odpoczynku. Jako ,że nie chciałem spełnić tej prośby jechałem do domu średnia 20-23km/h.. Ten podjazd mnie wykończył !!!
Po drodze spotkałem jeszcze kolarza na MTB w Miliczu.. :)
Ktoś zapyta.. "Co to za problemy?" ...więc już odpowiadam:

1) Odkręcił mi się blok od buta... Musiałem na chwilę przystanąć i dokręcić śruby.. Jestem sobie wdzięczny ,że kupiłem torbe podsiodłową i schowałem tam klucz imbusowy..

2)Zaraz na początku wjazdu do KRotoszyna[tu mieszkam] zaczęły gonić mnie dwa psy.. Najpierw słysze jakieś szczekanie.. Gdy się odwrociłem siedziały mi juz na kole.. Dałem szybko susa i do przodu.. Na szczescie im ucieklem...

Po drodze z Twardogóry zauważyłem rzeczkę..Sięgała ona dość wysoko.. Pewnie przez szybko topniejący śnieg..


Tutaj po drugiej stronie ulicy..


Będąc koło jakiegoś większego stawu nagle zrobiło mi się ciemno nad głowa.. Setki gęsi wydający okropny dźwięk leciało mi nad głową.. Zanim wyciagnalem telefon troche odleciały...

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(5)

Komentarze (5)

jakbyś chciał się jutro gdzieś wybrać to pisz na gg: 6741245

szalonykolarz 18:41 sobota, 28 lutego 2009

ta sama sprawa, tylko, że ja od samego rana miałem ochotę na wieczorne bieganie. Ale wychodzę na dwór i sobie myślę: "a czemu by nie rower". No to hajda! Napompowałem oponki, od dwóch tygodni sflaczałe i go......
Chciałem zaliczyć dwa podjazdy, pierszy przed wierzchowicami z Czatkowic - leciutki, i ten drugi w samej wsi - też słaby, ale co tam.
HRśr wyszło mi 180 :D , a wiatr wydaje mi się że z wierzchowic do milicza wiał mi po pleckach, ale może to tylko złudzenie.

szalonykolarz 17:14 sobota, 28 lutego 2009

kurdę, znowu sie mineliśmy, ja przed chwilka wróciłem z Wierzchowic

szalonykolarz 17:10 sobota, 28 lutego 2009

Ja to podziwiam wszystkich, co im sie chce targać ze sobą aparaty i robić zdjecia:)

Pozdrowienia z Ostrowa:)

bartekosw 16:43 sobota, 28 lutego 2009

No na psy trzeba uważać! A dystans piękny jak na zimę. Pozdrawiam

robin 16:39 sobota, 28 lutego 2009
Wpisz trzy pierwsze znaki ze słowa ionag

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]