To co już za mną:

Przepalenie nóżek przed Rewalem :-)

Czwartek, 8 września 2016 · Komentarze(0)
Przepalenie nóżek przed sobotnim dystansem ULTRA - 301 km :-)

Po bardzo udanym wyscigu w Karpaczu walczymy teraz z wiatrem i długim płaskim dystansem...

Ps. Dopiero dziś nawet dopiero zauważyłem że na ostatnim treningu wrócił do mnie KOM na Dziadkowie UpHill :-) O sekundę ale jednak :)

https://www.strava.com/activities/702872222#172391...

caD: 82

Start w Karpaczu :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Wygrany wyścig w Karpaczu - Liczyrzepa 2016

Sobota, 3 września 2016 · Komentarze(1)
Dzisiaj był dzień konia, wspaniały dzień, kumulacja, dzień w którym udaje się (prawie) wszystko.

https://www.strava.com/activities/699205336

Od samego rana wyjazd do Karpacza.. Wylosowane grupy, już wiadomo kto jak gdzie i o której.. Wiadomo kto mnie i kogo ja będę ścigać. Jest wielka motywacja. Idziemy odebrać pakiety, jemy ostatnie banany, szykujemy się i wuala - powoli trzeba stawać na starcie.
Ciutkę zimno, ale jedziemy na krótko....na 168 km :-)

Od startu mocne tempo, nie ma co się opieprzać, jeden teamu JasKółki z M2 startował przede mną piętnaście minut....jeden z jaskółek startował ze mną... dwóch jeszcze po mnie z M2... także trzeba gonić, uciekać i jeszcze raz uciekać Od samego początku mimo, że jakoś tak ciężko było, tak nadalismy na prawdę mocne tempo...zostało nas chyba pięciu. Jaskółka praktycznie zmian nie dawała... widziałem że przy mocniejszych zaciągach trochę zostaje... Wszyscy jakoś podjechaliśmy Sztajfę Drogą Głodu - nie targaliśmy jakoś strasznego tempa.. Później zjazdy i jakieś hopki... Na podjeździe pod Okraj trochę zaatakowałem, postanowiłem sprawdzić nogę i kto za mna pojedzie. Tempo było wręcz chwilowo spacerowe.. Chłopaki po chwili się zebrali i dojechali do mnie...

Wjazd na kółko dla mega i giga - doganiamy grupę z mega która robi całkiem dobrą robotę. Po zmianach cisniemy naprawdę niemożebnie. Kosmos.. Podjeżdżamy sztajfę drugi raz....bardzo mocne tempo gdzie strava pokazała prawie 1200VAM i zostaje kilka osób które się opieprzały podczas zmian, w tym jaskółka.. Widząc to dokręcam jeszcze mocniej, na zjeździe staram się dokręcać by czasem nikt nie dojechał... Po chwili dojechał tylko jeden chłopak który robił tez dobrą robotę na zmianach.

Nie zwalniamy tempa, pod Okraj tempo takie że aż dopytuję kiedy się kończy... Jedyne co to powoli woda.. Zjeżdżamy jednak razem, jedziemy razem... aż do sztajfy.. tam znowu mordercze tempo.. zostaję z dwoma kolegami jakieś 400-500m za grupą...no i dupa.. nie udaje się ich już dojść ani na zjazdach ani na hopkach, ani na podjazdach. Ani widu ani słychu.. Na szczęście jednak po drodze bufet, biore dwie butelki, jedna wypada...drugą wlewam do bidonu.. jem żela i jest idealnie. Pod podjazdem pod Okraj żona jednego z kolegów daje nam zimne CocaCole - poczułem się jak PROs :D A coca cola dała niezłego kopa i orzeźwienie.

Ostatnie kilometry to zjazd z Okraju, chwila prostej przez Kowary i podjazd do Karpacza... Po prostu było bosko. Ciągle w czubie, na zmianach i nadający tempo. Po prostu wszystko idealnie, wspaniały dzień.

