Dawno nie byłem w takiej formie by praktycznie z 5kmh dołożyć w kilka sekund do 89kmh...
Nie ma to jak życie na krawędzi xD Wyjechałem później niż zwykle, robiło się szaro - ale uparłem się by jechać. Żaden problem przecież, na siedemsetce jechałem całą noc. No ale jak mi w lesie po kilkuset metrach jak wjechałem w mega dziurę tak kilka kilometrów szedłem do domu pieszo aż mnie ktoś nie dowiózł.. No wiecie, zlitowali się...
Cały sezon nic, teraz guma, dzisiaj zły dzień.. Jakiś taki.. Po prostu zły... Kończ się dniu!
Wilkiem będę ja, Sobótka za to lasem... Zabrakło aby tym razem dziewczyny w czerwonej pelerynie.
W sobotę Sobótka jest spoko! Od rana dość szybka pobudka i wio. Pogoda zapowiadała się w kratkę, ale wyjechałem póki nie padało. Bo gdy zaczyna padać już na trasie to trudno, ale tak o wychodzić w deszczu? Kurde no nie!
Ruszyłem najprostszą drogą na południe od Wrocławia.. na południowy zachód nawet bardziej gdzie Sobóka leży i piętrzy się Ślęża.. Pętla Ślężańskiego Mnicha wiadomo, że zawsze kusi... No to hop, najpierw bardzo ruchliwą drogą nr.5 a później "35"... bardzo ruchliwie było praktycznie tylko do mniej więcej wysokości magazynów amazona. Później już w miarę luźno, zbliżony ruch do tego który znam z moich okolic.
Za magazynami zaczęło mi padać, później wyszło słońce... Na pierwszym kółku znowu padało, później przestało... Później znowu zaczęło i nie padało już przez całe trzecie kółko.... Aż znowu zaczęło padać na powrocie....
Trzy pętle mnicha, później jeszcze początkowy podjazd i do domu..
Było zimno, mokro, brudno, wietrznie... Ale bardzo fajnie :)
No i co zrobisz jak nic nie zrobisz.. Jesień przyszła, taka na całego.. Od razu ta w takim najgorszym wydaniu: zimno, wietrznie, mokro... Nie było lata, nie ma i na razie złotej polskiej jesieni... jedyne czego bym chciał to żeby też nie było zimy w tym roku...nie bo nie!
Dzisiaj standardowe ostatnie pięćdziesiątpięć. Krótko, szybko(wolno!) i na temat.. Najważniejsze to czerpać przyjemność z tego... Chociaż ta w tych warunkach jest jakaś taka wątpliwa..
Dookoła wszyscy już kaszlą i smarkają... Mnie niestety też coś bierze, ale staram się nie dać! Teraz chyba dwa dni wolnego znowu bo ma padać.. Także człowiek choć trochę oddychnie.. Ale na odpoczynek przyjdzie jeszcze pora...
W sobotę, ostatniego dnia września, wyruszyliśmy z Czesiulkiem na trening/wycieczkę... Dla niej trening, dla mnie... no cóż :) Sympatyczna jazda we dwoje. Ale jako, że sezon się praktycznie kończy, właściwie ścigancko już nawet na pewno, definitywnie / ostatecznie.. to można bylo pojechać :) Ale żeby forma wzrosła jej, to można będzie można parę razy się mocno razem przepalić ;-)
To tak, koło południa jakoś ruszyliśmy na Sobótkę, bezdrożami, praktycznie nie było czuć klimatu wielkiego miasta... Jedyny akcent to praktycznie tylko jazda przy autostradzie... Oczywiście zakorkowanej A4 w stronę Kato...
Coś tam pod wiatr, z bocznym... wiało i głowę urwać chciało.. No ale, daliśmy radę dojechać pod Ślężę... co najlepsze to że na treningu prawie 200km od domu spotykasz dobrego kumpla z Dzierżoniowa Mariana w koszulce lidera! Robimy z Czesią kółko "mnicha" i kierujemy się do domu... by znów minąć się, ale teraz i stanąc i chwilę porozmawiać z Marianem :)
Droga do domu to także foteczki, pogaduchy i jak to bywa mnóstwo śmiechu :) Ale Czesiulek daje radę, jeździ coraz szybciej i w ogóle jest moc! :)
Miła fajna i przyjemna jazda :) O to właśnie w tym chodzi przecież... Tak ma być! :) I czy 25km/h czy 40km/h dalej ma być mile fajnie i przyjemnie :) Jedyny interwał to podjazd pod metę i Strzegomiany :)
Pomyślałeś już, że coś się zacięło? Nic takiego! Ostatnio ciągle po pracy ta sama trasa w samotności (o tego mi bylo trzeba!). Na nic innego powoli czasu nie starcza, niestety ściemnia się coraz szybciej. Niedługo zakładam lampkę i śmigam dalej :)
W weekend będzie zdecydowanie ciekawiej, zobaczycie co! Będzie niezła bomba! :D