To co już za mną:

Wyścig (trening) Leśnica - Góra Św. Anny :)

Sobota, 30 maja 2015 · Komentarze(2)
No cóż. Można powiedzieć, że luźne gadki 4 :/ No znowu pana! Na dwudziestym kilometrze.

Rano do Ostrowa, wyjazd od Zbigiego razem z Robertem i Piotrem Lisem. Fajna ekipa, kupa śmiechu, ciekawe tematy, tak jak powinno być :]
Po dojeździe do Leśnicy szybko znajdujemy fajny parking, idziemy odebrac pakiety startowe, zrobić siku, zjeść ostatnie batoniki i przypiąć numery. Przed startem chwila małej rozgrzewki. Po kilku zrywach już czuję, że będzie dobrze. Jest dobrze.
Zjeżdżam na start, wchodzę w pierwszy rząd, ale po chwili jeszcze się zebrało mnóstwo ludzi i wychodzi że startuje gdzieś z 50 miejsca.

Na początku lekka nerwówka, wszyscy jeszcze pełni sił, dużo nas....podjazd pod Górę Św. Anny.....pikuś, nawet go nie zauważam, tętno mega spokojne, a jadę w samym czubie ;) Cieszy to bardzo, pierwszy zjazd, przejazd przed metę i wio, drugie okrążenie, tym razem ze słynną ścianką "AlpenStrasse" :) Udaje się zrzucić przed zakrętem z blatu na małą tarczę (bo różnie z tym bywa :D ) i o dziwo mimo sztywności podjeżdżam ze "spokojem" i mam ze 3 ząbki zapasu. Jestem ciągle w grupie chyba 30-50 pierwszych kolarzy....Zjazd....

I koniec wyścigu :( Tylne koło zaczyna pływać, hamuję czym prędzej bo czuję że uchodzi powietrze z opony :/ Klnę i krzyczę sobie dla odreagowania bardzo głośno....Już po wyścigu. A tak dobrze mi się jechało nie czując prawie zmęczenia. Lekko załamany powoli sobie zmieniam dętkę. Mija mnie Robert Kierzek, Zbigi Kowalczyk i inni znajomi. - Pozdrawiam Macieju, brawo za kolejny udany w Twoim wykonaniu wyścig - rozkręcasz się co start coraz lepiej :)

No, założyłem koło, pojechałem. Jadę lekko załamany, zjadam żela.....i se myślę, że teraz już tylko pozostaje potrenować. No cóż. Ścigać nie mam się już o co :/ Wszelkie grupy odjechały. Mijam pojedynczych kolarzy, z tyłu czuję niedobór powietrza. A zeszło pewnie przez niezauważenie progu zwalniającego na pierwszym kółku i jak przywaliłem tyłem (przód zdążyłem podnieść) to może powoli  sobie schodzilo :/ Szlag!

Ale co, łykam kolejnych kolarzy, trochę się podbudowuję, że ta forma co mam pewnie pozwoliłaby mi na zajęcie wysokiego miejsca, może na dojazd w głównej grupie (ale, gdyby, może, to sobie mogę między bajki wsadzić). Czułem się po prostu wyśmienicie.

Na chyba 50km dogania mnie pierwsza grupa i pierwszy raz w życiu zaliczam dubla :/ Ale....tu się z chłopakami powiozłem od początku podjazdu pod Górę Św. Anny do samej mety, z tym że ja dymałem jeszcze jedno kółko. Łeee...

Ostatnie kółko już praktycznie smutne. Przegoniłem aby dwóch kolarzy, morale spadly do zera. Tylne koło ciągle pływa, dupa boli, nie chce się już jechać.... Ale dojechałem. Na mecie spotkałem przeszczęsliwego Macieja, podjechaliśmy na bufecik, zjedliśmy ciastka, napiliśmy się i oddaliśmy numery startowe. Później już spakowałem rower, zjedliśmy z chlopakami makaron i wróciliśmy do domu :)

Podsumowując wyjazd, to mogę powiedzieć tylko że na mega wielki plus. Trasa świetna, pode mnie - lubię takie.
Forma jest, szczęscia trochę brak. Zbigi w gazie, Robert na swoim wysokim poziomie, Piotrek super.

cad: 83
max %: 15

Twitter:  https://twitter.com/Krzysztof_Kubik/status/6046706...

https://www.strava.com/activities/315035487

Jest ekipa jest zabawa :)

Zapraszam do komentowania wpisów | Komentarze(2)

Komentarze (2)

A dziękuję bardzo. Szkoda tej wywrotki ale dobrze też ze wyzwolila w Tobie sportową złość i uśmiech na twarzy ;)

A mi nie pozostaje nic innego jak liczyć na trochę więcej szczęścia w kolejnych startach :)

Pozdrawiam :)

kris91 08:11 wtorek, 2 czerwca 2015

Zawsze z przyjemnością czytam opisy Twoich wyścigów bez względu na wyniki bo jak wiadomo sport kształtuje ciało i ducha, a że ostatnio los testuje Twoją siłę charakteru ... cóż według mnie zwycięsko wyszedłeś z tej batalii i jeszcze dodatkowo zostałeś mistrzem szybkiej zmiany dętki ;-).
Co do wyścigu to zgadzam się w 100%, że bardzo udany - piękna trasa, super pogoda i ponad 300 kolarzy na trasie.
Z mojej perspektywy wyścig wyglądał nieco inaczej - tempo od startu szokowe i wzrokowy kontakt z pierwszą grupą miałem jeszcze tylko na podjeździe pod Ankę. Drugie kółeczko fajnie się zaczęło - emocje trochę opadły i znalazłem się w fajnej grupce współpracujących kolarzy ... niestety tylko do stromego podjazdu - tam ciasnota i pech bo na ostatnich metrach podjazdu kolarz przede mną chyba postanowił stanąć na pedałach i zarzucił tylnym kołem tak, że zahaczył mnie ... a, że środek ciężkości miałem akurat w drugą stronę to trach - chyba pierwszy raz w karierze leżałem jak długi ... wyzbierałem się dość szybko ale było tak stromo, że nie umiałem się wpiąć i prawie zaliczyłem drugi upadek (tam były już pierwsze zabudowania i widzowie mieli niezły pokaz mojej nieporadności - tzw. show jednego aktora :-D). Podreptałem do góry no i jazda dalej ... humor wrócił bo z rowerem wszystko ok i zaraz załapałem się do kolejnej grupki (wtedy właśnie w ostatniej chwili dojrzałem Cię na poboczu ... szczęka mi opadła). Trzecie kółko bez większych wrażeń a na czwartym trochę "poszalałem" wyprzedzając paru kolarzy za co zapłaciłem mega kryzysem na ostatniej pętelce.
Gdy wjeżdżałeś na metę w pierwszej chwili pomyślałem, że wracasz z bufetu ... a ty mi mówisz, że właśnie kończysz wyścig ... w okolicach trzeciej pętli wyprzedził mnie kolarz z interkolu i myślałem, że to Ty ... też żółte butki :-)
Pozdrawiam serdecznie i do zobaczenia
Maciek

Maciek 06:27 poniedziałek, 1 czerwca 2015
Wpisz cztery pierwsze znaki ze słowa piech

Dozwolone znaczniki [b][/b] i [url=http://adres][/url]