Wpadam na metę razem z jednym kolegą, z którym już jechałem raz w Wolsztynie... Dostaję medal, okazuje się że mam całkiem dobry czas.. prawie dogoniłem grupę która startowała 10 minut przede mną. Okazało się po chwili, że w myślach jadąc po drugie miejsce, bo dla mnie faworyt w M2 był jeden, że wyniki mnie bardzo zaskoczyły... Pojechałem na czwarte miejsce open, pierwsze w swojej kategorii wiekowej... Ogólnie nigdy koledze nie dołożyłem, a tu dzisiaj aż 5 minut ! :-)

Organizacja mimo małego zamieszania w biurze zawodów i późne otwarcie bardzo dobra ! Dużo wyraźnych strzałek, bardzo dobry makaron z mięsem na mecie... Profesjonalna firma z wynikami... Ładne pucharki :-)

Podsumowując, pojechałem dla mnie wręcz niesamowicie - jestem zadowolony, pojechałem w górach tak jak nigdy :-) To efekty dobrych i odpowiednich ostatnich treningów :-) Jest super ! :-) Widzimy się za tydzień w Rewalu :-)

1 miejsce w Kategorii do lat 30 - M2 szosa
4 miejsce w OPEN Giga na 52 kolarzy :-)
cad: 81
Jest po prostu pięknie :-)


Na mecie od razu dostawałeś piękny pamiątkowy medal ;-) Od pięknej Pani ;-)


Giga Ekipa :-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(1)

Rozjazdowo

Wtorek, 30 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj na spokojnie sobie rozjazd po maratonie, nie, nie wyścigu ze startu wspólnego :-)
Aż mi się śmiać zachciało.....

jeden jegomość kilka tygodni temu innemu dawał "wielki szacun" za wygranie kategorii na maratonie, za ten maraton dawał kolejnym na podium także "wielkie gratulacje", sam ściga się np. po jakiś januszowych wyścigach o długości swojego ego jak stąd do sklepu i chwali się wygraną.....a mnie w komentarzach hejtuje :( jak mi jest przykro :(

:D haha.. no... właśnie..

każdy niech sobie jeździ i się ściga jak gdzie chce bez umniejszania czyiś "sukcesów'. zajmijmy się sobą, jakim trzeba być małym człowiekiem żeby tak się zachowywać jak jegomość.

cad: 82

Robimy swoje :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)

Maraton "Don Kichota" w Nietążkowie

Sobota, 27 sierpnia 2016 · Komentarze(6)
Maraton "Don Kichota" w Nietążkowie - czyli jak udało się prawie wszystko - nie udało się wygrać.... 49s.

Grupy rozlosowane w taki sposób, że od samego startu spokojnie wskazałem zwycięzców tego maratonu. Myślałem jednak że będzie przepaść między nami, a tu bardzo miłe zaskoczenie. Mnie los zestawił z Jakubem Latajką z Interkolu i dwoma w miarę znanymi mi ludźmi Henrykiem Bętlewskim i kolegami z Ambit Racing Teamu. Ja ze swojej grupy goniłem kolegów z M2, którzy startowali w najlepszej grupie.

Zaraz po starcie nadaliśmy bardzo mocne tempo, zostajemy w 4 - nasza grupa to były trzy kobiety, starszy pan i jak widać nikt więcej mocny, w sumie od startu jechaliśmy bardzo mocno we dwóch, Kuba się nie rozgrzał i go paliło w sercu, płucach i nogach, a tętno skakało ponoć zbyt wysoko, kolega który się z nami utrzymał dawał zmiany o kilka oczek niższe, więc jedynie taki pożytek że się chwilę dłużej odpoczęło. Tempo było doprawdy zawrotne, nie wiedziałem że mogę tak fajnie i długo dawać mocne zmiany :-)

Doszliśmy kilka grup które jechały przed nami, w sumie wszystkie możliwe poza grupą "faworytów". I co ? Nie zwalniamy tempa, gdy tylko doganiamy ostatnich, dajemy dalej mocną zmianę, dobrą zmianę, by tylko pojechać o open... A nóż się uda..

W pewnym momencie, Heniowi Bętlewskiemu i jego koledze Piotrkowi Chmielewskiemu ze Stargardu odbija i zaczynają wszystkich wyzywać bardzo niekulturalnie.. Że nie dajemy zmian, że te zmiany są złe, że nas roz*ebie, zahamuje i wyj*ebie, że tylko spróbojemy się ścigać na kreskę, ba....nawet zwykłych rowerzystów na trasie wyzywali żeby wypier*alać...  w takiej atmosferze jaką oni stworzyli jeszcze nie jechałem w tym naszym amatorskim peletonie. Henio później próbował uciekać, namówił kolegę żeby go nie gonić, podjeżdżał do wszystkich i mówił że on ucieka i żeby go nie gonić, bo te dwa Interkole są najgorsze, zaraza.... No to uciekł, pewnie myślał że pojadę z nim, do mety jakieś 60km... wiatr wiał... gorąco było... bez jakiejkolwiek pogoni, równym tempem, po zmianach, każdy tyle ile chciał i mógł - dojechaliśmy do niego z nóżki na nóżkę - zdaje się nikt go nie chciał słuchać :-)

Zmiany każdy dawał, inaczej też byśmy nie doszli żadnej z grup, kiedy kilku chłopkaów, w tym ja z naszego peletonu wcześniej jeszcze stanęło na bufecie - oni pojechali i zaatakowali, goniłem kawał drogi z jedną butelką w ręcę i drugą w zębach... Oni cisnęli spinę w cholerę, a my z innymi spokojnie rozmawiając się poznawaliśmy, ale dalej po zmianach pykaliśmy kilometry.

Później na kilka kilometrów przed metą odjechała nam dwójka kolegów z peletoniku... nikt za nimi nie ruszył i to był jak się okazało na mecie wielki błąd, ale o tym zaraz... Dojeżdżamy do Nietążkowa, Henryk Bętlewski wychodzi na przód i widzę że chce wjechać pierwszy na kreskę, ale jakoś tak się stało, że objechałem go i jego kolegę i wjechałem jeszcze 5s przed nimi. Kuba dojechał z nami cały i zdrowy...  Upał dawał się we znaki niemiłosiernie, bolała głowa, nie szło się nawodnić.. masakra, ciągle w pełnym słońcu :) Ale w sumie wolę to niż deszcze ;-)

Na mecie porównujemy czasy z Arturem z liczników... wychodzi na to że wszystko jest na styku, że może nawet wygrywamy open... Ale... jednak nie! brakuje 49s ! :( Wróćmy do akapitu poprzedniego gdzie odjechali nam dwaj koledzy - nadrobili nad nami 1min 40s... Więc gdybym pojechał z nimi, albo byśmy po prostu przyspieszyli i wszyscy razem pojechali tym tempem, mielibyśmy wygraną w open na tym maratonie. Ehh...A była jeszcze moc i mozliwość... Gdyby człowiek wiedział :/ No właśnie, gdyby gdyby :) Ale nie jest źle....

2 miejsce w kategorii wiekowej M2
6/47 miejsce OPEN

cad: 85

Jak zawsze uśmiechnięty, zadowolony i w ogóle chyba faktycznie w dobrej formie :D

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(6)

Niespodziewanki :)

Sobota, 20 sierpnia 2016 · Komentarze(0)
Dzisiaj miało być spokojnie i było... Taki luzacki trening, dystans około 70-80km  w planach... I tak było..*

Do Milicza pod mocny wiatr, nie zamierzałem się dzisiaj katować. To już nie czas żeby się nie wiadomo jak bardzo katować.
Ostatnie tygodnie to były dość ciężkie i długie treningi, przynajmniej jak na mnie... Zobaczymy co z tego wyjdzie teraz w praniu..
Już za tydzień wyścig / maraton w Nietążkowie.. Fajna trasa, niby płaska ale z jakimiś hopkami..

No to dzisiaj moja pętelka miała być, dwa razy....ale te moje plany zostały zweryfikowane, bo spanie od trzeciej rana nie mogło się skończyć inaczej niż też późną pobudką.. Mecz Polaków obejrzany w ręczną, niestety jednym punktem w dupsko.. Ale ściskamy kciuki za Majkę...Włoszczowską :-)

Po drodze spotkany Interkol - Artur, Kuba i Damian... pojechali na Prababkę  i spotkaliśmy się na Joannie..
* - przez to też nie wyszło do osiemdziesięciu kilometrów tylko trochę więcej, tyle ile widać :-)
Jak miło, że ten blog jest tak poczytny, a to co się tu pisze idzie w świat... Takie to... Całkiem łechcące ego ;-)

Później przez Groblę do Sulmierzyc. Tam dałem jakieś mocniejsze zmiany, na tablicę w Sulmierzycach to już mnie piekło, ale nie tyle w nogach co w płucach.. Stamtąd HRmax. W sumie OK, że tak łatwo wbijać się mi na wysokie tętna. Później na spokojnie do Krotoszyna.

cad: 82

Takie foto z wczoraj z Ostrowa Wlkp. ;-)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(0)